Recenzje w pigułce: Josh Rosebrook, Stratia, Aesop, su:m37, Alkemie, Miya, Filorga, LRP, Lilla Mai, Anwen, ESPA.



Mam spore zaległości na blogu, więc postanowiłam że niektóre kosmetyki opiszę "ku pamięci" w zbiorczym zestawieniu. Do niektórych wracam i wracać będę, lecz większość z nich to typowe "jednorazówki", których ponownie nie zaproszę na półkę z różnych względów. Powstał ciekawy materiał i zapraszam do lektury :)

Christophe Robin Cleansing Volumizing Paste with Pure Rassoul Clay and Rose Extracts/ pasta do mycia włosów nadająca objętości



Bywają kosmetyki, które od pierwszego kontaktu robią "WOW" i szybko zaskarbiają sobie naszą sympatię. Jednak w miarę systematycznego stosowania odkrywamy drugą stronę, i tak też się stało w przypadku tej pasty.
Moja przygoda z pastą Christophe Robin zaczęła się ponad 7 miesięcy temu, na początku były dwie miniatury podróżne, które już na samym początku pokazały jak bardzo jest to wydajny kosmetyk i doprawdy nie wiem dlaczego kupiłam wariant o pojemności 250 ml zamiast wybrać mniejsze... Dzisiaj wiem, że to byłaby rozsądna opcja i zapewne zużyłabym ją do końca a tak...niekoniecznie.

Lanolips Tinted Balm SPF30 Rhubarb/koloryzujący balsam do ust





Na fali uwielbienia do lanoliny ponad 1,5 roku temu kupiłam koloryzujący balsam do ust z Lanolips. Tak naprawdę do zakupu popchnęła mnie zawartość filtrów, pomyślałam że będzie to idealna opcja na lato zamiast klasycznego sztyftu z LRP (który swoją drogą nie do końca jest tym, co lubię ;) bo pozostawia białe obwódki). Klasyczne balsamy Lanolips uwielbiam, moim faworytem stał się wariant jabłkowy (aczkolwiek smak oraz aromat jabłka nie jest specjalnie intensywny).

Top on the top: Antipodes Juliet Skin-Brightening Gel Cleanser



Mam spore grono ulubionych produktów do mycia twarzy, niektóre wyróżniają się bardziej lub mniej, ale żel Antipodes to prawdziwe cacko. Przeznaczony do każdego rodzaju skóry, ale przede wszystkim do tłustej. Jego zadaniem jest redukcja sebum i nadanie promiennego blasku. W składzie znajdziemy ekstrakt z kiwi, kwiatu hibiskusa, miód manuka, kompleks Vinanza Grape.

Kosmetyczne rozczarowania 2018: Leahlani, REN, African Botanics



Omówię trzy kosmetyki do pielęgnacji twarzy, których używałam w zeszłym roku i jakoś naiwnie wierzyłam, że zbliżą się do Indigo z Mahalo /recenzja/. Taaaak marzenia dobra rzecz, ale nie tym razem :D Dwa z nich dostałam (Leahlani i African Botanics) a jeden kupiłam sama (REN).

Patrząc na składy INCI oraz obietnice producentów miałam nadzieję, że faktycznie mogą stać się dobrym uzupełnieniem dla Mahalo bądź alternatywą. Indigo używam opakowanie za opakowaniem, w zasadzie kupuję po 2 sztuki żeby mieć zawsze w zapasie. Stał się moim bazowym produktem w pielęgnacji, do twarzy i ciała. Sprawdza się w każdych warunkach i co więcej D Z I A Ł A. To jest taki produkt, który okazał się niezastąpiony. Rzadko tak się zdarza, by firma oferująca kosmetyki eko/naturalne itd. zaczarowała mnie do tego stopnia. Mahalo się to udało, zwłaszcza że poza tym cudem szaleję na punkcie maski The Bean i coraz bardziej chwalę sobie ich nowe serum. No ale nie o tym dzisiaj, jednak jak widać poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Dlaczego się nie udało?

Kosmetyczne odkrycie 2018 roku: Kostka Mydła



W zeszłym roku na moim kosmetycznym celowniku pojawiła się Kostka Mydła, młoda manufaktura która na obecną chwilę rozwija coraz prężniej swoje skrzydła. I mnie to bardzo cieszy. Między innymi dlatego, że trafiłam na kilka produktów, które oczarowały mnie od pierwszego kontaktu i systematyczne stosowanie utrwaliło te wrażenia. Zapraszam :)

Moje doświadczenia z retinolem /Liqpharm Liq CR Serum Night 0.3% Retinol SILK/


W zeszłym roku gama oferty Liqpharm powiększyła się o serum na noc z retinolem. Na blogu dzieliłam się pierwszymi wrażeniami /KLIK/ gdzie opisałam nie tylko popełnione błędy, ale także to jak skóra zareagowała na wprowadzony retinol. W sieci nie brakuje wskazówek oraz recenzji, jednak mało jest na ten temat ze strony osób z cerą naczyniową oraz rosacea, bardzo wrażliwą i skłonną do podrażnień/alergii. Dlatego ten wpis podzielę na dwie części, w pierwszej omówię co sprawdza się w moim przypadku, na co kładę największy nacisk i jak podchodzę do pielęgnacji specjalnej, której częścią stał się retinol Liq CR. W drugiej zaś części skupię się już na samym produkcie, by podsumować moje wrażenia oraz dlaczego do niego wróciłam i nie szukam niczego nowego. Zapraszam serdecznie :)

Prze-reklamowane: Sol de Janeiro brazylijskie piękno, czy marketingowy sukces?



Opowiem dzisiaj o kilku kosmetykach Sol de Janeiro, które przywędrowały do mnie w prezencie urodzinowym od Martyny :* Cały zestaw miałam na liście zakupowej, ponieważ wyjątkowo spodobał mi się zapach. Myślę, że to on jest największym wabikiem. Bo tylko w taki sposób mogę racjonalnie wyjaśnić moją słabość do tego zestawu, bo same kosmetyki są totalnie nie warte swojej ceny. Za to mają świetny marketing i zostały odpowiednio wypromowane. Firma pochodzi z USA
Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej zajrzyjcie na oficjalną stronę /KLIK/ Odpowiednia oprawa, historia, opakowania i...zapach, a mamy idealny przepis na sukces? Chyba tak, to mimo wszystko dużo osób chętnie sięga po te kosmetyki.

Czy tusz do rzęs może zaskoczyć? Chanel Le Volume De Chanel Mascara & Le Volume Revolution De Chanel Extreme Volume Mascara 3D printed brush



Tusz do rzęs. Od dziecka marzył mi się wachlarz kruczoczarnych rzęs, ale Matka Natura zadecydowała inaczej, z czasem pogodziłam się z tym faktem. Aczkolwiek nie było to takie łatwe, jako nastolatka (zbyt długo chciałam wierzyć reklamom) byłam zbyt naiwna, bo zachwycały mnie zdjęcia z kolorowych magazynów a potem jako dorastająca panna nadal byłam mało odporna na obietnice producentów i magiczne zdjęcia (tak, przerobiłam zabawę z olejkiem rycynowym oraz odżywkami na jego bazie). W pewnej chwili porzuciłam marzenia o kruczoczarnych rzęsach i poszybowałam dalej. Zaczęłam używać kolorowych maskar i w którymś momencie trafiłam na cudowny odcień niebieskiego (coś pomiędzy lazurowym błękitem a lapis lazuli), by za kilka lat odkryć genialną serię Luminelle Yves Rocher /recenzja/ oraz /pełna prezentacja/ którego używałam ponad 20 lat i nie wybaczę firmie decyzji o wycofaniu tego tuszu, który miał nie tylko idealny kolor ale i formułę. Zapasy się skurczyły a ja pogodziłam się, że nie znajdę jego następcy pośród oferty premium. Niestety. Testowałam różne warianty, żaden nie dorównał YR. Wtedy też postanowiłam zarzucić poszukiwania i wrócić do klasyki, czyli czerni.

Dlaczego wybrałam etylowy kwas askorbinowy NIOD Ethylated L-Ascorbic Acid 30% Network (ELAN vs ELAN 2)



Witamina C w mojej pielęgnacji występuje od bardzo dawna, ale z reguły były to mniejsze stężenia (różne formy z przewagą kwasu askorbinowego). Niestety ze względu na bardzo wrażliwą cerę, naczynkową z rosacea niezbyt chętnie podejmowałam próby wypróbowania czegoś nowego. Prawdziwym przełomem było poznanie koncentratu Liqpharm Liq CC Rich /recenzja/ który zarazem "otworzył" drzwi na oścież i zdecydowałam się na testy Ethylated L-Ascorbic Acid 30% Network (ELAN). W taki oto sposób odkryłam etylowy kwas askorbinowy (INCI: 3-0-Ethyl Ascorbic Acid ) i zapragnęłam więcej.