Od kilku tygodni Aqua
Brow robi furorę. Produkt wywołał niezłe zamieszanie i wcale się nie
dziwię. Sama kupiłam dwa kolory. Nie
mogłam się zdecydować na wybór, a za mało czasu miałam na dokładne testy do
tego oświetlenie w Sephorze pozostawia wiele do życzenia. Nie ułatwia podjęcia
decyzji. Poza tym farbka ma tendencję do
szybkiej zmiany koloru tzn. tuż po wydobyciu wydaje się dużo jaśniejsza niż
po chwili kiedy zasycha.... Tego nie przewidziałam. Niby różnica niewielka, ale widoczna jest różnica o ton.
Kolor po wydobyciu z opakowania, dwa różne ujęcia w dziennym
świetle.
10 góra, 20 dół
Jeszcze raz, w innych warunkach. Wciąż światło dzienne, ale
pełne słońce.
Tutaj można zobaczyć jak zachowują się odcienie tuż po
wydobyciu oraz roztarciu. Zdjęcia robione w dziennym świetle.
Aqua Brow nr 10
Aqua Brow nr 20
Wiem, że prawie wszyscy zachwalają te farbki i moja opinia
nie będzie odbiegać od ogółu, aczkolwiek dostrzegam
kilka wad. W moim odczuciu ma to
duże znaczenie i choć dla mnie to produkt idealny, który odmienił moje brwi
to dla kogoś innego już niekoniecznie. I nie tylko dlatego, że nie ma produktów
uniwersalnych. Praktycznie wszyscy
skupiają się na plusach pomijając drugą stronę medalu.

Zacznę może od tego,
że moje brwi już pokazywałam i dobry podgląd przemiany można podejrzeć
TUTAJ dlatego też nie będę rozwodzić się na tym po raz kolejny.
Aqua Brow u mnie spisuje się bez zarzutu
i moim zdaniem to jeden z lepszych zakupów jakich dokonałam związanych z
podkreślaniem brwi. Dodatkowo
jeżeli
jest dobrze nałożona trwa nienaruszona przez cały dzień. Sprawdzałam w
różnych warunkach i nie ma mowy o starciu jest dłonią, co np. zwykle dzieje się
w przypadku cieni, czy żelu. Przynajmniej ja tak miałam. Nie muszę też dodawać,
że letnia pora to problem nie tylko z trwałością makijażu, ale przede wszystkim
dobranie produktów, które zapewnią tzw. dla mnie święty spokój i nie będę
musiała zerkać ciągle w lusterko.
Lubię
kosmetyki wodoodporne i dlatego też postawiłam na Aqua Brow.
I w tym momencie
zaczynają się małe schody, ponieważ w przypadku tej farbki jak i też cieni
czy innych produktów do brwi podstawą jest przygotowanie skóry. Nazywam to
„zagruntowaniem” :D
Może to nie do końca wada bo przecież dla nakładanego
cienia/żelu itd. na brwi postępowałam identycznie. Lecz tutaj trzeba się do
tego przyłożyć. Jeżeli tego nie zrobimy produkt bardzo szybko zacznie zanikać,
co więcej łatwo go zetrzeć. Także wodoodporna
formuła zadziała ALE na samej skórze. Kiedy dodamy do tego brwi już jest
trudniej, farbka musi mieć podłoże do którego się przyczepi.
Oczywiście to moja
wersja wydarzeń, ale traktując ten produkt „na chłopski rozum” to samo w
sobie się nasuwa jako skojarzenie i kolejny krok.
Sama musiałam oswoić
ten proces :) Bo jednak odrobinę różni się od tego, który stosowałam wcześniej.
No i moje brwi nie zawsze chcą współpracować.... A przez to, że mało co widać
je na skórze, muszę się przyłożyć.
Druga sprawa to
pędzelek. Niby banalna sprawa, ale nagle się okazało, że ulubiony z RT nie
do końca mnie zadawala. Sprawdza się do cieni, lecz do farbki już nie bardzo.
Tutaj jeszcze do końca nie wybrałam pędzelka. Najprawdopodobniej postawię na
MAC’owego malucha
208 Angled Brow
Z jednej strony wydawało mi się, że pośród tylu różnych
pędzelków w swoich zbiorach znajdę wybrańca a tu zonk... Kolejny wydatek :D
Niby nic takiego, ale...
Kolor, rzecz
najważniejsza ale zostawiłam na koniec. Tutaj trochę się rozpiszę.
Posiadam dwa odcienie 10 i 20. W moim przypadku dobranie ich
nie było i nadal nie jest prostą sprawą, ponieważ przechodzę zmianę koloru
włosów i nie lubię mieć mocno podkreślonych brwi, które wybijają się na twarzy
niczym dwie krechy.... To nie dla mnie. Jestem naturalną blondynką, ale Matka
Natura pomyliła kolory :P bo nigdy nie czułam się dobrze jako blond dziewczę.
Dlatego też to wszystko jest nieco skomplikowane.
10-tkę w wersji solo wykorzystuję na
dni bez makijażu (czyli tylko krem tonujący + brwi)
Co prawda to nie do końca był trafiony wybór, ale akurat
testy na szybko to nie jest dobra metoda...
Chłodny beż z domieszką szarości, tak widzę ten kolor.
Inaczej można go nazwać popielatym.
Zdjęcia przygotowane na szybko, bo praktycznie rzadko kiedy
wykorzystuję ten kolor solo.
Najczęściej jednak mieszam ją z 20-tką. Uzyskuję wtedy coś
takiego. Cały czas kombinuję jakie ilości są optymalne :))) To jest moja
wersja na co dzień :)
20-tka jest prawie
idealna. Prawie bo gdyby była w zimnej tonacji byłabym w siódmym niebie. Ma
rudawe tony, które na obecną chwilę dobrze komponują się z większą częścią
włosów i odrostami.
Ciepły brąz z domieszką rudości.
Konsystencja. Dla
mnie to dobre połączenie kremu i żelu w jednym, jest zawiesista i gęsta przy
czym jednocześnie gładko się rozprowadza na skórze.
Dla zainteresowanych
skład. Udało mi się zdrapać nalepkę z opisem polskiego dystrybutora z
odcienia nr 20, ale one nie będą aż tak wiele odbiegać od siebie. Nie podoba mi
się, że istotne informacje nie są widoczne. W obu przypadkach miałam zaklejone
składy INCI :/
Aqua Brow to
dobra alternatywa wobec innych dodatków do stylizacji brwi a produkt na chwilę
obecną oceniam 8/10. Zobaczymy co
przyniesie czas, ponieważ jak na razie oba kolory używam od czerwca i to jest
stanowczo za krótko, by wypowiedzieć się do końca :P
Jest dobra wydajność,
trwałość. Poj. 7ml kosztowała
jak dobrze pamiętam chyba 89zł więc nie jest to wygórowana kwota za tego typu
kosmetyk. Będę Wam jeszcze chciała pokazać Brow
Filler z ArtDeco. Zasługuje na prezentację i być może kogoś zainteresuje.
Sama żałuję, że nie mam gęstszych brwi i bardziej widocznych. Wtedy byłby
strzałem w 10-tkę a tak... posiłkuję się Aqua Brow i zapomniałam o cieniach :P
Myślę, że zanim zdecydujecie
się na zakup lepiej postawić na próbki i przekonanie się w domowym zaciszu,
czy taka forma, produkt spełnia Wasze oczekiwania. Nie ma sensu ekscytować się Aqua Brow tylko dlatego, że jest o niej
głośno. Sama pewnie nie
zainteresowałabym się tą farbką gdyby nie okazja oglądania „na żywo”
zastosowania i przemiany. TO zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Do tego zostało pokazane JAK można zrobić brwi od
podstaw. Jedna z modelek swoje brwi miała zupełnie niewidoczne, więc zachęciło
mnie to do ujarzmienia własnych. Z kolei
bałam się, czy będę potrafiła obsługiwać taką formułę. Okazuje się, że nie jest
to takie trudne, lecz potrzeba odrobinę cierpliwości i treningu. Nadal oswajam ten proces :)
A jak Wy sobie
radzicie z brwiami? Skusiłyście się na Aqua Brow, czy też może wykorzystujecie
inne produkty?
Mnie jeszcze Baby Jane Hudson zaciekawiła produktem z Mac’a,
ale na razie zostawiam to na później :)
Pozdrawiam :)