Hairmoji Juicy Curls – aktywator skrętu oraz Hairmoji Chill – regenerująca odżywka | kosmetyczne hity i kosmetyki, do których wracam

Nie przypuszczałam, że po mojej przygodzie z kosmetykami HTC będę jeszcze cokolwiek wychwalać. A jednak!

 Słowem przypomnienia: Hairmoji to linia należąca do Hairy Tale Cosmetics, która z kolei jest częścią firmy Fractal Solutions, stojącej za projektem Agnieszki Niedziałek. Produkty z tej serii można kupić w Hebe oraz w kilku innych miejscach online, co bardzo mnie cieszy. Już od pierwszego użycia znalazłam w nich idealne dopasowanie.

Hairmoji miało być linią bardziej uniwersalną i — nie wchodząc zbyt głęboko w szczegóły, bo żadna ze mnie włosomaniaczka — właśnie tak ją odbieram. Szczególnie gdy mowa o aktywatorze skrętu oraz odżywce. Za mną kilka zużytych opakowań i regularne zakupy przez ostatnie dwa lata, dlatego nie przedłużając, zapraszam do lektury.

Zacznę od prawdziwego hitu, którym stał się Juicy Curls – aktywator skrętu (odżywka bez spłukiwania). Dla mnie to w praktyce produkt dwa w jednym. Zapewnia pielęgnację, a jednocześnie pełni funkcję stylizatora. Używam go zarówno do wygładzania włosów, jak i do podkreślania ich naturalnego skrętu, w zależności od potrzeb z użyciem suszarki lub bez niej.

To jeden z najlepszych produktów bez spłukiwania, jakie miałam okazję stosować. Mogę używać go bez obaw o nadmierne obciążenie włosów, przetłuszczanie czy efekt smętnych strąków. Nawet przy bardzo dużej wilgotności powietrza utrzymuje włosy w ryzach.

Konsystencja jest idealna, wygodna w użyciu. Produkt szybko rozprowadza się na włosach bez większego wysiłku, dzięki czemu można od razu przejść do kolejnych etapów stylizacji.

Juicy Curls stał się także moim pierwszym wyborem podczas wyjazdów. Bez względu na rodzaj wody, poziom wilgotności czy inne warunki zapewnia mi szybką i skuteczną pielęgnację połączoną z łatwą stylizacją włosów. Efekt w ciągu dnia jest naprawdę satysfakcjonujący.

Trudno mi jednoznacznie ocenić, na ile produkt faktycznie aktywuje skręt, ale z pewnością pomaga w okiełznaniu moich włosów. Najczęściej nakładam go na wilgotne włosy, następnie rozczesuję je i ugniatam dłońmi. Jeśli zależy mi na większej definicji skrętu, w trakcie stylizacji dodatkowo zwilżam dłonie wodą. Dzięki temu pasma stają się bardziej mięsiste — stąd zapewne nazwa „juicy curls”.

Kolejnym atutem tego kosmetyku jest nadanie włosom objętości poprzez wyraźnie odczuwalną zmianę ich tekstury. W razie potrzeby można go bez problemu łączyć z różnymi produktami wykańczającymi. U mnie świetnie sprawdza się w duecie z Philip Kingsley Maximizer Root Boosting Spray, który uwielbiam od lat i do którego wróciłam z ogromną przyjemnością. Kiedy zobaczyłam, jak dobrze współpracuje z aktywatorem Hairmoji, stało się to moim ulubionym połączeniem.

Jedyną wadą, jaką dostrzegam po zużyciu kilku opakowań, jest niewielka pojemność. Produkt zamknięty jest w butelce z praktyczną pompką o pojemności 100 ml. To niestety dość mało — nawet przy moich krótkich włosach zużywa się stosunkowo szybko.

Zapach również nie należy do szczególnie wybitnych i w żaden sposób nie kojarzy mi się z aromatem delikatnej, świeżej i lekko słodkiej pomarańczy, o której wspomina producent. Na szczęście szybko się ulatnia i nie pozostaje po nim żaden ślad.

PAO wynosi 9 miesięcy, a regularna cena to 24 zł — dlatego na tle innych stylizatorów w swojej kategorii stał się dla mnie prawdziwą perełką za grosze.


Regenerująca odżywka Hairmoji Chill jest nieco droższa, ale nadal uważam, że przy pojemności 200 ml, bogatej konsystencji i dobrej wydajności jej regularna cena – 39,99 zł – nie jest wygórowana. Oczywiście zawsze można znaleźć coś tańszego, jednak tym razem trafiłam na odżywkę, która już od pierwszego użycia zrobiła na moich włosach ogromne wrażenie. Na tyle duże, że przestałam kupować inne maski i odżywki.

Moja pielęgnacja włosów zaczęła opierać się na bardzo podstawowym zestawie kosmetyków. W pewnym sensie zakończyłam poszukiwania i testowanie kolejnych produktów w nadziei na idealne dopasowanie. Ponieważ na co dzień preferuję szampony w stylu wash & go i najczęściej sięgam po aktywator Juicy Curls, odżywkę Chill zostawiam na dni, kiedy mam więcej czasu i ochoty na spokojniejszą pielęgnację włosów. Wtedy też najczęściej sięgam po peeling skóry głowy. W zależności od okoliczności lubię jednak mieć tę odżywkę pod ręką.

Bardzo odpowiada mi jej konsystencja – jak na odżywkę jest dość gęsta i bogata. Podczas aplikacji pięknie wnika we włosy, nie pozostawiając uczucia lepkości ani nadmiernej tłustości. Nie przywiązuję też szczególnej wagi do czasu jej trzymania na włosach. Czasem jest to pięć, czasem dziesięć minut – w tym czasie zwykle ogarniam łazienkę albo zajmuję się czymś innym.

Podczas spłukiwania pojawia się pod palcami wrażenie, jakby włosy były otulone delikatnym, satynowo-winylowym filmem. To bardzo ciekawe doznanie – podobne odczucie mam także podczas używania szamponu HTC Kraken. Bardzo mi się to podoba, ponieważ włosy dzięki temu lepiej się układają. Jednocześnie w żaden sposób ich to nie obciąża ani nie sprawia, że w ciągu dnia szybciej tracą świeżość – wręcz przeciwnie.

To chyba pierwszy i jedyny kosmetyk z rodziny HTC, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń w kategorii odżywek i masek do włosów.

Podobnie jak Juicy Curls, odżywka ma dość specyficzny zapach. Dla mnie przypomina aromat świeżych grzybów oraz kompotu z suszonych śliwek. Nie przeszkadza mi to – odbieram go raczej jako neutralny – choć według producenta jest to nuta lekko kwaśnego kompotu śliwkowego. No cóż… nie do końca się z tym zgadzam. 😀

Opakowanie jest wygodne – klasyczna tuba wykonana z dość miękkiego tworzywa, dzięki czemu bez problemu można wydobyć zawartość niemal do samego końca.

Nie przypuszczałam, że tak bardzo polubię te produkty. Kupiłam je dość spontanicznie, bez większych oczekiwań, a jednak zostałam naprawdę mile zaskoczona. Na tyle, że wracam do nich z przyjemnością i… nie szukam niczego nowego na ich miejsce.

Pozdrawiam serdecznie 🙂

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...