#skincareOrgasm Odkrycie roku 2021' - Regimen Lab

Nawiązując do zapowiedzi w poprzednim wpisie zamierzam skupić się na pełnej prezentacji oraz omówieniu zestawu "The Regimen Kit" kanadyjskiej firmy Regimen Lab w skład którego wchodzą 3 sera/produkty funkcyjne, żel do mycia twarzy oraz krem ceramidowy (celowo nie używam określenia nawilżacz/krem nawilżający bo jak sama firma wspomina, to coś znacznie więcej niż tylko krem w klasycznym ujęciu :)).



Zacznę od tego, że od chwili pojawienia się na rynku oferty Deciem (głównie NIOD) a potem cudownej A. Florence Skincare nie czułam TAKIEJ ekscytacji. Obserwuję poczynania tej firmy od zeszłego roku? jakoś tak i za każdym razem poziom emocji wzrastał wraz z pragnieniem poznania właściwości/wypróbowania na własnej skórze. Omówienie składów, dobór surowców/stężeń oraz cała receptura wołały do mnie: weź nas! ;) Mowa o kanadyjskiej firmie Regimen Lab!

Mogłabym opowiadać bez końca, podkreślać atuty z każdej strony, ale równie dobrze odeślę zainteresowanych na stronę firmową, ponieważ TAK dobrze przygotowanej odsłony, bogatej w obszerne informacje na próżno szukać pośród wielu firm. TAM jest WSZYSTKO czego potrzebujecie a nawet więcej :)


Czy ten entuzjazm się utrzyma, zostanie utrwalony? Czas pokaże :D na obecną chwilę podzielę się wrażeniami, odczuciami odnośnie formuł i zachowania się na skórze. Na ocenę/podsumowanie przyjdzie czas za kilka miesięcy. Jedno jest pewne "The Regimen Kit", to bardzo przemyślany i dopasowany zestaw dla wielu skór bez względu na potrzeby/oczekiwania.


Zestaw można kupić na oficjalnej stronie firmy /KLIK/ bez problemu. Realizują zamówienia międzynarodowe, a przesyłkę dostarcza kurier DHL. Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie na ich stronie a w razie dodatkowych pytań zachęcam do kierowania się do nich bezpośrednio. Odpowiadają bardzo szybko i wyczerpująco. Obsługa klienta na 6+

Dla wielu osób ich oferta może wydawać się taka zwyczajna, bo nie ma fancy-schmancy opakowań, reklam a minimalistyczne pojemniki z białymi etykietami zbyt wiele nie zdradzają. Jednak jak to bywa w takich przypadkach diabeł tkwi w szczegółach :) Warto poświęcić kilka minut na zapoznanie się z opisami producenta, które są BARDZO szczegółowe! Prowadzą także swojego bloga oraz jest opis składników w formie Skincare Encyclopedia plus świetnie opisany przewodnik dla początkujących bazujący w oparciu o dowody naukowe The Beginner's Guide to (Evidence-Based) Skincare. Z kolei prawdziwą perełką w moim odczuciu jest Regimen Product Guide, tam jest WSZYSTKO co powinniście wiedzieć i jeszcze więcej :)))


Zestaw otrzymujemy w minimalistyczym wydaniu, nie ma tutaj nic zbędnego, a z kolei samo pudełko wysyłkowe stanowi opakowanie dla samych kosmetyków. Na każdym z pojemników znajduje się etykieta zawierająca wyczerpujący opis produktu i zostaje on uzupełniony pakietem kartek, które zastępują tzw. opakowania zewnętrzne. Pomysłowe i ogromnie praktyczne fiszki moim zdaniem, choćby dlatego że dużo łatwiej posiłkować się tego typu rodzajem ściągi. Można je potem wykorzystać w różnoraki sposób. U mnie to będą zakładki :)

Dodam jeszcze, że wszystkie opakowania poza żelem do mycia twarzy są airless.


Prezentację zaczynam od:


Tabula Rasa Gentle Foaming Cleanser, który jest bardzo przyjemnym i komfortowym żelem do mycia twarzy. Nie będę się o nim rozpisywać, bo zwyczajnie robi to, co ma robić. MYJE :) świetnie usuwa resztki po makijażu/filtrach. Od dłuższego czasu rzadko sięgam po detergent do mycia twarzy, ale wypróbowałam go w różnych wariantach i nie mam się do czego przyczepić. Noooo może do jednego ;) pojemności oraz braku dozownika.

Description: Gentle cleanser that foams without leaving any film. It is formulated to leave your skin hydrated without the tight squeaky feel of traditional (and  harsher) cleansers. Low pH ensures that the acid mantle of your skin is not disturbed.

W każdym razie było mi dane przekonać się, że przy bardzo intensywnej pielęgnacji obchodzi się ze skórą niezwykle delikatnie. Mała porcja żelu staje się wystarczająca, gładko rozprowadza się w dłoniach i przenosi na skórę. Ma dobrą przyczepność, bezzapachowy, w kontakcie z wodą tworzy bardziej delikatny mus niż pianę.

Z jednej strony tego typu produktów na rynku jest sporo, jednak zdaję sobie też sprawę, że dla skór zaburzonych, uwrażliwionych i bardzo wrażliwych poprzeczka zawsze się podnosi i nie jest tak łatwo dopasować produkt do mycia. Śmiało postawię go obok kultowego Cetaphilu, Dr Sam's Flawless Cleanser czy tym podobnych opcji. Jest to doskonały produkt wywiązujący się ze swojego przeznaczenia, koniec kropka :)

 

Wave Serum Hydration serum, serum nawadniające/nawilżające dlaczego ono jest ważne z punktu widzenia skóry, zwłaszcza w ujęciu poniższych składników wspominałam przy tej okazji /KLIK/ a wpis Moja skuteczna pielęgnacja: nawilżanie (mini przegląd produktów oraz ich rola) udziela odpowiedzi w wyczerpujący sposób na wiele pytań :)

Dawno już nie miałam w swoich zasobach niczego z zawartością mocznika i pomyślałam, że taka kombinacja składników może być bardzo interesująca. Formulacja została tak opracowana, by serum stanowiło spójny element w całym schemacie pielęgnacji. Wiem, że wiele osób oczekuje efektu WOOOW, jednak kluczem do właściwego działania jest min. stosowanie się do prawidłowego dopasowania względem realnych potrzeb skóry i jej kondycji. Tak, by wykorzystać walory danego produktu maksymalnie. Pewnie, coś może okazać się za słabe/uczulić/podrażnić ALE nie liczmy, że włożymy do naszego schematu randomowo wybrany kosmetyk (nawet taki za miliony monet) który będzie też używany bez składu i ładu po czym uznamy, że on nic nie robi. Po pierwsze nie damy szansy ani naszej skórze, ani samemu produktowi.

Description: SUPER packed with humectants and moisturizing ingredients. Includes a multi-molecular weight Hyaluronic Acid formulated to create a viscoelastic film on top of the skin and penetrate at multiple layers. Contains 5% Urea, Marine Hyaluronics (Pseudoalteromonas), and Plant Polysaccharides (Cassia Angustofolia). To top it all, this contains Pure Pentacyclic Triterpenes of Centella Asiatica that helps restore the moisture barrier and prevents damage to collagen.

Jak widać nie ma tutaj nic przypadkowego, każdy surowiec został starannie przemyślany i dopasowany. Bezzapachowa, lekka żelowa konsystencja szybko i sprawnie rozprowadza się na skórze, nie jest lepka ani tłusta. Świetnie współpracuje z Level Serum (przy okazji niweluje jego lepkość, co dla niektórych może być plusem) oraz Vitamin X.

Serum zamykane wybranym kremem bądź stosowane w pielęgnacji warstwowej nie sprawia problemów. Jest to naprawdę dobrej klasy serum nawilżające, od które zdecydowanie wywiązuje się z obietnic producenta. Bardzo mi też odpowiada w wariancie wzmacniania bariery naskórkowej. Dodam jeszcze, że dzięki takiej kombinacji składników łatwo jest je włączyć do dowolnego schematu bez obawy o dublowanie np. tak coraz bardziej popularnego niacynamidu. Idealnie też wpisuje się w koncepcję pielęgnacji kapsułowej, czyli mamy jeden produkt który bez względu na ułożony schemat i częstotliwość spełnia swoją rolę (niewątpliwa zaleta składu (betaina, mocznik, gliceryna, izomerat sacharydowy, pantenol, wąkrota azjatycka, aminikwasy, wielocząsteczkowy kwas hialuronowy itd.). Jednym słowem widać, że ludzie którzy za nim (i za resztą oferty) stoją doskonale wiedzą co robią i jaki efekt chcą osiągnąć!


Level Serum Even skin serum, jest to produkt skierowany do osób które oczekują efektu wygładzenia skóry, redukcji stanów zapalnych, poprawy jędrności oraz walczą z przebarwieniami. Dla mnie to serum stało się atrakcyjne głównie ze względu na zawartość N-Acetyloglukozaminy (kto pamięta o słynnym Holy Snails Shark Sauce albo o rewelacyjnym Neostrata Enlighten Illuminating Serum?) w połączeniu z niacynamidem, kwasem traneksamowym oraz genialnej reszcie załogi :D

Description: This is packed with melanosome transfer, MSH and tyrosinase inhibitors to reduce acne marks and scars, sun damage, age spots and other hyperpigmentation. It can also improve evenness of skin texture, minimize the appearance of fine lines and wrinkles.

Wodnista konsystencja o lepkim wykończeniu, ale nie takim tłusto lepkim, tylko zostaje pewnego rodzaju lepkość która kojarzy mi się z filtrem Babor oraz wszelkiego typu bazami w styli "gripping primer". Mimo wszystko ja nie czuję na skórze tego serum, wg mnie jest ono lekkie a tę lepkość łatwo można zamaskować/usunąć przy pomocy kolejnego produktu. Mnie ono odpowiada, ale na pewno różni się od SkinCeuticals Discoloration Defense Serum, za to w ogólnym odczuciu bliżej mu do Skinceuticals Silymarin CF Antioxidant Serum. Jeżeli ktoś zna drugi produkt, to mniej więcej wie czego się spodziewać :)

Podoba mi się skład, konsystencja i zachowanie na skórze. Czasami zacina się pompka, ale nie jest to specjalnie irytujące.


Vitamin X Antioxidant serum, jak sama nazwa wskazuje jest to serum antyoksydacyjne. Moją uwagę przyciągnęła całość, od doboru składników przez ich stężenia, pH po formułę. Znajduje się w nim 15% stężenie kwasu askorbinowego (L-Ascorbic Acid), kompleks antyoksydantów Trans-Resveratrol, EGCG, Genistein, Silymarin, Quercetin, Hesperidin Methyl Chalcone, Ferulic Acid o których można poczytać TUTAJ oraz to JAK została przedstawiona formulacja przez firmę. Żołte zabarwienie wynika z użytych składników, nie zawiera kolorantów.


Description: The Future Beyond C. Potent Free Radical scavenger cocktail that helps with general brightness of the skin and help the skin prevent damages leading to sun spots and inflammation.

Lekka i komfortowa konsystencja wnika w skórę bez efektu lepkości, obciążenia. Zapach typowy dla opcji z kwasem askorbinowym w roli głównej, ale odnoszę wrażenie że on dużo szybciej zanika i staje się dla mojego nosa neutralny.



Łatwo łączy się z innymi produktami, ja zazwyczaj dodaję coś jeszcze na nią i całość zamykam lekkim kremem bądź treściwym filtrem. To zależy od wielu czynników. Co do samego działania na razie się nie odniosę, ponieważ używam w rotacji serum Liq CC Rich jednak skóra dobrze reaguje, nic złego się nie dzieje i na pewno kupię kolejne opakowanie. Wtedy będzie okazja do skupienia się wyłącznie na Vitamin X :)

 


C.R.E.A.M. Ceramide Moisturizer, w skrócie to krem ceramidowy i szalenie podoba mi się hasło które zostało do niego zastosowane!

" It's not a moisturizer, not a serum, it's C.R.E.A.M."


Jeżeli śledzicie moje wpisy, to od dawna wiecie że mam ogromną słabość do kremów odżywczych nazywanych regeneracyjnymi, barierowymi, okluzyjnymi. Jednym słowem wszystkim tym opcjom, które sprzyjają barierze naskórkowej. Pewnie nigdy nie zagłębiłabym się bardziej w ten temat gdyby nie retinoidy i przygoda z retinolem, którą rozpoczęłam 4 lata temu. Wtedy okazało się, że większość tego co jest zalecana, omawiania nie do końca działa w przypadku mojej skóry. Nie było też za bardzo nikogo, kto jasno krok po kroku omawiałby co i jak. Klepane gotowe formułki w żaden sposób nie miały przełożenia na moje oczekiwania. Tak zaczęły poszukiwania idealnego preparatu :) Nie będę tutaj rozpisywać się za bardzo, ponieważ ten temat podjęłam w poprzednim wpisie oraz wyczerpałam go przy okazji publikacji Równowaga hydrolipidowa, czym jest, jak odbudować oraz podtrzymać w oparciu o fizjologię skóry/przykłady produktów oraz połączeń, gotowe zestawy

Natomiast gdy zaczęłam zapoznawać się z opisem Regimen Lab wiedziałam, że to właściwy kierunek!

C.R.E.A.M. is based on game-changing research that gives us a new understanding of how moisture moves through the skin. We use high-concentration ceramides to better replenish your skin’s natural barrier and aquaporins to help generate and lock in moisture.

Dwa zdania, które idealnie oddają to, czego można się spodziewać.

Description: C.R.E.A.M. is engineered around the concept of skin barrier and hydration. It’s main function is to deeply hydrate the skin by reinforcing the skin’s natural way of hydrating without interfering with the skin’s processes.

I krótkie uzupełnienie, które przekonało mnie, że chcę poznać.

Moimi faworytami bezdyskusyjnie są: SkinCeuticals Emollience & Triple Lipid Restore 2:4:2 /A. Florence Skin Rehab Light & Rich. SkinCeuticals wygrywa pod wieloma względami i gdyby A. Florence miała identyczną bądź zbliżoną konsystencję do nich, to postawiłabym znak równości ;)) Niemniej, by rzetelnie ocenić właściwości, to każdy z tych kremów mieści się w jednym przedziale i bez problemu postawię je obok siebie.



Jaki jest C.R.E.A.M.?

To jest ciekawe :D W pierwszym kontakcie konsystencja przypomina mi krem Nivea, ale jest ona lżejsza i ma lepszy poślizg na skórze. Gęsty, lecz nie za ciężki. Treściwy, jednak na pewno pozbawiony tłustości, lepkości. Warto rozgrzać go w palcach lub nakładać bezpośrednio na wilgotną skórę (od razu po serum, tonerze itd.) bo dzięki temu przyjemniej sunie na skórze i nie wymaga zbyt intensywnego rozcierania, wklepywania. Jestem mile zaskoczona formułą i zachowaniem na skórze. Co prawda lubię bardziej otulające kremy, ale to już wyłącznie moje preferencje co do samej konsystencji i odbioru jej przez skórę. W każdym razie świetnie spisuje się pod makijażem oraz filtrami jeżeli zachodzi taka potrzeba. W wieczornej/nocnej pielęgnacji także działa bez zarzutu, ale na pewno musiałam się przyzwyczaić do jego konsystencji i aplikacji. Dodam, że z powodzeniem zdarza mi się używać go na noc na usta (świetnie odżywia, wspomaga regenerację), na dłonie i punktowo na podrażnioną/przesuszoną skórę.

Po nałożeniu na usta nie polecam ich oblizywania tuż po aplikacji. Krem co prawda szybko wnika w nie i wklepany opuszkiem palca migiem zanika, lecz można przez kilka chwil poczuć pewnego rodzaju goryczkę. Natomiast to, co się potem dzieje, to MAGIA! Skóra ust jest jakby otoczona niewidocznym woalem, ponieważ po kremie nie ma śladu jednak jest ona zmiękczona, nawilżona a ewentualne spierzchnięcie/podrażnienie znika. Widoczne wypełnienie. Nie zostawimy tłustych śladów na kubku czy szklance. W zasadzie na ustach nie widać nic, co byłoby nałożone, za to odczuwalny jest efekt i działanie samego preparatu. W zasadzie każdy balsam/pomadka ochronna zostawia jakiś rodzaj warstwy mniej lub bardziej widocznej. Nawet klasyczny krem Nivea nałożony na usta ma emolientowe wykończenie. Tutaj tego brak. Kojarzy mi się on z różnego rodzaju bazami pod pomadki, lecz tutaj pielęgnacja jest intensywna, nie zmienia się faktura ust tzn. nie stają bardziej wygładzone/wypełnione. Dlatego wykorzystuję jego zalety w postaci bazy pod matowe pomadki. Co prawda nie toleruję wersji płynnych a jedynie tradycyjne, w sztyftach jednak i tak czuję dodatkowe korzyści z takiego połączenia. Bonusem wynikającym z takiego zastosowania jest także wydłużona trwałość barwionych błyszczyków, tradycyjnych pomadek oraz zaskoczyło mnie zachowanie balsamu Lip Glow Diora.

Z pewnością zamówię kolejne opakowanie, zwłaszcza że pojemność tego z zestawu to 30 ml a kiedy wybiera się osobno, to jest 50 ml :) /przy pozostałych produktach pojemności się nie różnią/

Na chwilę obecną oceniam go bardzo dobrze, używam z przyjemnością i czuję właściwe działanie. Mam co prawda pewnego rodzaju niedosyt, ale zakładam że większość osób będzie z niego naprawdę zadowolona. Mało jest tego typu opcji z uwagi na skład, które faktycznie działają.


Jak można podejrzewać ten zestaw jest do powtórzenia. Zawartość spełnia moje oczekiwania i przy pomocy kilku produktów można go idealnie rozszerzyć wedle potrzeb. Wpisuje się także w moją wizję pielęgnacji kapsułowej, czyli jednym słowem mniej znaczy więcej dzięki wykorzystanym składnikom oraz ich połączeniom. Czego chcieć więcej? :)


Pozdrawiam serdecznie :)

2 komentarze:

  1. Dopiero co przeżywam skincareOrgasm z Florence 🙈 a Tu kolejne cuda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można śmiało połączyć ofertę dwóch firm :) i wtedy będzie 2 w 1 :DDD

      Usuń

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...