Pomyślałam, że tym razem zmienię dotychczasową formułę wpisów i zaproponuję nową wersję „w pigułce”. Wszystko po to, by nie powielać treści, a jednocześnie zostawić sobie przestrzeń na nowe tematy i odkrycia 🙂
Zapraszam!
Pomyślałam, że tym razem zmienię dotychczasową formułę wpisów i zaproponuję nową wersję „w pigułce”. Wszystko po to, by nie powielać treści, a jednocześnie zostawić sobie przestrzeń na nowe tematy i odkrycia 🙂
Zapraszam!
Przez część lata i kawałek jesieni z przyjemnością sięgałam po zielony tusz do rzęs. Z niecierpliwością czekałam na premierę nowej odsłony Lash Clash i dziś dzielę się swoimi wrażeniami. Jeśli chodzi o formułę, praktycznie nie różni się od wcześniej opisywanej wersji 02 Brown — recenzja — choć pod kilkoma względami potrafiła mnie zaskoczyć. Zapraszam do dalszej części wpisu.
Zbliżający się
koniec roku sprzyja różnego rodzaju podsumowaniom. Dlatego pora na
kolejną odsłonę kosmetycznych perypetii – i zaczynam od
produktów, które zwyczajnie mnie zawiodły. Takich, których zakupu
żałuję i o których zdecydowanie warto sobie przypomnieć. Nie
tylko ku pamięci.
😉
Większość z nich miała już swoje pięć minut na
blogu, ale zbiorcze zestawienie zawsze pozwala spojrzeć na nie z
nowej perspektywy.
Zapraszam na omówienie dwóch produktów do ust, których nie byłabym w stanie używać samodzielnie, lecz razem okazały się zaskakująco dobrym duetem. Nie jest to mój ulubiony scenariusz makijażowy, ale zależało mi, by wyzerować pomadkę VBB i wykorzystać ją do końca — głównie dzięki jej świetnej formule i właściwościom. Zapraszam więc do lektury mojego małego kosmetycznego pamiętnika!
Oferta Victoria Beckham Beauty staje się coraz lepiej dostępna dzięki sprzedaży w SpaceNK, dlatego postanowiłam podsumować moją przygodę z genialnymi kredkami do oczu z serii Satin Kajal Liner. Na blogu wspominałam już trochę o odcieniu Cinnamon, na Instagramie pokazywałam Smoky Quartz, Jeans i Orchid – czas więc zebrać wszystko w jednym miejscu. Zapraszam!
Pytanie nieco przewrotne – bo, jak mawiają klasycy, wszystko zależy! 🙂 Zależy od wielu czynników, dlatego skupię się na moich własnych preferencjach oraz kondycji skóry. Zapraszam do dalszej części wpisu.
Dzień dobry! 🙂
Czas na kolejną porcję kosmetycznych
„śmieci”, które doczekały się prezentacji w pełnej krasie.
Wśród nich są starzy znajomi, kilka nowości oraz takie produkty,
o których lepiej jak najszybciej zapomnieć. Kto ciekaw –
zapraszam!
Z moich ostatnich rozmów i obserwacji coraz wyraźniej wyłania się obraz tego, co faktycznie harmonizuje z moją urodą. Analiza kolorystyczna (pisałam o niej w tym wpisie) pozwoliła mi lepiej zrozumieć kwestie kontrastów, a także świadomego dobierania kolorów. Co ciekawe, duże znaczenie ma tu nie tylko teoria, ale też nasze własne doświadczenia, wspomnienia czy emocje związane z danymi barwami.
Okazuje się, że często lubimy kolory zupełnie niezgodne z naszym typem urody. I nie ma w tym nic złego – pod warunkiem, że mamy świadomość, jak działają. Dla mnie analiza kolorystyczna stała się przede wszystkim narzędziem, które pomaga odnaleźć odcienie spójne z moją naturalną kolorystyką. Bo – jak podkreślają dobre kolorystki – nie chodzi o wybieranie barw efektownych i „krzykliwych”, ale takich, które tworzą harmonijną całość.