Kosmetyczny misz-masz 2025 – trochę chaosu, dużo przyjemności.

Pomyślałam, że tym razem zmienię dotychczasową formułę wpisów i zaproponuję nową wersję „w pigułce”. Wszystko po to, by nie powielać treści, a jednocześnie zostawić sobie przestrzeń na nowe tematy i odkrycia 🙂

Zapraszam!

Warto wrócić jeszcze na chwilę do zachwytów 2024 roku, którym poświęciłam osobny wpis /KLIK/. Dlaczego? Bo zdecydowana większość z tej gromadki trafiła do ulubieńców i została ze mną na dłużej. Minione miesiące tylko mnie w tym utwierdziły – to kosmetyki, do których regularnie wracam i po które sięgam z przyjemnością.

Duży wpływ na te wybory miała analiza kolorystyczna, która zapoczątkowała u mnie sporo zmian. Zrobiłam gruntowne porządki nie tylko w pielęgnacji, ale przede wszystkim w kolorówce – i to właśnie ona gra tu pierwsze skrzypce. Dzięki temu wróciłam też do oferty Suqqu, do której jeszcze szerzej odniosę się w osobnym wpisie.

Jeśli chodzi o tusze do rzęs, uwielbiam wszystkie trzy i naprawdę trudno mi wskazać jednego faworyta. Maybelline Lash Sensational Sky High Burgundy Haze, Maybelline Lash Sensational Full Fan Effect Mascara Burgundy Brown oraz Eveline Variete Lashes Show Full Volume Ultra-Length Mascara Brown to świetne drogeryjne propozycje. Mam tylko nadzieję, że nie znikną z oferty!

Zestaw Patrick Ta Major Dimension Eyeshadow Duos w odcieniu Still At The Club stał się moim pierwszym wyborem praktycznie na każdą okazję. Uwielbiam go i zakładam, że gdyby kiedykolwiek udało mi się go zużyć, bez wahania kupiłabym kolejny. Aczkolwiek – bądźmy realistkami 😉 – przy obecnych zasobach raczej nie grozi mu szybkie denko. Używam go regularnie, bez presji.

Kredki NYX Professional Makeup Epic Smoke Liner Angled Liner & Blender są naprawdę bardzo dobre, choć nie stały się moim numerem jeden. Cieszę się, że je poznałam i chętnie po nie sięgam, ale konkurencja jest silna – zwłaszcza ze strony Victoria Beckham Beauty, której kosmetyki wyjątkowo dobrze wpisują się w moje preferencje. Cień w sztyfcie EyeWear w kolorze Shroom oczarował mnie na tyle, że planuję zakup kolejnego opakowania.

Barwiony żel do brwi Anastasia Beverly Hills Volumizing Tinted Brow Gel w odcieniu Taupe używam już w pełnym wymiarze i zdecydowanie trafił do grona ulubieńców.
W kategorii ust bezapelacyjnie zostaje
Dior Lip Glow Oil. Nadal z przyjemnością sięgam po RLM x Bell Intense Creamy Lipstick w kolorze Dim.

To rewelacyjny odcień, bardzo w moim stylu, połączony z cudowną formułą i niesamowicie komfortową konsystencją pomadki. Jedyną i największą wadą jest opakowanie – jest ono tak tandetne, kruche i delikatne, że nie wyobrażam sobie nosić go ze sobą. Produkt zachwyca na każdym poziomie, lecz ciągle zastanawiam się, jak można było tak fatalnie opakować ten kosmetyk. Chciałabym znaleźć identyczną pomadkę, ale w lepszym opakowaniu. Mimo wszystko to kosmetyk, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia – jeszcze zanim trafiła w moje ręce, wiedziałam, że to mój kolor! Nie pomyliłam się.

Szukam alternatywy. Na razie rezultaty są średnie....ale nie poddaję się 😊 Może któraś z Was sięga po podobną kolorystykę oraz wykończenie?

Błyszczyki Kiko 3D Hydra Lipgloss czekają jeszcze na podsumowanie – myślę, że nastąpi ono w najbliższych miesiącach. Na pewno nie wrócę natomiast do Max Factor 2000 Calorie Lip Glaze 105 Berry Sorbet, o czym pisałam już przy TEJ /KLIK/ okazji. Do NYX Fat Oil Lip Drip planuję jeszcze wrócić i dopiero wtedy zdecyduję, co dalej.

W makijażu twarzy na pewno kupię kolejne opakowanie Saie Glowy Super Gel All-Over Luminizer w odcieniu Starglow. Z kolei z Dior Forever Glow Star Filter Complexion Sublimating Fluid w odcieniu 0 mam relację dość… skomplikowaną. Czasami mnie zachwyca, innym razem bywa problematyczny – wszystko zależy od połączeń. Do dziś nie potrafię się do niego w pełni przekonać. Mam również duży zarzut odnośnie funkcjonowania pompki, która uwaga! Odpada w trakcie używania. Na początku myślałam, że to tylko u mnie, ale nie! Mnóstwo osób zgłasza takie uwagi i moim zdaniem to nie powinno mieć miejsca z uwagi na cenę. Firma mogłaby pomyśleć nad rozwiązaniem, które zastosowało Saie. Jest to naprawdę wygodne, praktyczne i sprawia, że korzystanie z kosmetyku jest satysfakcjonujące. Z drugiej strony, choć Charlotte Tilbury Hollywood Flawless Filter to mój numer 1, to brakuje mi idealnego odcienia (pożądam chłodnego jasnego beżu) oraz coraz bardziej przeszkadza rodzaj aplikatora i samo opakowanie (zbyt masywna szklana butelka).

Korektor Natasha Denona Hy-Glam Concealer trafił do ścisłego grona faworytów, choć potrzebowałam czasu, by się do niego przekonać 😉 Używam go już na tyle długo, że pora przygotować pełną recenzję. Minione miesiące ugruntowały moje odczucia i jestem przekonana, że nie ulegną zmianie.

Puder Hourglass Vanish Airbrush Pressed Powder – Translucent najpierw mnie zachwycił, ale później poznałam coś, co podniosło poprzeczkę jeszcze wyżej. Nie wykluczam powrotu, jednak na razie trafia na listę rezerwową.

Róż Chantecaille Philanthropy Cheek Collection w kolorze Joy polubiłam na tyle, że planowałam zostać przy nim na dłużej. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że nie mogę już dokupić samego wkładu. Przy kasetce z wymiennym refillem zakup kolejnej całości mija się dla mnie z celem – wielka szkoda.

Pożegnałam się też z dwoma nietrafionymi różami Suqqu, które szerzej omówiłam przy TEJ /KLIK/ okazji. Paradoksalnie to właśnie one sprawiły, że odnowiłam relację z marką – tym razem już zdecydowanie we właściwym kierunku :))

W ubiegłym roku ogromnie zachwyciła mnie linia pomadek NARS Explicit. Na blogu omawiałam już odcień 887 SeditiousKLIK! i z całą pewnością będę chciała poznać kolejne kolory. Równie duże wrażenie zrobiła na mnie Chanel Rouge Allure Velvet w odcieniu 459 LumineuseKLIK! – do tego stopnia, że rozglądam się już za następną. Nie wykluczam, że tym razem sięgnę po nową odsłonę z MAC-a, która według opisu bardzo przypomina formułę Chanel, a przy tym oferuje chyba ciekawszą paletę kolorów.

Baza pod cienie MAC Prep + Prime 24Hr Eye Base totalnie mnie zachwyciła i dziś nie wyobrażam sobie powrotu do czegokolwiek innego. Z kolei zachwyt gąbką RephrKLIK! – przerodził się w ogromne uwielbienie. Niestety jej obecna niedostępność budzi mój niepokój. Firma nie odpowiada na wiadomości i mam nadzieję, że to jedynie chwilowa przerwa w sprzedaży.

Poznałam za to gąbkę *Sensum Mare z linii Algotone, czyli Ideal Make-up – wyjątkowo miękką gąbeczkę do makijażu. Zwróciła moją uwagę nie tylko dlatego, że jest produkowana w Polsce, ale też dlatego, że faktycznie jest niezwykle miękka. Zdecydowanie zasługuje na bliższe omówienie i bardzo możliwe, że zdecyduję się na kolejną sztukę. Przy tej okazji warto dodać, że Beautyblender Pro Sponge Black został u mnie zdetronizowany – i niewykluczone, że poświęcę temu osobny wpis.

Nieoczekiwanym odkryciem okazały się korektory Kosas:Revealer Extra Bright Serum Powered Color Corrector Magic oraz Revealer Super Creamy and Brightening Concealer 2.3N. Nie mogę wyjść z podziwu, jak pięknie zachowują się na mojej skórze i jak chętnie po nie sięgam. Myślę, że zostanę przy nich na dłużej.

Mogłabym w tym miejscu wyróżnić jeszcze brązer Fara Homidi Bois (co za formuła!), maskarę YSL Lash Clash, MAC Macstack Mascara Brown - Chestnut Stack oraz kilka innych produktów, jednak zostały one kupione już pod koniec ubiegłego roku. 

Nie mogę nie wspomnieć Victoria Beckham Beauty Vast Lash Mascara, którą na razie poznałam na bazie miniatur, ale wiem, że kupię pełnowymiarowe opakowanie. Efekt na rzęsach sprawił, że chcę mieć ten tusz w regularnym użyciu. Więcej napiszę o nich przy okazji prezentacji nowości.

Zapomniałabym ;) jeżeli mowa o Kosas, to nie może tutaj zabraknąć Kosas Cloud Set Baked Setting & Smoothing Powder w odcieniu Feathery, do którego bez wątpienia wrócę. Nie jest to produkt idealny, zwłaszcza jego opakowanie i warto zwracać uwagę na odcień, albo na to jaką ma pełnić funkcję. O tym będę jeszcze pisać więcej, na razie sygnalizuję nadchodzącą recenzję.

Podobnie jest z pielęgnacją – przykładowo Oskia Rest Day Barrier Repair Balm oraz Midnight Elixir Regenerative EGF & Multi-Peptide Night Serum bardzo szybko sprawiły, że chciałam sięgać po nie bez przerwy. Zachwycił mnie również zestaw Back To Comfort z linii Azelaic-C Upcycling, a dokładnie krem i serum. Wiem, że będę do nich wracać, a miniony rok okazał się dla mnie swoistym powrotem do BtC. Z przyjemnością powtórzyłam zakup Medik8 C-Tetra Advanced Serum /recenzja/ i jestem przekonana, że będą kolejne okazje. Powrót do Neauvia PHA Touch był oczywistością i na chwilę obecną nie zanosi się na zmiany z uwagi na kondycję oraz potrzeby mojej skóry. Poza zestawem z Back To Comfort jest to jedyny produkt funkcyjny w mojej pielęgnacji, który okazuje się optymalnie dopasowany i nie mam potrzeby sięgać po coś dodatkowego.

Tatcha The Indigo Cleansing Balm polubiłam tak mocno i spodobały mi się jego właściwości, że będę chciała do niego wrócić. Zrobił więcej niż tylko dobre wrażenie, ale więcej w pełnej recenzji :) Pojawi się również wpis na temat balsamu Cetonia (dawniej Szamragdwoe Żuki) Rosa Canina i będę bliżej mawiać nowy wariant balsamu do ust Ministerstwa tym razem wymarzona przeze mnie Róża-Malina.

Z przyjemnością sięgam po Hand Therapy – maskę do dłoni z proteinami jedwabiu, którą kupiłam w październiku ubiegłego roku, tuż po premierze. Warto przy tym podkreślić, że jeśli Natural Secrets powiększa swoją ofertę, to robi to naprawdę dobrze. Dla mnie ten produkt pełni funkcję kremu do codziennego stosowania.

Praktyczne opakowanie z zamknięciem na zatrzask sprawiło, że maska świetnie sprawdza się również jako opcja „do torebki”. Delikatnie natłuszcza, zmiękcza skórę i przynosi natychmiastowy komfort. Nie mam większych problemów ze skórą dłoni, więc nie wiem, jak poradziłaby sobie przy bardziej wymagających potrzebach, natomiast w moim przypadku doskonale pomaga utrzymać dłonie w dobrej kondycji. Czasami stosuję ją także jako krem do stóp.

Nie inaczej było w przypadku szamponu Cantabria Labs Iraltone Fortifying Shampoo

Warto też wspomnieć o kremie do ciała Nivea Repair & Care – to już nie tylko zachwyt, ale pełnoprawny ulubieniec i stały element mojej listy zakupów. Zaczęło się od wersji z 15% gliceryny, prowitaminą B5 i niacynamidem, a następnie sięgnęłam po wariant z 18% gliceryny, prowitaminą B5 i mocznikiem. W tej linii dostępne są trzy propozycje i myślę, że w przyszłości poznam również wersję z ceramidami. W całkiem nieoczekiwany sposób zyskałam fenomenalny wielozadaniowy produkt, który posiada bardzo dobrą dystrybucję, cenę i pojemność. Opcja z mocznikiem jest wspaniała!

W trakcie pobytu w Polsce trafiłam na nowości w Rossmannie i sięgnęłam po szampon zwiększający objętość Heiki Heiki Volume Mimosa & Eucalyptus. Co prawda nie odnotowałam po nim spektakularnej objętości, jednak bardzo doceniłam jego właściwości w wydaniu wash & go.

Szampon ma komfortową, kremową konsystencję, pięknie pachnie (dokładnie tak, jak deklaruje producent) i na tyle dobrze się u mnie zadziałał, że kupiłam kolejne opakowanie. Okazał się świetną opcją niezależnie od rodzaju wody i okoliczności — szczególnie wtedy, gdy nie miałam czasu sięgać po odżywkę ani bawić się w stylizację.

Dodatkowym plusem było to, że dobrze łagodził podrażnioną skórę głowy, zwłaszcza w okresach zaostrzenia zmian łuszczycowych.

Nie zabrakło też niespodzianek. W prezencie otrzymałam *YSL Loveshine Plumping Lip Oil Gloss 09 Cherry Flash – ma przepiękny kolor (choć nie do końca mój), obłędny zapach i smak. Choć bardzo odpowiada mi wizualny efekt wypełnienia i wygładzenia, sama formuła (lub zawarte w niej składniki) jest dla mnie zbyt intensywna. Wolałabym, aby jej po prostu nie było. Mam wrażenie, że ta kategoria kosmetyków bywa dla moich ust dość nieprzewidywalna.

Kolejnym prezentem był róż w sztyfcie *Westman Atelier Baby Cheeks Blush Stick w odcieniu Dou Dou. Do dziś nie wiem, dlaczego wcześniej go pomijałam – jest cudowny! Sięgam po niego bardzo chętnie i wszystko wskazuje na to, że zostanie ze mną na dłużej. W ten sposób sięgnęłam ponownie po sztyft do konturowania Westman Atelier Face Trace Contour Stick w odcieniu Biscuit. Lubię go mieć, podobnie jak Nars Laguna Bronzing Cream 02.

Dałam się również namówić na poznanie kredki do oczu Westman Atelier Bonne Brow Defining Pencil – Clay. To był dobra decyzja. Myślę, że to dobry moment na porównanie z moją ukochaną kredką od Hourglass i pełne omówienie.

Nie mogę też pominąć rozświetlających pudrów z polskiej marki Clare. Mam dwa odcienie:

Oh! Glow – Botox (Btx 32) oraz Body Magic Dust – Wet Skin (05). Są po prostu C U D O W N E. Trudno pokazać na zdjęciach ich prawdziwe wykończenie oraz efekt, ale uważam, że nieźle udało mi się je uchwycić :)

Na pierwszy rzut oka mogą wydawać się kolejnymi kosmetykami mineralnymi. Jednak ich konsystencja pod palcem oraz to, jak współpracują z włosiem pędzli, naprawdę robią wrażenie na skórze.

Oh! Glow – Botox Puder Rozświetlający w kolorze Btx 32 w opakowaniu sprawia wrażenie jasnego, pudrowego różu z dodatkiem brzoskwini. Po roztarciu baza kolorystyczna niemal całkowicie znika, pozostawiając subtelną taflę jasnego, chłodnego beżu. Co ciekawe, formuła faktycznie wypełnia drobne linie i zmarszczki, nie podkreślając niedoskonałości, a przy tym pięknie odbija światło. Myślę, że na swatchach dobrze widać jego właściwości. Przed zakupem miałam sporo wątpliwości, czy będzie to produkt dla mnie, ale okazało się, że jak najbardziej. Na twarzy wygląda przepięknie i niezwykle elegancko. Satynowe wykończenie miękko układa się na skórze.

Z kolei Body Magic Dust w kolorze Wet Skin 05 posiada transparentną bazę i choć w opakowaniu może wydawać się zbliżony do Btx 32, w praktyce nie ma z nim wiele wspólnego. W tym przypadku srebrzysta tafla rzeczywiście imituje efekt mokrej skóry – i wygląda to spektakularnie. Iskrzy się fenomenalnie, a sposób, w jaki odbija światło, jest wręcz bajkowy. Wystarczy naprawdę niewielka ilość produktu.

Oba rozświetlacze można aplikować również na mokro lub rozcierać je na wilgotnej bazie – za każdym razem efekt robi ogromne wrażenie. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na oba produkty.

Wśród głośnych premier ubiegłego roku nie sposób nie wspomnieć o podkładzie Natasha Denona Hy-Glam Foundation. Planuję przygotować jego pełną recenzję, bo zdecydowanie na nią zasługuje.

Nie przypuszczałam też, że tak często – i z tak dużą przyjemnością – będę sięgać po pędzel do różu Wayne Goss White Gold Collection #2 Angled Cheek Brush

Jednak największym zaskoczeniem okazał się duet z No7:

The Pro Artist Seamless Blend Brush oraz The Pro Artist Soft Sweep Brush. Zdecydowanie zasługują na bliższą prezentację.

Oczywiście pędzle BK Beauty wciąż są u mnie na topie :))) ale zaciekawiły mnie nowe kształty oraz to, jak budżetowe opcje radzą sobie pod względem pracy włosia. Skoro już o BK Beauty mowa – chciałabym przy okazji porównań poświęcić trochę uwagi pędzlowi F4 od Makeup by Mario. Kupiłam go z czystej ciekawości, a okazał się naprawdę godny uwagi – do tego stopnia, że zaczęłam myśleć o kolejnych wariantach. Z jednej strony wydaje się, że w kwestii pędzli niewiele da się już wymyślić, a jednak… można 🙂

Na koniec nie mogę wyjść z podziwu nad pędzlami Rae Morris, wykonanymi z wysokiej jakości włosia syntetycznego imitującego naturalne włosie wiewiórki. To jedne z najlepszych pędzli tego typu, z jakich miałam okazję korzystać. O ile modele Jishaku #1 Deluxe Kabuki Brush i #2 Mini Kabuki Brush, wykonane z włosia MCF Hakutotsuho (Vegan) – imitującego naturalne włosie kozy (z okolic karku i przednich nóg) – nie do końca mnie przekonały pod względem kształtu i pracy włosia, o tyle Jishaku #7, #8 oraz #9 są absolutnie fantastyczne.

Co ciekawe, Jishaku #6.5 Angle Eye Blender, który również ma imitować włosie kozy, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie – zarówno kształtem, wielkością, jak i funkcjonalnością – i zdecydowanie przewyższa wspomniane modele kabuki. Chętnie rozwinę ten temat przy najbliższej okazji.

Koniecznie chcę przypomnieć perfumy — a dokładnie 🌿 Mantes-la-Jolie marki Astier de Villatte, którym poświęciłam osobny wpis na blogu 👉klik

Nie sądziłam, że będę po nie sięgać z taką samą przyjemnością również w sezonie jesienno-zimowym! Coś czuję — dosłownie 😄 — że zakup kolejnego flakonu to tylko kwestia czasu. Z każdym miesiącem coraz bardziej doceniam charakter tej kompozycji oraz to, jak pięknie i konsekwentnie zachowuje się na skórze. Tego naprawdę się nie spodziewałam.

Na koniec zostawiłam pastę do zębów Opalescence Whitening Toothpaste Cool Mint with Fluoride, którą wypatrzyłam w denku na Instagramie u Justynki 👉 link — i muszę przyznać, że jestem z niej bardzo, ale to bardzo zadowolona. Na tyle, że szybko kupiłam kolejne opakowania i zostaję przy niej na dłużej.

Polubiłam ją za żelową konsystencję oraz bardzo dobry efekt odświeżenia, który utrzymuje się przez długi czas. Skutecznie ogranicza odkładanie się kamienia nazębnego oraz redukuje przebarwienia (a pijemy naprawdę sporo herbaty). Zęby są wyraźnie rozjaśnione.

Nie podrażnia, bardzo dobrze oczyszcza i jest wyjątkowo komfortowa w codziennym użyciu. To bez wątpienia jedna z lepszych past do zębów, z jakimi miałam do czynienia.

Na dziś to już wszystko, co przygotowałam w ramach tego wpisu 🙂 Starałam się podsumować miniony rok, a jednocześnie zostawić przestrzeń na rozwinięcie poruszonych tematów w kolejnych publikacjach. Następny wpis będzie już ściśle poświęcony ulubieńcom — wraz z uzasadnieniem, dlaczego właśnie oni zasłużyli na to miano.

* oznacza produkt, który dostałam w ramach prezentu bądź wymiany


Dziękuję, że jesteście, i do następnego razu! 💛

                                                  

1 komentarz:

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...