Wprowadzenie: Moja pielęgnacja, aktualizacja 21'

 


Obiecałam sobie przygotowanie i omówienie zmian w pielęgnacji wraz z nadchodzącą wiosną, ale pojawiło się TYLE opcji, że zwyczajnie odkładałam to na potem. Obecnie jestem w takim momencie, że chyba lepszego "potem" już nie będzie, także zapraszam do lektury :)

Często dostaję pytania JAK zbudować schemat pielęgnacji, na czym go opierać i skąd wiadomo, że działa. Na te pytania nie ma gotowej odpowiedzi, bo każda skóra jest inna/jej problemy oraz nasze oczekiwania i preferencje. Na pewno źródłem skuteczności jest regularność, prawidłowe dopasowanie składników aktywnych i cierpliwość. Należy też pamiętać JAKĄ funkcję ma spełniać pielęgnacja, czy to opcja podtrzymująca/przedłużające wcześniejsze leczenie a może wariant współistniejący lub mamy zdrową skórę i chcemy pielęgnować ją świadomie?

Opowiadam wyłącznie o swoim podejściu/wariancie. A to dlatego, że kluczem otwierającym wszystkie drzwi jest znajomość budowy i fizjologii skóry, którą przenosimy na własne potrzeby. To pozwala nie tylko dużo lepiej poznać własną skórę, jej zachowania ale przede wszystkim zrozumieć JAK funkcjonuje w trakcie cyklu hormonalnego, JAKI wpływ ma tzw. higiena życia, rodzaj naszej aktywności itd. To nie jest żadna wiedza tajemna, ale na pewno wymaga od nas samych minimum zaangażowania :)

Jeszcze jedno, zdaję sobie sprawę że to, co widać na zdjęciach, to jest duża ilość WSZYSTKIEGO. Tak lubię, mam swoje przyzwyczajenia. Lubię mieć wybór :) i jednocześnie miejsce na poznanie czegoś nowego. Czasami oczekiwanie na okienko chwilę trwa bądź jest przesuwane w czasie. Jednak działam zgodnie z potrzebami skóry. Nie gonią mnie żadne terminy, zobowiązania etc. Bywa, że coś chcę sprawdzić, bo też pilnuję pielęgnacji mojej Mamy i kilka koleżanek ceni moje zdanie. To, czego używam JA nie jest żadnym wyznacznikiem, że Ty także powinnaś. Nie należę do grona minimalistek/fanów zero waste itd. jednak zdaję sobie sprawę JAK silną rolę odgrywają reklamy/social media i wszystkie hasła "musisz to mieć". Jednak w tym wszystkim pamiętajmy, że kluczową i jedną z najważniejszych ról odkrywa nasz skóra, jej kondycja oraz potrzeby, nasze preferencje/higiena życia/zdrowie i przede wszystkim NICZEGO nie musimy. a jedynie możemy rozważyć/przemyśleć :)




Gdybym miała przygotować wykres, który przedstawiałby moje dopasowanie pielęgnacji, to wyglądałby tak:

50% bariera naskórkowa

30% SPF + antyoksydanty

20% retinoidy, kwasy

Pewnie wiele osób zaskoczę takim zestawieniem, jednak jeżeli są tutaj osoby, które śledzą moje wpisy, to doskonale wiedzą, że:

a) nie należę do filtromaniaczek i SPFy traktuję jako dodatek, nie konieczność a temat ten rozwinęłam przy okazji wpisu Kosmetyczne rozkminy: Mój makijaż a SPF w codziennym zastosowaniu dlatego też jest to pewnego rodzaju klamra spinająca całość dopasowana przede wszystkim do mojej aktywności :)

b) walory przeciwstarzeniowe tego typu pielęgnacji (z udziałem kwasów, retinoidów, antyoksydantów) traktuję jako bonus. Nie jest to cel sam w sobie, poza tym nie mam problemów z akceptacją siebie oraz upływu czasu. Wręcz przeciwnie :)

c) kluczowym jest dla mnie utrzymanie rosacea w remisji, więc pielęgnacja podtrzymująca skupia się wokół tego i śmiało mogę powiedzieć, że po latach poszukiwań optymalnych rozwiązań znam swoją skórę bardzo dobrze i potrafię coraz lepiej wychodzić jej potrzebom na przeciw.



Dlaczego 50% dotyczy bariery naskórkowej?

Szczegółowo omawiałam to we wpisie Równowaga hydrolipidowa, czym jest, jak odbudować oraz podtrzymać w oparciu o fizjologię skóry/przykłady produktów oraz połączeń, gotowe zestawy jednak chcę przy okazji zwrócić uwagę, że skóra z rosacea, to skóra która już na samym wstępie jest zaburzona. Wiąże się to ze zmianą składu lipidów zawartych w warstwie rogowej przez co niedobory wpływają na zachowanie się skóry i jej kondycji. Dochodzi do tego również pH skóry także w rezultacie na szczelność bariery naskórkowej ma wpływ wiele czynników. W dużym skrócie, jeżeli na takim etapie włączymy leczenie/produkty funkcyjne i nie zadbamy o odpowiednią regenerację oraz wzmacnianie bariery naskórkowej problemy nie tylko się nasilą, ale też będą tworzyć błędne koło z którego dzięki lekom wyjdziemy tylko na chwilę, by niebawem wrócić do punktu wyjścia. To także sygnał, że dopasowanie odpowiedniego preparatu/wariantu wspomagającego proces odbudowy/regeneracji nie jest takie prosty.

Na rynku nie brakuje dobrej klasy produktów. Można wybierać i przebierać. Jednak sama przekonałam się, że dopasowanie tych właściwych pochłania nie tylko czas, ale wymusza obserwację skóry w całym cyklu wraz z ujęciem wszystkich elementów.

Dlatego bez względu na działania, wizję pielęgnacji, to właśnie równowaga hydrolipidowa stała się moim najważniejszym ogniwem. Prawidłowo funkcjonująca skóra, której bariera naskórkowa jest wzmacniana i pod stałą kontrolą pokazała, że wiele aspektów (w tym przeciwstarzeniowych) schodzi na dalszy plan. To dzięki tej części widzę prawidłowe działanie składników aktywnych i jestem w stanie ocenić/przewidzieć czego skóra i w jakich proporcjach będzie potrzebować. Nie ma przypadkowych działań, ani tym bardziej spontanicznych. Całość ma działać jak w szwajcarskim zegarku :D



Co mi to daje?

Kontrolę nad własną skórą :) Pożegnałam problemy z uwrażliwieniem, łuszczenie, tendencję do przesuszeń i odwodnienia. Pamiętam o tym, że skóra to żywy organ i szczelność oraz kondycja bariery naskórkowej nie jest wartością stałą. Mam cały czas na uwadze to, że jeden niewłaściwy element potrafi wpłynąć na całość. Może to być każdy produkt bądź ich połączenia, więc wszystko ma znaczenie. Od pielęgnacji przez kolorówkę i na filtrach kończąc.


Podsumowując, kondycja bariery naskórkowej to moja BAZA i jednocześnie zamknięcie schematu pielęgnacji. To w tej części bardzo ważne są składniki/produkty odpowiadające za nawilżenie, natłuszczenie, ukojenie. Jeżeli pominęłabym bądź zmniejszyłabym ten przedział, to tak naprawdę reszta poszczególnych kroków nie miałaby żadnego znaczenia i pielęgnacja nie spełniałaby swojego założenia. O czym też wiele razy przekonałam się na własnej skórze w przeszłości.

Ta część skupia się także na prawidłowym dopasowaniu kosmetyków do oczyszczania/demakijażu i mycia twarzy, wszystkich elementach kojąco-łagodzących oraz właściwym zamykaniu schematu (kiedy tę funkcję mogą pełnić nie tylko kremy w tradycyjnym ujęciu).


30% SPF + antyoksydanty

W poszukiwaniach idealnego lub niemal idealnego filtra od samego początku miałam dużo szczęścia. Z biegiem czasu szybko "odkryłam" co staje się dla mnie najważniejsze, czyli walory ochrony i pielęgnacji w jednym oraz kosmetyczna elegancja. Poza tym dzielę je na miejskie i plenerowe, co też znacznie ułatwia dopasowanie.

Nie używam filtrów codziennie, nie przepadam za łączeniem ich z makijażem i nie czuję z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Zwyczajnie dopasowuję je do własnej aktywności oraz kondycji skóry. I tak np. w dobie noszenia maseczek ograniczyłam pielęgnację do minimum w wersji dziennej, makijaż szczątkowy czyt. bazujący na lekkich formułach lub korektorze i zrezygnowałam z filtrowania. Co też wyszło z korzyścią dla skóry. Natomiast spędzając czas w plenerze, to SPF gra pierwsze skrzypce a udział makijażu zależy od rodzaju pleneru. Podchodzę do tego z rozsądkiem i opieram się głównie na swoich preferencjach.



Antyoksydanty, to głównie u mnie witamina C której używam cały rok od ponad 3 lat? Jakoś tak :) Ten temat szczegółowo już opisywałam przy TEJ okazji. Przyznam, że z perspektywy czasu tę decyzję oceniam bardzo dobrze. Witamina C której używam w różnych formach oraz stężeniach naprawdę dużo dała mojej skórze, a zmiany które wprowadziłam w tym roku sprawiły że moja pielęgnacja jest kompletna. Witamina C, to zdecydowanie królowa mojego pakietu ale inne składniki są równie ważne, stąd także min. wybór takich a nie innych produktów, które widać na zdjęciach :)

Z reguły używam codziennie lub w rotacji, to zależy od ustawionego schematu pielęgnacji. 


20% retinoidy, kwasy (PHA, azelainowy, mlekowy, salicylowy)

O kuracji retinalem już pisałam, powstał obszerny wpis Dermaquest Retinaldehyde Renewal Cream, moja pielęgnacja oraz kuracja retinalem i ten preparat stał się "sprawcą" całego zamieszania :)) także w kwestii zmian/podjęcia decyzji, by nie robić przerwy i stosować cały rok. Jedyne co się zmieniło, to częstotliwość. Nie wykluczam też przerwy od retinoidów lub stosowania w innej częstotliwości, na razie zostawiam to do rozważenia.

Na temat roli kwasów PHA pojawi się osobna publikacja, dlatego że jest to temat rozbudowany i już dawna chcę przygotować taki wpis. Dlatego też jedynie w skrócie przybliżę poszczególne składniki tak, by nakreślić pewnego rodzaju szkic. Natomiast w tym przedziale moją ulubioną linią od lat jest Restore z Neostraty, zwłaszcza: Restore Bionic Face Cream 12 PHA, Bio-Hydrating Cream 15 PHA, Ultra Moisturising Face Cream 12 PHA, Redness Neutralizing Serum 6 PHA.

W zależności od rodzaju kwasu, jego stężenia i częstotliwości stosuję w/w w rotacji bądź stały schemacie. Z racji, że jak każdy składnik aktywny ma określony wpływ na skórę staram się zachować balans i podchodzić do tego rozsądnie. Nie sposób jest opisać bądź zaprezentować w całości dany schemat na dzień lub na noc, dlatego też na Instagramie możecie zobaczyć wiele takich opcji które stosuję wg określonego wcześniej klucza. O tym zamierzam przygotować osobny wpis.


Zacznę może od kwasu salicylowego, bo ten nie do końca jest skierowany do takiej skóry jak moja, ALE okazało się że w zależności od formulacji i stężenia mogę śmiało wykorzystywać punktowo, na wybrane obszary bądź jako element kuracji na całą twarz. 

Wszystko za sprawą genialnego serum Skinceuticals Silymarin CF Antioxidant Serum (będę wracać do tego serum, zwłaszcza że pakiet miniatur pokazał mi w pełni MOC tego produktu. Przyznam, że chętniej kupiłabym mniejszą pojemność z uwagi na potrzeby skóry i układ całej pielęgnacji). Moim też takim świętym Graalem od lat jest Paula's Choice Skin Perfecting 2% BHA Liquid Exfoliant, zwłaszcza pod kątem strefy T oraz zastosowania punktowego. Używam go także do ciała. Na wyróżnienie zasługuje A. Florence BHA/PHA Exfoliating Toner z tym, że tutaj zostało wykorzystane połączenie 1.5% kwasu salicylowego pochodzącego z ekstraktu z kory wierzby białej oraz 5% glukonolaktonu (i w takiej postaci jestem w stanie korzystać z tego produktu pod kątem całej twarzy w określonej częstotliwości dopasowanej do potrzeb skóry).

Kwas mlekowy z kolei to od lat moje tzw. "must have", czy to w pielęgnacji skóry głowy, twarzy oraz ciała. Mam w tym przedziale kilku ulubieńców min. sera The Ordinary Lactic Acid 5% + HA & Lactic Acid 10% + HA, Bravura London Lactic Acid 10% Peel oraz bardzo lubiana przeze mnie OSKIA Liquid Mask Lactic Acid Micro-Peel zawierająca min. 10 % kwasu mlekowego. Dobrze też wypada A. Florence AHA/PHA Exfoliating Toner, który bazuje na połączeniu 5% kwasu mlekowego oraz 4% glukonolaktonu.

Kwas azelainowy, to z kolei mój największy powrót po latach regularnego stosowania a wszystko za sprawą serwisu Dermatica oraz ich linii "Ready made" w skład której wszedł Azelaic Acid 20% Cream. Prawdziwe CACKO :)) W niczym nie przypomina dostępnych preparatów z takim stężeniem na rynku (na całe szczęście!) ponadto w preparacie znajduje się Superior Lipid Complex, czyli nic innego jak połączenie ceramidów, kwasów tłuszczowych i cholesterolu oraz witamina E, skwalan, gliceryna. Co to daje? Przede wszystkim połączenie kosmetycznej elegancji z właściwościami 20% stężenia kwasu azelainowego plus dodatek wspierający barierę naskórkową. Oczywiście i tym preparatem pomimo zawartych elementów można zrobić sobie krzywdę jeżeli nie zastosujemy go właściwie. To wciąż naprawdę mocne stężenie i bez przemyślanego planu działania będzie w stanie podrażnić lub uwrażliwić naszą skórę. WARTO o tym pamiętać :) Natomiast gdy zastosujemy się do podstawowych wytycznych w oparciu o realną kondycję skóry stanie się naszym sprzymierzeńcem.

Jak stosuję?

Obecnie mam dość intensywną pielęgnację, która wynika z różnych czynników. Dlatego też po kwas azelainowy sięgam 4 razy w tygodniu, 2 razy rano i 2 razy wieczorem. Mam wtedy maksymalnie uproszczony wariant, czyli "bazą" jest najczęściej produkt łagodzący/wzmacniający potem Azelaic Acid 20% Cream i w zależności od potrzeb całość zamykam kremem SkinCeuticals Emollience lub Triple Lipid Restore 2:4:2 /A. Florence Skin Rehab Light lub Rich/Dermatica Ultralight Recovery Moisturiser/Regimen Lab C.R.E.A.M. - jednym słowem wybieram krem odżywczy/do regeneracji/odbudowy. Dlaczego, to wyjaśniałam na samym wstępie :)

Bardzo istotnym ogniwem stało się serum z kofeiną The Ordinary Caffeine Solution 5% + EGCG - do którego wróciłam po bardzo długiej przerwie i podeszłam do niego zupełnie inaczej niż kilka lat temu. Okazuje się nadzwyczaj pomocne, nie tylko pod kątem PIE (Post-inflammatory erythema) ale ogólnie widzę zachowanie obszarów naczyniowych plus skóra w okolicy oczu także przy okazji korzysta. Wcześniej błędnie założyłam, że to serum będzie przy okazji nawilżać (a jednak to nie jego rola) a z kolei moja skóra w tym obszarze potrzebuje więcej odżywienia/natłuszczenia i nawilżenia. Po zmianach w kolejności oraz doborze produktów/składników szybko doceniłam jego właściwości, a teraz gdy mija już kilka ładnych miesięcy regularnego stosowania wiem, że zostanę przy nim na długo. Do tego jego skład pozwala na wiele połączeń pod kątem produktów funkcyjnych. Atutem jest także cena/pojemność i bardzo dobra dostępność, ponieważ z racji że stosuję je niemal dwa razy dziennie lub raz ALE na całą twarz, to ma znaczenie :)

Z nowości, a raczej składnikiem który wprowadziłam w tym roku jest kwas traneksamowy. Dokładnie SkinCeuticals Discoloration Defense Serum (tak przy okazji, to również wielki powrót do oferty firmy i sprawdzonych opcji).

Sprawcą zmian (nowego ustawienia priorytetów), a może raczej sprawczynią :))) stała się @inti_skin , która wydała e-booka Anna Sienkiewicz "Przebarwienia skóry"

Kupując "Przebarwienia skóry" wiedziałam, że nie jestem w grupie docelowej, jednak należę do osób żądnych wiedzy. Poza tym sam zakup, to swojego rodzaju podziękowanie za włożoną pracę w prowadzenie nie tylko profilu na Instagramie. Przede wszystkim nie jest to profil komercyjny w standardowym ujęciu, nie stał się przysłowiowym słupem reklamowym i jako człowiek z Internetu Ania pokazała, że wie JAK zapracować na zaufanie odbiorców. To jest bardzo rzadkie! Do tego każda współpraca oznaczona w sposób czytelny. Swoją drogą, jeżeli kogokolwiek można określić mianem influencerki, to Ania na pewno w 100% zasługuje na to. Zwłaszcza, że jej byt w Internecie nie polega na reklamowaniu plejady kolorowych pudełek i słoiczków.

Zawartość e-booka jest szalenie interesująca z mojej perspektywy, na tyle że otworzyła kolejne drzwi pod kątem profilaktyki związanej z rosacea. Nie będąc w grupie docelowej zdecydowałam się na włączenie do swojej pielęgnacji składników, które i u mnie znajdują zastosowanie. Zaczęłam szukać optymalnych połączeń, rozwiązań i na pierwszy ogień poszedł zestaw ze zdjęcia :) I tak oto zaczęła się nowa przygoda, nowy rozdział w pielęgnacji skóry rosacea w remisji. Połączenie wcześniej posiadanej i już uporządkowanej wiedzy wraz z nowym ujęciem zaowocowało naprawdę dużymi zmianami. To był strzał w 10-tkę! Nie tylko wzbogaciłam swoją wiedzę, lecz także zaczęłam patrzeć na swoją skórę i jej problemy od zupełnie innych stron niż dotychczas. Co więcej, te kilka miesięcy od kiedy wdrożyłam zmiany stały się dla mnie cenną wskazówką w którą stronę podążać. Nie tylko dzisiaj, obecnie ale zwłaszcza na przyszłość.

A teraz werble :D bo na scenie pojawia się Regimen Lab ze swoją ofertą! i on też jednocześnie jest przyczyną tak długiego wstępu. Inaczej nie mogłam. Jednocześnie to też pokazuje JAK funkcjonuje dopasowanie pielęgnacji i budowanie właściwego zestawu produktów.

Zanim zapadła decyzja odnośnie zakupów skupiłam się na przeanalizowaniu obecnej pielęgnacji i skupieniu się na części najważniejszej - SKÓRZE. Każdy kto choć trochę poczyta o Regimen Lab zrozumie skąd moja ekscytacja, zwłaszcza że ogromnie ciekawił mnie ich C.R.E.A.M. potem Level Serum i Vitamin X. Reszta wpadła w moje ręce tak przy okazji, jednak w żaden sposób nie żałuję i na pewno powtórzę zakup w takiej samej postaci.

Tak jak wspomniałam, odpowiada mi ich filozofia, założenia oraz to dlaczego wybrano takie rozwiązania plus co nimi powodowało. Wszystkie informacje zawarte na ich stronie, profilu na IG stanowią rewelacyjne źródło wiedzy poparte nauką. Myślę, że wiele osób nie tylko początkujących będzie pod wrażeniem zawartości i tego w jak przystępny sposób jest wszystko objaśnione, wytłumaczone.

 


Dlaczego wybieram produkty funkcyjne, składniki które skierowane są do grupy z przebarwieniami/melazmą itd. - takie najczęściej dostaję pytania i przy tej okazji pozwolę sobie rozwinąć i wyczerpać temat.

Zawartość e-booka "Przebarwienia skóry" w dużej mierze przyczyniła się do zagłębienia w temat przebarwień, ich powstawania. Ten materiał to prawdziwa wiedza w pigułce podana w niezwykle przystępny sposób. Miałam co prawda pewnego rodzaju wiedzę na ich temat, ale nigdy specjalnie nie zagłębiałam się, a szkoda bo być może byłabym dzisiaj z jeszcze lepszą kondycją skóry. Nie żebym narzekała, ale wiecie jak to jest, gdy uzupełnia się wiedzę o coś już poznanego i zapala się magiczna lampka pt. "Eureka!" ;) Poza tym jak śledzę różnego rodzaju wypowiedzi, artykuły fachowców to mnóstwo z nich klepie te same formułki. Stąd też pomysł, by jednak podążyć tropem ebooka na moich własnych zasadach.

Przy skórze naczyniowej/naczyniowej z rosacea stało się dla mnie kluczowe, by działać na na poziomie naczyniowym a w dermatologii stosowany kwas traneksamowy jest właśnie pod kątem skór z rosacea (oraz także eliminowaniu przebarwień). Bardzo ładnie radzi sobie także w połączeniu z kofeiną z przebarwieniami pozapalnymi, choć tych u mnie mało i sporadycznie. Niemniej faktycznie regeneracja zachodzi szybciej i skuteczniej. Podczas stosowania pierwszego opakowania serum SkinCeuticals Discoloration Defense Serum szybko przekonałam się JAK szybko i skutecznie ono działa, JAK zmienia się kondycja skóry. Do tego jego skład, konsystencja i możliwość połączeń sprawiła, że tak, chcę kupować! kuracja wspomaga również wyrównanie kolorytu i przyznam, że po włączeniu tego serum efekty są jeszcze lepsze poza tym dodatek niacynamidu także robi swoje i w efekcie mam jeden produkt, który "pracuje" pod wieloma kątami. Zdecydowanie wycisza/zmniejsza zaczerwieniania i nie mam problemu ze stanami zapalnymi (tutaj co prawda działa retinal, apitoksyna i kwasy PHA, ale w ogólnym rozrachunku przez mniej więcej po ponad 2 miesiącach widziałam duże zmiany po wdrożeniu tego serum/składników (używam na twarz, szyję i dekolt). Dość szybko postanowiłam zrezygnować z udziału apitoksyny i po różnych testach/próbach stanęło na określonym zestawie. Był on co prawda nieco hardcorowy, ale ciekawość była silniejsza i w rezultacie nic złego się nie stało. Nadal pielęgnacja jest intensywna, jednak nie zrezygnowałam z retinalu i na jesień jedynie zwiększę częstotliwość skupiając się na innym podłożu stymulacji skóry niż do tej pory (zmienią się składniki aktywne, ich stężenia i częstotliwość).

Zagłębiając się w temat jasnym przekazem były wskazania pod kątem zaburzeń naczyniowych a nawiązując do ebooka Inti wiedziałam, że warto przebudować schemat i wykorzystać właściwości kofeiny. Nie pomyliłam się!

Z racji, że zależało mi na uproszczeniu (między innymi odchudzeniu zasobów) szukałam optymalnych rozwiązań pośród wielu firm. Nie jestem zwolenniczką kosmetycznego DIY jeżeli chodzi o produkty funkcyjne więc Regimen Lab szybko przyciągnął moją uwagę ze względu na użyte składniki, ich połączenia oraz stężenia. Było dla mnie jasne, że te produkty bardzo łatwo włączę do swojego schematu bazującego na retinalu i kwasach PHA, że staną się idealnym uzupełnieniem.



Kolejnym pytaniem, które przewija się regularnie w różnego rodzaju wiadomościach, to dlaczego nie zdecyduję się na tretynoinę skoro mam do niej dostęp.

 Zwyczajnie nie czuję takiej potrzeby :) W pełni wystarcza mi działanie retinolu oraz retinalu, o czym rozpisywałam się bardzo szczegółowo przy TEJ okazji. Retinoidy traktuję jako pewnego rodzaju dodatek, który bardzo mi pomaga w pielęgnacji podtrzymującej rosacea w remisji ale z racji, że skóra jaką posiadam charakteryzuje się określonymi potrzebami/wymaganiami naprawdę nie widzę sensu sięgania po tretynoinę. Może kiedyś zmienię zdanie, kto wie. Na obecną chwilę moja pielęgnacja jest kompletna, spójna a co najważniejsze działająca zgodnie z oczekiwaniami. Kondycja skóry mówi sama za siebie i to jest dla mnie najważniejsze.

W kolejnej części będę omawiać szczegółowo ofertę Regimen Lab oraz linię Dermatica "Ready made". Forma tego wpisu zmieniała się parokrotnie, aż w końcu podjęłam decyzję o podzieleniu tego na części. Blog nie ogranicza mnie w kwestii ilości znaków/zdjęć itd. więc do przeczytania niebawem! :)

Pozdrawiam serdecznie :)

8 komentarzy:

  1. Świetny wpis ! Bardzo lubię, jak tak konkretnie, a jednocześnie długo piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Tak, blog zdecydowanie daje dużo większe możliwości niż FB lub Instagram także zamierzam z tego korzystać, zwłaszcza gdy w grę wchodzą określone tematy. Na pewno pojawi się tego więcej :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy zestaw do pielęgnacji, też muszę dbać o swoje naczynka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgnacja skóry naczyniowej wiąże się z wielopoziomowym działaniem :) a u mnie dodatkowo występuje rosacea więc to już więcej niż tylko "dbanie" ;))

      Usuń
  3. Kofeina z TO również dla mnie była dużym game changerem w pielęgnacji, byłam zwyczajnie w szoku, jak zmienia się skóra dzień po dniu (!) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe rzeczy, duże zmiany :)
      Mam teraz tylko nadzieję, że to serum nie zniknie z rynku bo naprawdę trudno znaleźć coś w zamian. A jeżeli jest, to składowo oraz cenowo wygląda to inaczej. U mnie schodzi jak woda przy stosowaniu na całą twarz, bo punktowo nie mam zbyt często do czego. Tutaj to raczej okazjonalnie oraz ratunkowo jak np. kiedy gdy miałam małą ranę lub mąż gdzieś się skaleczy itd.

      Usuń
  4. O jakiej postaci tretynoiny mówisz, Asiu?

    OdpowiedzUsuń
  5. To są formulacje przygotowywane typowo pod konkretne problemy i potrzeby skóry, więcej możesz poczytać bezpośrednio na stronie Dermatica i Skin + Me skincare.
    Mnie jedynie przez chwilę interesowała sama tretynoina w niskich stężeniach.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...