Kilka lat temu zamieściłam na blogu krótką minirecenzję tego produktu, jednak uważam, że zdecydowanie zasługuje on na osobny wpis i pełniejsze omówienie. Zużyłam już kilka opakowań, a w międzyczasie przechodziłam różne etapy związane ze stanem skóry głowy — mam tu na myśli przede wszystkim łuszczycę.
Od kilku miesięcy obserwuję nawrót i zaostrzenie objawów, związane z różnymi czynnikami. Przeszłam również leczenie dermatologiczne, które w dłuższej perspektywie połączyłam z aktywną, świadomą pielęgnacją. Po przetestowaniu kilku innych produktów wróciłam do Simone Trichology Dermo Capillary Mask, która w moim przypadku ponownie okazała się najlepszym rozwiązaniem w swojej kategorii.
W mojej pielęgnacji pozostał również Vichy Dercos Anti-Dandruff Cleansing Scrub-Shampoo, jednak stosuję go raczej doraźnie — głównie podczas wyjazdów. Jest znacznie łatwiejszy w użyciu poza domem i traktuję go wyłącznie jako produkt uzupełniający.
Miałam okazję poznać autorskie peelingi trychologiczne stworzone we współpracy Ekspert Kosmetyczny i Trichomedic Labs S.L. Wspominałam o nich w minirecenzji na blogu. Z pewnością mają przewagę pod względem wygody aplikacji, jednak ostatecznie nie planuję do nich wracać. Kluczowe znaczenie ma dla mnie skuteczność działania — zwłaszcza w przypadku aktywnych zmian łuszczycowych — a ta, w moim odczuciu, wypada zdecydowanie na korzyść produktu Simone Trichology.
Dodatkowo zauważyłam, że w połączeniu z szamponem Kraken uzyskuję rezultaty, które są dla mnie bardziej satysfakcjonujące i lepiej odpowiadają bieżącym potrzebom mojej skóry głowy.
Simone Trichology Dermo Capillary Mask, to peeling enzymatyczny, który nakładam na skórę głowy przy użyciu silikonowego pędzelka. Konsystencja jest zwarta, gęsta i bardzo dobrze przylega — przypomina coś pomiędzy żelem a budyniem. Podczas aplikacji łatwo rozprowadza się zarówno na skórze głowy, jak i na włosach, nie przemieszczając się w sposób niekontrolowany.
Oczywiście taka forma aplikacji wymaga nieco więcej czasu i uwagi, jednak zdecydowanie warto. Przez pewien czas kierowałam się wskazówkami, o których wspominałam przy okazji poprzedniego wpisu, ale ostatecznie wróciłam do zaleceń producenta.
W zależności od stanu skóry głowy stosuję peeling raz lub dwa razy w tygodniu, nakładając go na suchą skórę głowy na około 20 minut, bezpośrednio przed myciem.
Aplikacja jest prosta. Rozczesuję włosy i dzielę je na pasma, a następnie nakładam peeling bezpośrednio na skórę głowy, delikatnie go wmasowując. W ten sposób pokrywam nim całą powierzchnię, zwracając szczególną uwagę na miejsca objęte zmianami łuszczycowymi.
Na koniec delikatnie zwilżam włosy i łączę peeling z wodą, po czym dokładnie go spłukuję i sięgam po wybrany szampon.
Produkt skutecznie wspomaga wyciszanie zmian łuszczycowych oraz stanów zapalnych. Przy regularnym stosowaniu pomaga zmiękczyć i usunąć łuskę, a także znacząco redukuje swędzenie. Czuję, że skóra głowy pomiędzy kolejnymi aplikacjami pozostaje w dobrej kondycji.
Poza działaniem złuszczającym, korzystnie wpływa również na włosy. W roli maski zapewnia im ładny połysk, elastyczność, uniesienie u nasady oraz wygładzenie. To działanie „dwa w jednym” sprawia, że naprawdę chętnie sięgam po ten kosmetyk.
Obecnie peeling dostępny jest w nowej wersji opakowania, która nieco różni się od poprzedniej. Szkoda — w starszej wersji znajdowała się plastikowa osłona, która moim zdaniem lepiej zabezpieczała zawartość. Aktualnie mamy jedynie zabezpieczenie w postaci nakładki z pianki. Zapach również nie należy do jego najmocniejszych stron. O ile dobrze pamiętam, miał ulec zmianie, jednak nie śledziłam tego szczególnie uważnie i nie odczuwam znaczącej różnicy względem wcześniejszej wersji. Na szczęście działanie produktu jest na tyle imponujące, że bez problemu przymykam oko na tę drobną wadę.
Pojemność wynosi 500 ml, a PAO to 24 miesiące. Cena regularna może się różnić w zależności od miejsca zakupu — zazwyczaj, wraz z przesyłką, płacę około 32 funtów. Warto zaglądać bezpośrednio na stronę producenta, ponieważ regularnie pojawiają się tam promocje.Miałam okazję używać wielu peelingów do skóry głowy i poznałam sporo produktów, które na różnych etapach działały dobrze. Dziś jednak, patrząc z perspektywy czasu, wiem, że Simone Trichology Dermo Capillary Mask zajmuje u mnie pierwsze miejsce. Co więcej, nieplanowana przerwa w stosowaniu pozwoliła mi jeszcze bardziej docenić jego właściwości.W tej kategorii nie szukam już niczego nowego. Jestem w pełni zadowolona — to prawdziwy ulubieniec, a nie chwilowa fascynacja.
A jak jest u Was? Sięgacie po tego typu kosmetyki, czy może w ogóle nie czujecie takiej potrzeby?
Pozdrawiam serdecznie 😊

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.