Oio Lab – pielęgnujący rozświetlacz Hyperfresh Balm Quantum Glow & pielęgnujący róż Melting Blush Future Glow

Zapoznając się z ofertą Oio Lab, bardzo zaciekawiły mnie kosmetyki kolorowe. Przy okazji zamówienia poprosiłam o próbki rozświetlacza oraz różu. Mam duże doświadczenie z naturalną kolorówką dlatego nie byłam przekonana do zakupu "w ciemno" – głównie ze względu na formuły oraz poziom pigmentu. Mam nadzieję, że ten wpis przyda się komuś, kto szuka dodatkowych informacji, a przede wszystkim rzeczywistego przedstawienia kolorów.

Nowa gąbka do makijażu, która zaskakuje efektem – hit czy chwilowa fascynacja?

Myślałam, że o gąbkach do makijażu wiem już wszystko. Albo inaczej – prawie wszystko. W końcu to jeden z podstawowych akcesoriów, po które sięgam od wielu lat. Na szczycie moich faworytów znajdują się czarny Beauty Blender oraz Blend The Perfection od Veoli Botanica. Jednak zupełnie nieoczekiwanie odkryłam nowego ulubieńca.

Kosmetyczne rozczarowania 2024: produkty, które mnie zawiodły

 

Każdy z nas czasem trafia na kosmetyki, które nie spełniają oczekiwań. Chociaż staram się starannie dobierać produkty, nawet najlepsze recenzje czy obietnice producentów nie zawsze przekładają się na rzeczywistość. Dziś podzielę się listą kosmetyków, które w ostatnim czasie okazały się rozczarowaniem. Może pomoże to komuś uniknąć niepotrzebnych wydatków.

Moja pielęgnacja na nowo: aktualizacja i kosmetyczne odkrycia


Początek roku to idealny moment na wprowadzenie zmian, odkrywanie nowości i opowiadania o nich – właśnie to zainspirowało mnie do dzisiejszego wpisu. Postanowiłam podzielić się aktualizacją mojej pielęgnacji, która przeszła sporo modyfikacji. Zmieniły się nie tylko schematy pielęgnacyjne, ale także dobór składników aktywnych i konsystencje produktów. Chociaż na zdjęciu może wydawać się tłoczno, kilka kosmetyków już sięga dna – nie chciałam jednak ich pominąć w zestawieniu. Zapraszam do dalszej części, w której znajdziecie szczegóły oraz moje pierwsze wrażenia.

Skin Science pod lupą: subiektywne podsumowanie oferty


Dopasowanie skutecznej i odpowiednio działającej pielęgnacji to prawdziwe wyzwanie, szczególnie gdy mamy wymagającą skórę, zmagamy się z określonymi problemami lub kierujemy się indywidualnymi preferencjami. W takich sytuacjach nasze poszukiwania stają się bardziej świadome i jasno określone – tak właśnie wygląda to w moim przypadku.

Właśnie dlatego postanowiłam przyjrzeć się bliżej ofercie Skin Science, marki znanej z innowacyjnych rozwiązań oraz naukowego podejścia do pielęgnacji. Dziś, po ponad 1,5 roku stosowania ich produktów, podsumowuję swoją przygodę. Podzielę się z Wami moimi subiektywnymi spostrzeżeniami, doświadczeniami i opinią na temat właściwości oferowanych produktów. Czy Skin Science rzeczywiście spełnia obietnice, które znajdziemy na ich etykietach? Zapraszam do lektury.

Akcja Zerowanie. Minirecenzje w pigułce. Część piąta.

 

Koniec roku to idealny moment na podsumowanie zużycia kosmetyków, zanim przejdę do prezentacji nowości i zapowiedzi nadchodzących recenzji. Tematów do omówienia i pisania na pewno nie zabraknie! Dlatego bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury.

Ostatni wpis z tej serii pojawił się w drugiej połowie marca, a przez kolejne miesiące zebrało się sporo produktów do omówienia. Długie wakacje nieco zaburzyły planowany harmonogram, ale nie na tyle, by całkowicie zrezygnować z tego elementu. Z lekkim opóźnieniem, lecz wciąż w odpowiednim momencie, zaczynam swoją opowieść!

Kolorówka w akcji. Valentino Beauty, Sisley, Pat McGrath, Glossier, Hourglass, Victoria Beckham Beauty


Ostatnie miesiące były zdominowane poszukiwaniem idealnego podkładu. Ze względu na problemy ze skórą, a przede wszystkim pojawiające się zmiany łuszczycowe na twarzy zależało mi na dobrym kryciu, przedłużonej trwałości bez efektu maski oraz podkreślania suchych partii, pozbawionego pudrowego wykończenia oraz koniecznie lekkiej formule. Miał być niczym druga skóra. Znaczenie miało również, by kolor stanowił idealne dopasowanie bez względu na porę roku. Nie brałam pod uwagę łączenia odcieni bądź regulowania ich przy pomocy miksera bądź innego kosmetyku.

Z jednej strony, to prawdziwe wyzwanie, ale z drugiej, patrząc na dotychczasowych ulubieńców wiedziałam, że jest to możliwe. Od razu wiedziałam, że będę celować w wykończenie matowe oraz satynowe. Poza tym łatwo jest na nie wpłynąć, choćby przez samą pielęgnację bądź dołożenie bazy pod makijaż.

Cudowne serum z witaminą C Muri Muri Beauty C Miracle /pierwsze wrażenia w pigułce/

 

Jedną z ulubionych form witaminy C jest etylowy kwas askorbinowy (3-0-Ethyl Ascorbic Acid) dlatego też, od dawna z chęcią poznaję produkty, które go zawierają. Poza samą formą ważne jest dla mnie stężenie oraz sama konsystencja. Priorytetami są: formuła oraz kosmetyczna elegancja. C Miracle zainteresowało mnie na długo jeszcze przed zapowiadaną premierą, gdy Adrian Świderski (właściciel Muri Muri) opowiadał o nim na jednym z lajwów. Już wtedy wiedziałam, że będę chciała je poznać. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Zapraszam do dalszej części tekstu.

Akcja zerowanie. Minirecenzje w pigułce. Część czwarta.


Niebawem minie pierwszy kwartał tego roku więc jest to idealna okazja na kolejne zestawienie w ramach Akcji zerowanie. Tradycyjnie, powtarzające się kosmetyki mają dodane linki do recenzji i omówień. Pozostałe zaś przybliżam w skróconej wersji. Z kolei te, które zasługują na osobne omówienie, podsumuję w kilku słowach. Zapraszam! :)

Subiektywny ranking oferty Skin Science: od moich hitów po (nie)zbędne produkty!

 


Po kilku miesiącach stosowania kosmetyków Skin Science, z przyjemnością podzielę się moimi spostrzeżeniami. Chciałbym wyróżnić te, które mnie zachwyciły, jak i te, które moim zdaniem nie są niezbędne w mojej pielęgnacji. Oczywiście, pamiętajcie, że to tylko moja subiektywna opinia, oparta na własnych potrzebach i kondycji mojej skóry.