Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orientana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orientana. Pokaż wszystkie posty

Różane starcie Orientana & Pat&Rub




Jestem miłośniczką róży, w każdej postaci :) Uwielbiam różę w kosmetykach jak i w kuchni, szczególnie konfitury różane ♥ Dlatego też kiedy kupowałam produkty pielęgnacyjne do ust postawiłam właśnie na ten składnik. Zawierzyłam także opisowi producenta, nie zagłębiając się w skład. Jaki z tego morał? Mam nauczkę na przyszłość, sprawdzać i weryfikować, nie poddawać się magii etykiety co niestety od czasu do czasu mi się zdarza.


Wybrałam balsam do ust z firmy Orientana o wdzięcznej nazwie Róża japońska oraz Pat & Rub Pielęgnacyjny balsam do ust Różany. Co łączy te dwa produkty? Na pewno jedno, moją słabość do róży.

Róża róży nie równa, tak mawiała moja znajoma i wielka fanka róż, które gościły u Niej zawsze w ogrodzie. Do czego zmierzam, to kilka słów wyjaśnienia. Specem nie jestem, ale pewne rzeczy nie do końca mi pasują w składzie balsamu Orientany.

Balsam został nazwany jako Róża Japońska i to jej spodziewałabym się w składzie, za to zamiast niej widnieje Rosa Centifolia, która jest nazywana potocznie Różą Stulistną. Natomiast łacińska nazwa Róży Japońskiej to Rosa Rugosa, znana także jako róża pomarszczona lub właśnie jako róża japońska. Dodatkowo jak na produkt, który jest określany mianem 100% naturalnego różanego balsamu do ust, to wg INCI jest mocno na wyrost. Pełen opis możecie zobaczyć na stronie firmy, nie zamierzam go kopiować. Skład, który widnieje na opakowaniu przedstawia się tak:



Spodziewałam się czegoś innego po tak dumnie brzmiącej rekomendacji ze strony firmy.



Opakowanie to tandetny mini słoiczek, który kojarzy mi się jednoznacznie z pojemniczkami na próbki. Zawiera 8g produktu o dość przyjemniej konsystencji o lekkim różowym zabarwieniu.

Na ustach tego specjalnie nie widać więc prezentacja odbyła się na dłoni oraz chusteczce jednorazowego użytku ;))


Zatopione cząstki róży robią dobre wrażenie do czasu.... aż otworzymy słoiczek i nasze nozdrza odurza aromat róży. 



Jednak nie jest to róża jaka kojarzy się z konfiturami, czy świeżo zrywanymi owocami. Nie! Dla mnie to aromat Bułgarskich olejków różanych. To woń mojego dzieciństwa, która od razu kojarzy się z magicznym drewnianym opakowaniem, które skrywało boską fiolkę z niesamowitą zawartością. Wystarczyła delikatna smuga tejże esencji, by pozostawiła mocny i nasycony aromat. 




Ha! Okazało się, że nadal to jest sprzedawane i ciekawe, czy nadal ta sama forma, ale na zdjęciu prezentuje się bardzo podobnie a ja czuję się jakbym cofnęła się o 25 lat :D jak nie więcej...

O ile zapach nie stanowiłby przeszkody, to z przykrością stwierdzam, że ów balsam nie tylko jest nasycony zapachem, lecz także perfumeryjnym smakiem.... jeżeli chcecie wyobrazić sobie moje odczucia, nałóżcie na usta ulubione perfumy. Coś okropnego!

Jeżeli ktoś myśli, że na usta nakłada coś naturalnego to ja osobiście mam duże wątpliwości. Balsam jest bezpieczny, możesz go nawet zjeść.” naprawdę? Chyba wyłącznie na własną odpowiedzialność... bo ja osobiście się czuję jakbym miała do czynienia z flaszką perfum a nie produktem pielęgnacyjnym do ust.

Kilka razy wypróbowałam smarując nim usta jednak nic dobrego się nie wydarzyło, szybko zmyłam i z ulgą zastąpiłam czymś innym. Pomyślałam, że od czasu do czasu będę używać jako perfumy do ciała, ale porzuciłam tę myśl. Wcieram w skórki, by odrobinę przywołać wspomnienia z dzieciństwa, lecz finalnie balsam wyląduje w koszu. Nie dla mnie takie zmagania.

Ta wątpliwa przyjemność kosztowała mnie 15zł + przesyłka więc już sama cena powinna mnie zaintrygować, bo przecież produkty naturalne i do tego z różą w składzie nie należą do tanich. W podstawowych składnikach firma nie zamieściła słowa o róży i dlaczego skoro rekomendują jako 100% Naturalny różany balsam do ust?

Nie jest moim celem tutaj tropienie składników i rozliczanie typu „ile cukru w cukrze”, ale po prostu chciałam mieć fajne różane mazidło do ust. Połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie tym razem.
Jeżeli ktoś posiada więcej informacji odnośnie róż i rozróżniania ich, to będę wdzięczna za info :)

Rozczarowanie balsamem z Orientany sprawiło, że wyciągnęłam Pielęgnacyjny balsam do ust z Pat & Rub wersję Różaną.


Na wstępie zaznaczę, że w składzie znajduje się olejek z róży damasceńskiej i swoją drogą bardzo cenię sobie właśnie ten rodzaj róży. Jest niesamowicie aromatyczna.

Skład INCI ze strony firmowej:

Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Beeswax, Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Oil, Lithospermum Officinale Root Extract, Octyldodecyl Myristate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Rosa Damascena Flower Oil, Linalool, Geraniol, Citronellol, Citral, Eugenol, Farnesol

A tutaj jeszcze raz, na kartoniku.



Opakowanie to także słoiczek ze sztucznego tworzywa, ale znacznie bardziej estetyczny niż ten z Orientany. Pojemność 10ml, konsystencja przyjemna, lecz dużo twardsza niż wyżej opisywany produkt. Nie stanowi to przeszkody podczas używania, aczkolwiek wiadomo, że taka forma najlepiej zdaje egzamin stacjonarnie ze względu na aplikację.

O ile do zapachu, smaku nie mam zastrzeżeń bo dostajemy naprawdę bardzo przyjemny kosmetyk to schody zaczynają się podczas regularnego używania. Bazą produktu jest olej rycynowy, głównie dlatego że jest on tani i wiele firm z chęcią po niego sięga, ale ma on także właściwości wysuszające. Zalecana zawartość w produktach do ust mieści się pomiędzy 40% a 60% i podejrzewam, że to właśnie od użytego stężenia zależy jak moje usta zareagują na dane mazidło. Poza tym balsam z P&R ma denerwującą mnie zdolność do bardzo szybkiego wnikania w skórę ust, jakby był spijany a za chwilę czuję potęgujące się uczucie wysuszenia i potrzebę kolejnej aplikacji. Jeżeli podążam za tym, to w efekcie końcowym nakładam go na usta średnio co 30 minut.... nie musze mówić, że jest to mało komfortowe, nie przynosi zamierzonego działania a skóra ust przy regularnym używaniu staje się mocno przesuszona.

Finalnie, zamiast chronić, odżywiać, nawilżać i wygładzać, walory pielęgnacyjne nie są odczuwalne i jedyne co zwraca uwagę, to zapach.
To co mi się spodobało, to fakt, że P&R zamieściło informację skąd kolor balsamu oraz jego zapach : Kolor balsam zawdzięcza roślinnym wyciągom z nawrotu lekarskiego. Aromat nadaje olejek z róży damasceńskiej.”

Z tej serii mam jeszcze błyszczyk i serum do ust, ale o nich przy innej okazji.
Aromatyczny balsam kosztuje 39zł w cenie podstawowej, ale pamiętajmy o zniżkach i rabatach. Bardzo możliwe, że osoby które nie mają wymagającej skóry ust będą o wiele bardziej zadowolone niż ja.

Z drugiej strony, w starciu z Orientaną produkt Pat & Rub wygrywa w moim odczuciu i jeżeli miałabym komukolwiek polecić, czy sprawić prezent, to swoją uwagę skupię na ofercie P&R.

W moim osobistym rankingu żaden z powyższych produktów nie przekonał mnie do ponownego zakupu, a odnośnie Orientany odnoszę wrażenie, że zaliczam „czarną serię” poodbnie jak z Sylveco.

I co Wy na to? :)

Pozdrawiam :)




Recenzje w pigułce cz. V




Przychodzę dzisiaj z garścią recenzji, dzięki którym chcę zachęcić do zakupu lub wręcz przeciwnie, odwieść od tego pomysłu.
Będzie treściwie, ponieważ uzbierała mi się niezła grupa w ostatnich tygodniach. Zostawiałam je na później, przy czym później przesuwałam na inną okazję aż w końcu uznałam, że dość: D

Poza tym ostatnie dni upłynęły mi na zajmowaniu HexxBOX’em w związku, z czym w ogóle jest mnie mniej u Was, staram się odpowiadać na bieżące komentarze i publikować zaplanowane posty, czas goni. Od czasu do czasu coś na szybko pokażę na FB i większość z Was wie, że przede mną prezentacja pędzli Zoevy. Ale dzisiaj skupiam się na jednym i choć na chwilę chcę przyciągnąć Waszą uwagę w innym sposób.
Zapraszam do lektury :D


Alverde
Beerentraum



 Świąteczny zestaw, który oferuje Nam owocową mieszankę: malin, jagód i truskawek.
W skład zestawu wchodzi żel do mycia oraz balsam do ciała.



Opakowanie to klasyczne tuby ze sztucznego tworzywa, na tyle miękkie, że nie było problemu z wydobywaniem zawartości.
Konsystencja żelu niczym mnie nie zaskoczyła, klasyka. Niestety szybko się skończył.


Balsam do ciała jest przyjemny, coś pomiędzy mleczkiem a balsamem. Niestety nie do końca mi się spodobał. Nawilżenie bardzo przeciętne. Zapach dla mnie taki sobie.


Zużyłam i z ulgą pożegnałam. Powtórki nie będzie.

Tak naprawdę coraz bardziej nie rozumiem fascynacji Alverde, Alterrą, Bealeą i innymi cudacznymi markami. Staję się coraz bardziej wymagająca: D

Dodam tylko tyle, że któraś z Was, która wypełniła zgłoszenie do HexxBOX’a będzie miała okazję poznać ten duet. Pomyślałam, że to będzie dobra okazja, by zrewidować moje odczucia.

Alterra
 Geschenkset Tonkabohne & Arganöl



 Świąteczny zestaw wanilia z nutą kardamonu.
W skład zestawu wchodzi mleczko do ciała, krem do rąk i pod prysznic.



Napaliłam się na ten zestaw przez obietnicę zapachu. I wiecie, co? Nie zawiodłam się. Jest subtelnie waniliowy, kojarzy mi się z ciasteczkami.



Szkoda tylko, że mleczko do ciała opornie się wchłania i ogromnie bieli: / Krem pod prysznic szybko się skończył, ale to był udany kontakt. Wiadomo, że podczas kontaktu z wodą zapach zanika i nie utrzymuje się na skórze, ALE to tylko produkt do mycia a nie perfumy: P
Krem do rąk uwodzi mnie zapachem, lecz najlepiej sięgać po niego wieczorem, ponieważ potrzebuje długiej chwili. Dla mojej mało wymagającej skóry dłoni był w sam raz.

Czy kupię ponownie? Nie, jest to LE i kończę swoje zapoznawanie się z nowościami poza moim zasięgiem. Jeżeli pojawi się okazja i wpadnie w moje ręce ot tak po prostu, super. Nic na siłę.

Moni: * dziękuję! Dzięki Tobie mogłam cieszyć się świetnym zapachem, który umilał pielęgnacyjne rytuały.

Mrs. Potter’s Maska odbudowa i nawilżanie, aloes i jedwab 
 przeznaczona dla włosów suchych i zniszczonych



Dostałam ją na spotkaniu blogerek w Częstochowie, sama na pewno bym jej nie kupiła. Czy zostałam zaskoczona? I tak i nie.

Opakowanie, klasyczne pudełko, które pozwala Nam zużyć kosmetyk do końca.

 Konsystencja bardziej pasująca do odzywki niż maski, ale… Przyjemnie się nakłada na włosy, rozprowadza i nie ma problemu ze spłukaniem. Po takim zabiegu włosy są wygładzone, nawilżone, nie puszą się. I to koniec. Działa podczas używania, nie wpływa na kondycję włosów długofalowo.



W zasadzie to produkt, który można mieć pod ręką w roli awaryjnego pomocnika, jednak nie jest to kosmetyk must have.
Powrotu nie będzie.

Pat & Rub
seria Relaksująca
 Balsam do dłoni Trawa cytrynowa i kokos



INCI:

Aqua, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Glycerin, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Olive (Olea Europaea) Oil, Hydrogenated Olive Oil, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract, Hydrogenated Vegetable Oil, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Parfum, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool

Pamiętacie moją recenzję Bogatego Balsamu do dłoni Home Spa? Jeżeli nie to zapraszam KLIK!

Nie wiem skąd pomysł na określenie balsam, jednak na szczęście na tym się kończy. Zapach – dla mnie jest mdło i nudno. Kupiłam masło z tej serii i obawiam się, że poszukam domu dla niego, ponieważ nie wyobrażam sobie globalnej pielęgnacji z jego udziałem. Trawa cytrynowa w nijakim wydaniu a kokosa to jak na lekarstwo.
Właściwości pielęgnacyjne takie sobie, bez szału. Jak w polskim filmie – parafrazując dialog z „Rejsu”, nic się nie dzieje…

Zostaje taka sama tłusta warstwa, która długo się wchłania. Kiedy to nastąpi skóra na dłoniach jest nieprzyjemnie tępa. Nie podoba mi się to uczucie, które zmusza mnie do umycia rąk i użycia czegoś innego. Nie na tym polega pielęgnacja skóry dłoni.

Pozwoliłam sobie za to przybliżyć Wam diabelską pompkę, którą P&R zdaje się uwielbiać a jest bardzo awaryjna…


 Balsam z bliska, który prezentuje się tak:



Lumene
Time Freeze Instant Lift Make-up 2 Honey Beige



Długo i dużo może by pisać o tym podkładzie. Niestety u mnie się nie sprawdził. Atutem jest kolor, który w dziwny sposób nazywa się Honey Beige i wyjątkowo dobrze stapia się z moją cerą.



Aplikator w formie pompki, to jest dobre rozwiązanie.



Niestety jego trwałość pozostawia wiele do życzenia, po kilku godzinach skóra wygląda mało estetycznie i to, co było pierwotnie odświeżeniem później ukazuje wszystkie niedoskonałości. Podkreśla załamania skóry, pory, a strefa T przywołuje skojarzenie z latarnia morską, która świeci na full.



Mam jeszcze podejrzenia, że skubaniec mnie zapchał. Nie wnikałam za bardzo, bo odstawiłam go, ale grono nieprzyjaciół pokazało się w rejonie gdzie nigdy ich nie było. A w tym czasie tylko podkład był nowością.

Marion Nature Therapy 
Ocet z malin i koktajl owocowy 
Spray regenerujący & Kąpiel odbudowująca 



O tym duecie pisałam w części II Recenzji w pigułce - zdania nie zmieniam. Te kosmetyki służą moim włosom, jestem z nich zadowolona. Jak tylko trafię na nie ponownie, kupię!

Yves Rocher
Couleurs Nature puder matujący



Puder towarzyszył mi przez ostatnie tygodnie. Właściwości przeciętne, lecz moje wymagania są określone i nazywanie go matującym jest dość śmiałym posunięciem. Kilka godzin to jego najlepsza trwałość, można co prawda zrobić korektę i po sprawie ale szybko się kończy.

8g w kolorze 100, jasny beż. Kolor jest przyjemny, nie ciemnieje i staje się niewidoczny na twarzy.



Atutem jest świetna kasetka, która zawiera duże i funkcjonalne lusterko. Idealnie nadaje się do torebki. Masywne opakowanie gwarantuje Nam, że nic się nie stanie podczas podróży małych i dużych.



Opakowanie tego pudru także powędruje do HexxBOX’a a ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że potrzebuję naprawdę dobrego pudru w kamieniu, który zapewni mi satynowy mat i będzie to MAC Prep + Prime Transparent Finishing Powder, którego mam w sypkiej postaci. Jednak nie znalazłam nic, co mogłoby go przebić. Będąc w PL korzystam z trochę innych zasobów, ale po powrocie do UK zakupy w MAC’u będą niezbędne!

Orientana



Firma, o której od czasu do czasu coś słyszałam, coś czytałam. Niektóre rzeczy zachęcają mnie bardziej inne mniej. Podczas spotkania z Angel miałam okazję poznać Masło do ciała, czyli Masło shea i olejki: Imbir i paczula KLIK!

Pełen skład INCI: Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Mangifera Indica Seed Butter (masło mango), Garcinia Indica Seed Butter (masło kokum), Cera Alba (wosk pszczeli), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy), Olea Europaea Husk Oil (oliwa z oliwek), Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kielków pszenicy), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Tocopherol (wit.E), Helianthus Annuus  Seed Oil (olej słonecznikowy), Plant Glycerin (gliceryna roslinna), Aloe Barbadensis Leaf Juice (ekstrakt z aloesu), Zingiber Officinale Root Oil (olejek z imbiru), Cymbopogon Schoenanthus Oil  (olejek z trawy cytrynowej),  Pogostemon Cablin  Leaf Oil (olejek paczulowy), Cinnamomum Zeylanicum Bark Powder (cynamon).  

Pierwszy kontakt, zachwyt!  Zapach, o rany! Dla wielbicielki imbiru i paczuli raj! Niestety bliższe poznanie zafundowało mi ogromną migrenę a sama forma nie do końca wpasowała się w potrzeby, nie mówiąc już o tym, że skóra zamiast zostać nawilżona była tłusta a w rezultacie końcowym nieprzyjemnie sucha i tępa.

Masło ma nowatorską konsystencję. Dzięki metodzie ręcznego ubijania drobinki masła w postaci mikrokuleczek zanurzone są w maślano-olejkowej konsystencji.

Irytowały mnie te mikrokuleczki, może pomyśl i dobry, ale nie dla mnie…

W każdym razie pląsanie po Galerii Jurajskiej zaowocowało zakupami. Na jednym ze stoisk było kilka kosmetyków Orientany, wybrałam:

Balsam do ciała w kostce Cynamon i paczula



Pełen skład INCI: Cera Alba (wosk pszczeli), Ricinus Communis Seed Oil (Olej z nasion rącznika pospolitego), Garcinia Indica Seed Butter (masło kokum), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Punus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy),Olea Europaea Husk Oil (olej oliwkowy), Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Triticum Vulgar  Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Tocopherol (wit. E), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z nasion winogron), Cinnamonum Zeylanicum Bark Oil (olej cynamonowy), Cinnamomum Zeylanicum Bark Powder ( sproszkowany cynamon), Pogostemon  Cablin Oil (olejek paczulowy), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z cykorii), Foeniculum Vulgare Oil (olejek fenkułowy).

Uwielbiam takie połączenia i dałam się uwieść zapachowi, jednak cynamom nie dla mnie w większości przypadków. Uczula mnie : / Czemu dał wyraz podczas próby użycia już w warunkach domowych. No i ta forma. Nie lubię balsamów w kostce.



Przekazałam ją w ręce Angel, która jest o wiele bardziej zafascynowana tą marką: D

Mydło z masłem shea Miód, drzewo sandałowe



Pełen skład INCI: Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Glycine Soya Oil (olej sojowy), Oryza Sativa Bran Oil (olej z łusek ryżu), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Aqua (woda), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Plant Glycerin (gliceryna roślinna), Seasamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Ricinus Communis Seed Oil (olej z nasion rącznika), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (plej migdałowy), Olea Europaea Husk Oil (olej z oliwek),  Oryza Sativa Bran (łuski ryżu), Santalum Album Wood Oil (olejek sandałowy), Mel (miód), Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu), Aloe Barbadensis Extract (ekstrakt z aloesu).

Mydła w kostce uwielbiam, wcześniej Angel zapoznała mnie z zapachem i przepadłam. Bajka!

Jest tylko jedno, ALE, mydło nie nadaje się do twarzy skóry wrażliwej. Zawiera one bardzo dużą ilość drobinek, które oferują ostry zdzierak. Do ciała, na uda jak najbardziej, reszta ciała odpada w moim przypadku.



Dla mnie mydło to jeden z najlepszych dodatków, które umilają kąpiel czy pielęgnację twarzy, lubię sobie pomiziać kostką po skórze, nie zmydlać tylko w rękach, bo jaka to przyjemność?! :P

Ta przygoda miała średni finał, byłam zawiedziona, bo w samej kostce nie widać i nie czuć tych drobinek, dopiero w kontakcie z wodą.
Wiem, że wiele z Was lubi przecinać mydło na mniejsze części itd. sama nie należę do tej grupy. Cieszę się całością i używam z przyjemnością, co przełożyło się na średnią wydajność magicznej kostki Orientany.

Nie wykluczam ponownego zakupu, bo zapach jest bajeczny i podobał mi się wpływ kostki na skórę i to jak ładnie peelingowała obszar na udach.


Znacie któreś z powyższych kosmetyków? A może macie innych ulubieńców w tych kategoriach?

Pozdrawiam!