Victoria Beckham Beauty Cheeky Posh Cream Blush Stick Major & Reflect Highlighter Stick Pearlescent Cream Highlight Pearl (plus niespodzianka) prezentacja, omówienie i kilka nieoczywistych wniosków

 

Jako ogromna fanka kremowych formuł w makijażu twarzy nie mogłam pominąć okazji do wypróbowania dwóch kosmetyków z oferty Victoria Beckham Beauty. Otrzymałam je w ramach wymiany do przetestowania. Początkowo miały to być końcówki, jednak rozświetlacz trafił do mnie nieoczekiwanie w znacznie większej ilości, niż się umawiałyśmy. Już na wstępie zaznaczę, że kolor różu okazał się zupełnie inny niż na zdjęciach produktowych – i o tym, jakie miało to konsekwencje, opowiem dalej. Co więcej, gdybym miała możliwość sprawdzania tych kosmetyków stacjonarnie, na podstawie testerów, prawdopodobnie nie kupiłabym żadnego z nich. A to oznacza, że ominęłoby mnie bardzo nieoczywiste zaskoczenie. Zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Od wielu miesięcy jestem pod dużym wrażeniem kosmetyków Victoria Beckham Beauty, jednak nie jestem ślepo zapatrzona w markę i absolutnie nie uważam, że każdy produkt został stworzony z myślą o mnie. Rozumiem fenomen, jakim stała się ta linia, i obejrzałam sporo recenzji tworzonych przez „zwykłych” użytkowników, a nie influtesterów, u których wszystko zawsze jest idealne. To właśnie dzięki tym pierwszym upewniłam się, że kremowe formuły VBB raczej nie staną się moimi wymarzonymi. Dlatego możliwość przetestowania ich w takiej formie była dla mnie wręcz idealna. Nie będę też ukrywać, że gdybym zdecydowała się na zakup, byłabym srogo rozczarowana – może nie w całości, ale na pewno częściowo.

Opakowania

Ich stylistyka i jakość wykonania zdecydowanie przyciągają uwagę. Choć rozświetlacz początkowo wydał mi się mniej dopasowany estetycznie, z czasem doceniłam ten wybór. Wyróżnia się, zwraca uwagę i – myślę – przypadnie do gustu osobom przywiązującym dużą wagę do detali. Samo użytkowanie sprawia przyjemność. Opakowania są masywne, ale dobrze wyważone, dzięki czemu cieszą nie tylko oko, lecz także komfortem podczas aplikacji.

Formuła i właściwości
Zawartość nieco zaskakuje, choć patrząc na składy INCI, można spodziewać się bardzo kremowych formuł, które
gładko suną po skórze. Poślizg jest świetny, a pod wpływem ciepła skóry rozcieranie i budowanie koloru przebiega naprawdę bezproblemowo. Nie przepadam jednak za tym, że produkty nie zastygają i pozostawiają lepkie wykończenie. Oczywiście ma to swoje wady i zalety – wszystko zależy od typu skóry, indywidualnych preferencji oraz stylu makijażu, jaki lubimy na co dzień.

Osobiście najbardziej odpowiadają mi formuły sztyftów Westman Atelier oraz Hourglass i Surratt Beauty. Nasycenie koloru w przypadku VBB jest na bardzo dobrym poziomie i daje się łatwo stopniować. Zaskoczyła mnie także trwałość – zakładałam, że przy tak kremowej formule i braku zastygania produkty będą znikać w ciągu dnia, a jednak tak się nie dzieje. Ponownie jednak wracamy do kwestii formuły: trzeba ją lubić i świadomie wybierać. W przeciwnym razie może to być dość wymagająca relacja 😉

U mnie największym problemem okazał się… kolor różu.

Victoria Beckham Beauty Cheeky Posh Cream Blush Stick w kolorze Major opisywany jest jako „a neutral pink flush” i faktycznie barwa sztyftu odpowiada zdjęciom produktowym. Na mojej skórze jednak niesamowicie się ociepla, a na pierwszy plan zaczynają wybijać ceglaste tony. Nie spodziewałam się takiego efektu – a już na pewno nie o takiej intensywności.

Koleżanka, od której dostałam ten zestaw, wpadła na pomysł, by wymieszać ten róż z Nudestix Nudies Matte Blush All Over Colour w odcieniu Moodie Blu. To była bardzo dobra decyzja. Otrzymałam taką mieszankę i muszę przyznać, że kolor mnie oczarował. Teraz będę szukać właśnie takiego odcienia, a korzystając z okazji postanowiłam przygotować słocze, które spełnią rolę ściągi i wzornika w jednym.

Co prawda Moodie Blu mocno zdominował całość, ale w oryginale jest on intensywnie fioletowy, natomiast Major pięknie zgasił jego nasycenie, odsłaniając na mojej skórze cudny, śliwkowy fiolet. Mogłabym nosić identyczną pomadkę! Nie zmienia to jednak faktu, że sam róż Cheeky Posh okazał się – delikatnie mówiąc – mało trafionym wyborem. Miałam ochotę poznać inny kolor, ale wątpię, abym się na to zdecydowała… chyba że trafi się naprawdę dobra zniżka. Tym bardziej że właśnie ten odcień interesował mnie od początku najbardziej 🙂

Zupełnie nie spodziewałam się natomiast, że Reflect Highlighter Stick Pearlescent Cream Highlight w odcieniu Pearl zaskoczy mnie na tylu poziomach. Z jednej strony pokładałam w nim spore nadzieje, z drugiej – pierwsze próby użycia wywoływały wyłącznie frustrację. Byłam już bliska oddania go dalej, ale po kilku dniach postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Dałam… i przepadłam. A to pomimo faktu, że jego formuła jest bardzo daleka od moich ulubionych rozświetlaczy w sztyfcie, takich jak Vanish Flash Highlighting Stick od Hourglass (swoją drogą – szkoda, że mają tak ograniczoną gamę kolorów).

Do dalszych testów i „oswajania” sztyftu VBB zachęcił mnie również zakup zupełnie innego produktu, ale o tym opowiem przy innej okazji. W ten sposób rozpoczęły się właściwe testy, jednak zanim do nich przejdę, zatrzymajmy się na chwilę przy formule, kolorze i rodzaju wykończenia.

Pod wieloma względami jest to niezwykle interesująca propozycja. Zacznijmy od koloru – Pearl opisywany jest jako „a sheer, luminous glow”. W opakowaniu sztyft ma beżowo-brzoskwiniowy odcień. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że zatopiono w nim kolorowe drobinki, jednak absolutnie nie jest to brokat. To perłowe pigmenty (tlenek cyny robi tu świetną robotę!), które na skórze dają efekt promiennej, „szklanej” tafli w stylu glass skin. Produkt cudownie odbija światło i bardzo elegancko wygląda na skórze.

Dzięki braku klasycznej bazy kolorystycznej oraz zawartości syntetycznej miki zapewnia perłowy połysk, zmiękczenie i subtelne rozmycie. Przyznaję, że sposób, w jaki pracuje ten produkt, oraz efekt końcowy całkowicie mnie oczarowały i zmieniły moje początkowe nastawienie.

Zanim jednak w pełni się do niego przekonałam, było dość pod górkę. Nakładany palcami wydawał mi się zbyt tłusty i mało przewidywalny. Zdarzało mu się rozpuszczać produkty znajdujące się pod spodem, a mokra tafla mocno odcinała się na skórze i potrafiła migrować w ciągu dnia. Było to zaskakujące, zwłaszcza że nie nakładałam go w nadmiarze.

Ostatnią szansą okazała się zmiana techniki aplikacji – i tu nastąpił przełom. Teraz lubię go w dwóch wariantach.
Pierwszy: nakładany
pod podkład, traktowany nieco jak baza. Efekt jest bardzo subtelny, ale wyjątkowo estetyczny.
Drugi: aplikacja
pędzlem, a dokładniej moim faworytem – BK Beauty 109 Mini Contoured Foundation Brush. Nabieram produkt bezpośrednio ze sztyftu, odbijam nadmiar na grzbiecie dłoni, a następnie delikatnie wtłaczam go w skórę, stemplując wybrany obszar. Ta metoda sprawia, że mogę bez problemu aplikować rozświetlacz na wcześniej nałożone produkty – nic się nie rozpuszcza ani nie narusza. Przez cały dzień wygląda po prostu świetnie.

Nie wiem jeszcze, jak będzie się zachowywał w sezonie wiosenno-letnim, ale na pewno to sprawdzę i wtedy podejmę ostateczną decyzję. Zakładam, że może dojść do zakupu… ale kto wie 🙂 Jedno jest pewne: znacznie lepiej rozumiem osoby, które się nim zachwycają i polecają go dalej. Wykończenie na skórze jest naprawdę zjawiskowe – o ile lubimy tego typu efekt. Bo formuła i związane z nią wyzwania to już zupełnie inna historia.

Chciałabym jeszcze porównać Pearl z Westman Atelier Lit Up Highlight Stick w odcieniach Lit Up oraz Nectar (ten drugi jest mu najbliższy), ponieważ moim zdaniem są do siebie bardzo zbliżone, choć WA jest zdecydowanie mniej wymagający w obsłudze.

A jak jest u Was? Lubicie takie kosmetyki, czy macie swoich faworytów dających podobny efekt?

Pozdrawiam serdecznie 🙂

2 komentarze:

  1. Naprawdę podziwiam Twój upór w oswajaniu tego rozświetlacza. Ja po kontakcie z tymi produktami wiem, że prędzej skusiłabym się na kremowy róż niż rozświetlacz. Choć wcześniej miałam zupełnie inne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam nic do stracenia, skoro już znalazł się w moich rękach :) Do tego było kilka luźnych dni i pomyślałam, dlaczego nie :)) Teraz w pełni go doceniłam i kto wie, co przyniesie przyszłość! :D
      Mam również motywację do poszukiwania pudrowego różu z mieszanki.

      Usuń

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...