M Brush by Maxineczka - czy kupiłabym ponownie? /recenzja/

 

W tym roku minie 9 lat od czasu premiery marki M Brush, za którą stoi Maxineczka. Jest to idealna okazja do przeglądu moich zakupów, ponieważ poza pierwszym zestawem pędzli tuż po premierze dokupiłam kilka z kolejnej serii Burgundy Collection. W podsumowaniu skupię się na pędzlach używanych regularnie. Opowiem również o zdublowanych egzemplarzach, które zostawiłam w Polsce, by nie wozić ich niepotrzebnie ze sobą. Co nie zmienia faktu, że na przestrzeni ostatnich lat i tak zabieram ze sobą najbardziej ulubione, niekoniecznie pochodzące z M Brush. O tym opowiem przy innej okazji.

Do tej pory na blogu pojawiły się 3 wpisy na temat M Brush

M Brush by Maxineczka - moje pierwsze wrażenia po 4 miesiącach /dużo zdjęć/

11 miesięcy z M Brush by Maxineczka /podsumowanie/ (dużo zdjęć)

Porozmawiajmy o pędzlach: M Brush by Maxineczka Burgundy Collection nr 24

Obecna perspektywa w kwestii wyboru pędzli i związanych z nimi detali jest inna. Przede wszystkim posiadam dużo bardziej rozbudowaną wiedzę nie tylko na temat samej produkcji, ale doboru, podziału włosia. Na pewno zakupy M Brush oraz pierwszej linii Wayne’a Gossa wpłynęły na poznanie tematu pod wieloma aspektami. Pędzle stały się nie tylko kolejnym narzędziem, ale również pewnego rodzaju pasją. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej na ich temat, by świadomie wykorzystywać ich atrybuty.

Nie będę teraz odnosić się do rodzaju włosia (chociaż częściowo to uczynię), ponieważ najbardziej miarodajne byłoby zrobienie tego w tym samym przedziale POD WARUNKIEM, że każdy model M Brush miałby pełną charakterystykę. A tego nie było i nadal nie ma. Od samego początku dostajemy lakoniczną informację pt. naturalne włosie kozy i NIC poza tym. A jeżeli mowa o produkcji pędzli w Japonii, to należałoby ten wątek rozwinąć i opowiedzieć więcej. W tamtym czasie (ale również to wciąż wygląda tak samo) produkcja pędzli M Brush jest owiana wielką tajemnicą. O ile rozumiem kwestie handlowe/konkurencję i wszystko, co z tym związane, to żadnym sekretem nie jest, że duże (oraz i małe manufaktury) w Japonii realizują zlecenia na zamówienie. Dużo na ten temat można dowiedzieć się od Soni G. oraz osób, które działają w społeczności japanese brushes/japanese fude. Dlatego, jeżeli już stawiamy na ręcznie robione pędzle z Japonii (ale nie tylko) warto poświęcić uwagę na zapoznanie się z tym zaganieniem. Włosie kozy to bardzo, ale to bardzo ogólnikowe stwierdzenie, za którym kryje się zarazem dużo i nic. Nie mamy żadnej wiedzy, która pomoże w ocenie przydatności i jakości włosia. Istotna jest pełna charakterystyka, która wskazuje na partie ciała z którego jest ono pozyskiwane oraz odmiana samej kozy. Podobnie jest w przypadku włosia wiewiórki. Jest to temat na inną okazję, do którego będę chciała wrócić. Jako ciekawostkę dodam, że jest około 15 rodzajów koziej sierści :) Najczęściej spotyka się 3 typy koziego włosia, które dzieli się ze względu na jego grubość, strukturę i to one wpływają na charakterystykę danego pędzla. Typ włosia również powiązany jest z ceną, co też chyba nikogo nie dziwi :) Zakładam, że M Brush w dużej mierze bazują na jednym z typów, czyli Saikoho. Podkreślam, to tylko moje podejrzenia na podstawie znajomości/posiadania pędzli z tym typem włosia oraz pędzlami Wayne’a Gossa. Ich Edycja z 2017 przyniosła wymianę włosia (kształty zostały zachowane). Farbowane włosie kozy zastąpiono na rzecz klasycznego. Była ona niemalże bliźniacza jak M Brush i mając te pędzle przed sobą odnosiłam wrażenie jakby pochodziły z tego samego katalogu ;))) a różnice jakie były, to wyłącznie inne trzonki, skuwki oraz napisy. Dodam, że premiera pędzli WG odbyła się w 2013 roku, więc dużo wcześniej niż MB. Cały zestaw, podobnie jak w przypadku M Brush, miał już białe włosie i został wykonany z włosia Saikoho. Jako, że M Brush swoją premierę miały 18 grudnia 2015 stawiam, że to będzie ten sam rodzaj włosia co WG. Pamiętacie czarne kartonowe tuby? Pędzle WG były sprzedawane w identycznych. Trochę żałuję, że nie zostawiłam sobie tych pędzli, ani zdjęć. W sumie nawet nie myślałam, że pojawi się takie podsumowanie oraz dużo bardziej pochłonie mnie tematyka samej produkcji. W każdym razie, zainteresowanych odsyłam na bloga Soni G. i wielu recenzji/prezentacji zamieszczonych w Internecie.

Ponadto włosie Saikoho jest niesamowicie jedwabiste, wręcz śliskie w dotyku i w zależności od rodzaju produktu łapie go mniej bądź bardziej. A jak wiadomo skala przyczepności ma duże przełożenie podczas wykonywania makijażu. Oczywiście to nie jest żadna wada, natomiast warto zrozumieć jak dany charakter włosia jest w stanie przenosić produkt na skórę, by potem w pełni korzystać z jego właściwości. Ten podział dotyczy każdego materiału narzędzi, który pozwala na idealnie dopasowanie względem używanych formuł kosmetyków.

W kwestii podobieństw odnoszę się do klasycznej, czarnej edycji M Brush, bo z kolei Burgundy Collection poza znanymi już modelami, zyskało zupełnie nowe. Obserwując różne firmy oczywiście można się dopatrzyć nawiązań, ale na chwile obecną chyba tylko Soni G. udało się przygotować bezkonkurencyjną ofertę. Dla kolekcjonerów i nie tylko :) Nie sposób też nie wspomnieć o ofercie Rephr, która mocno namieszała na rynku, zwłaszcza gdy szukamy ekonomicznych rozwiązań.

TYLE słowem wstępu. Krócej nie mogło być, ponieważ wszystkie elementy wpływają na udzielenie odpowiedzi na zadane pytanie w tytule.

Zakładam, że w M Brush wykorzystano włosie kozy typu Saikoho, które charakteryzuje się niesamowitą gładkością, miękkością i jest równocześnie jednym z najwyżej cenionych rodzajów koziego włosia. Pochodzi ono z klatki piersiowej kozy. W modelu 27 wydaje mi się, że użyto już włosia Sokoho, które również pochodzi z tego samego obszaru ciała, ale jest już ono dłuższe, cienkie i równie miękkie. W dotyku czuć różnicę pomiędzy pozostałymi modelami, ale to równie może wynikać z budowy i kształtu pędzla. Tak, jak wspominałam wcześniej, są to jedynie przypuszczenia na bazie porównań z innymi pędzlami, których specyfikacja jest podawana w pełni przez firmy, które je sprzedają. W każdym razie włosie M Brush jest jedwabiste, bardzo gładkie, miękkie, elastyczne i pomimo regularnego używania nie straciło na jakości.

W skrócie podzielę się swoimi przemyśleniami odnośnie każdego modelu, a następnie przejdę do podsumowania.

Gdybym z posiadanych pędzli miała wyłonić mojego faworyta, po którego też sięgam regularnie oraz zachwyca mnie pod kątem użytkowania, to będzie zdecydowanie nr 24 z linii Burgundy Collection. Został już opisany na blogu, więc nie będę powielać zawartych informacji w tamtym wpisie. Nadal chętnie korzystam z nr 04, choć tutaj o wiele lepiej wypada MAC 137 Long Blending Brush. Przez długi czas zachwycałam się nr 27, jednak ostatecznie spełnia funkcję zastępczą oraz awaryjną. Nie jest opcją pierwszego wyboru. Pozostałe pędzle do twarzy średnio lubię ze względu na kształty i ich budowę. Korzystam z nich, bo już są w moim posiadaniu. Natomiast żadnego z nich nie kupiłabym ponownie. To jest również pokazuje, jak zmieniały się moje preferencje na przestrzeni ostatnich lat.

Nr 22 w ogóle nie spełnia dla mnie żadnej funkcji. Jest to pędzel duo-fibre, popularnie nazywany skunksem bądź tradycyjnie jako stippling brush. Założenie względem funkcjonalności dobre, lecz budowa już niekoniecznie oferuje tę możliwość. Okrągły w przekroju, co tylko podkreśla dysproporcje. Nie odpowiada mi w żaden sposób. Jest za mały, do tego włosie za długie i zbyt rzadkie. Ilość oraz długość włosia naturalnego oraz syntetycznego ma dziwne proporcje, co w świetle objętości sprawia, że praca z nim nie jest komfortowa. Wpływa na to w dużej mierze część syntetyczna i być może, gdyby ona była krótsza oraz gęstsza, to doceniłabym jego funkcjonalność. Mistrzostwem pośród tego typu pędzli jest Sheer Buffer od Sonia G. Na swoim blogu zresztą Sonia tłumaczy na czym polega budowa takiego modelu, by miał on przełożenie w trakcie wykonywania makijażu. Tutaj w przypadku pędzla 22 tego zabrakło.

Teraz mała niespodzianka :) Pędzle do makijażu oczu na dobre rozgościły się w moim podręcznym organizerze i to na nich skupiłam największą uwagę. Kilka z nich zobaczycie tutaj zdublowanych.







*M Brush 05, 06, 07 nadal stanowią mój wymarzony zestaw, który został powiększony o 30,10, 29, 26. W razie potrzeby 10 oraz 06 mogę nałożyć rozświetlacz. 26 (włosie syntetyczne) wykorzystam do precyzyjnego nałożenia korektora, wyczyszczenia okolicy pod łukiem brwiowym, roztarcia kreski na dolnej oraz górnej linii rzęs, zaznaczenia wewnętrznego kącika oka oraz roztarcia konturu na ustach i nałożenia pomadki/błyszczyka. Przy nim brakuje mi tylko funkcjonalnej skuwki. Oryginalnie posiadał syntetyczną osłonkę, która nie przetrwała próby czasu ;) Jest to włosie syntetyczne, dość długie, bardzo elastyczne i niezbyt gęste. Spłaszczony kształt zapewnia zwartą strukturę włosia dzięki czemu ruch w każdą stronę jest płynny i trzyma nadaną mu linię. Czegoś takiego długo szukałam.

Nr 13, to z kolei opcja awaryjna. Cenię za rozmiar oraz idealną pracę z detalami, ale jest dla mnie nieco zbyt sztywny i czuję go na skórze. W tej kwestii nic nie jest w stanie przebić włosia wiewiórki. Z drugiej strony, jeżeli ktoś nie ma bardzo wrażliwej skóry, to pewnie nie odczuje w żaden sposób. Nie można odmówić miękkości oraz elastyczności, lecz szpiczaste zakończenie na skórze wzdłuż linii rzęs jest dla mnie odczuwalne. Nawet przy minimalnym nacisku nie da się pominąć charakterystycznej sztywności podczas rozcierania bądź wtłaczania produktu. Najchętniej rozcieram nim konturówkę po obrysowaniu ust. Lubię ten efekt zmiękczenia, które ładnie podkreśla i optycznie nieco powiększa usta.

06 nawiązuje do MAC 217 i pomimo że mam pędzel MAC oraz mnóstwo innych, które są zbliżone, to bardzo mi odpowiada M Brush. Idealnie mi się nim pracuje bez względu na długość trzonków.

10 i 29 to pędzle języczkowe. Płasko ułożone włosie różni jedynie wielkość oraz gęstość. 10 to świetny wariant do szybkiego makijażu np. jeden cień, szczytem pędzla zrobimy załamanie powieki oraz dolną linię rzęs. Przy jego pomocy utrwalam bazę pod cienie, nakładam rozświetlacz. Atutem jest rozmiar, wręcz skrojony na moją wielkość oczu. 29 i 07 idealne do detali oraz rozcierania dolnej i górnej linii rzęs. Przy czym oba są już nieco sztywniejsze i twardsze, ale mniej niż nr 13. Bez względu na siłę nacisku czuję włosie na skórze. Uwielbiam nr 5, za rozmiar, ułożenie włosia oraz odczucie podczas makijażu. Jest gęsty, nieco zbity ale wciąż puszysty i w kontakcie ze skórą czuję jedwabistą strukturę włosia. 30 to geniusz. Od tego kształtu rozpoczęły się moje poszukiwania podobnych pędzli. Długie i elastyczne włosie, puszyste zakończone płaskim czubkiem. Rewelacyjnie rozciera cienie do cudownej mgiełki.

Zdaję sobie sprawę, że ocena każdego pędzla, to niezwykle indywidualna kwestia. Nie ma gotowych poleceń, ponieważ jest to uzależnione od wielu zmiennych. Wybieranie pędzli przez Internet również ma swoje wady i zalety. Żaden pędzel bądź inne narzędzie nie będzie działać samodzielnie ;) Potrzeba minimum wiedzy, techniki oraz świadomości w działaniu. Natomiast dobre narzędzie, to zawsze połowa sukcesu. Pozostałe zależą od formuły kosmetyku, dopasowania itd. Można wymieniać bez końca, ALE jedno jest pewne. Dobrej klasy pędzle, dopasowane do naszych potrzeb i oczekiwań mogą sprawić, że makijaż stanie się łatwy, szybki i przyjemny. Nie ma nic gorszego niż drapiące i wypadające włosie, które nie do końca dobrze współpracuje z kosmetykami. Brakuje mu elastyczności, nie trzyma kształtu.

Jakość M Brush jest na wysokim poziomie. Nie będę czepiać się zarysowań na skuwkach bądź trzonkach, bo też nie kolekcjonuję pędzli i są regularnie używane. Bez względu na używane detergenty do ich czyszczenia, czy to na szybko bądź w pełni, włosie zachowało swoje pierwotne właściwości. Nie ma przebarwień, kolor jest jednolity. Ilość włosia, które wypadło od początku używania była naprawdę niewielka i czasami gdzieś tam przy okazji pojawią się pojedyncze sztuki w egzemplarzach do twarzy. Nie jest to na tyle znaczące, czy też wyróżniające się na tle innych pędzli z włosia naturalnego.

Jak dobrze pamiętam, to również logo oraz numerki na pędzlach zostały pokryte dodatkową porcją farby, aby zapobiec ścieraniu się lakieru.

Podsumowując wszystkie informacje (oraz ich brak ze strony producenta), moje wrażenia, zebrane doświadczenie postaram się odpowiedzieć na zadane pytanie w jak najbardziej rzetelny sposób.

Gdybym dzisiaj miała podjąć taką decyzję, to z pewnością nie kupiłabym pełnego zestawu. Wybrałabym jedynie pojedyncze egzemplarze i poświęciłabym dużo czasu na zebranie podstawowych informacji. W tamtym okresie nie było to możliwe z wielu powodów, do tego był to nowy produkt, a sama Maxi niezbyt chętnie udzielała wyczerpujących odpowiedzi na zadawane pytania. W pewnym momencie również odpuściłam drążenie tematu i kolejne zakupy.

Wyżej *wyróżnione modele do makijażu niezwykle lubię. Odpowiadają mi pod wieloma względami i stanowią świetne uzupełnienie mojego podręcznego zestawu. Jednak zdaję sobie sprawę, że łatwo je zastąpić na obecną chwilę. Nie będę ukrywać, lecz podczas dokonywania decyzji o zakupie w OGROMNYM stopniu decydują informacje od producenta. Te z kolei nie uległy zmianie od blisko 9 lat, więc czy to może się zmienić? Jeżeli doszłoby do tego, z pewnością rozważyłabym ten pomysł. Natomiast na chwilę obecną nie widzę takiej opcji. Bez problemu można wybrać fantastyczną ofertę Soni G., Rephr, Wayne Goss wypuścił nową odsłonę swoich pędzli. Do tego mamy bezproblemowy dostęp do japońskich firm, gdzie chyba tylko budżet może nas ograniczać. A może i nie :D Zwłaszcza pasjonatów!

M Brush w dużej mierze pokazały, że można dokonać rewolucji na polskim rynku. Postawiono na jakość oraz wprowadzenie japońskiej sztuki produkcji pędzli na nasz rynek. Potem pojawiło się dużo innych opcji, ale znów, w każdej brakuje mi pełnej transparentności oraz charakterystyki pędzli. Dla odmiany jest Muri Muri Beauty, gdzie choć ilość modeli jest mała, to są one wyjątkowo wielozadaniowe. Te pędzle również pochodzą z Kumano i są wykonywane ręcznie. O nich pojawi się osobny wpis, ale zainteresowanych odsyłam na mój Instagram, gdzie zostały zaprezentowane poszczególne modele.

Myślę, że Maxi poszła w dobrym kierunku, ale z różnych powodów nie zdecydowała się na ujawnienie wielu informacji, co w rezultacie pozostawia niedosyt. Możliwe, że gdybym nie wsiąknęła na dobre w temat produkcji pędzli, podziału włosia i wszystkiego co z tym związane – nie byłyby to główne wytyczne podczas zakupów. Stało się inaczej. Dla mnie liczy się rodzaj materiału, jego budowa i elastyczność, proporcje całego pędzla wpływające na jego ergonomiczność. Dopasowanie pomiędzy formułą kosmetyku a rodzajem włosia i tym, jak można z nim pracować. Nie szukam wyłącznie niesamowitej miękkości, bo ta też czasami bywa bardzo zwodnicza.

Zakupu M Brush nie żałuję, wręcz przeciwnie. To dzięki tym pędzlom zaczęłam jeszcze bardziej interesować się tematem i szukać dla siebie jak najlepszych rozwiązań :) Niemniej wydając te kilka lat temu prawie 800 zł na cały zestaw zupełnie nieznanych pędzli oceniam jako prawdziwe szaleństwo. Co jest (nie)małym paradoksem, z uwagi na modele z włosia wiewiórki, które mam w swoich zasobach. Oh well… ;)

Pewnie gdybym lata temu nie trafiła na bloga Soni Sweet Make-upTemptations, którego zawartość rozpaliła moją ciekawość i zainspirowała do dalszych poszukiwań, ten wpis by nie powstał ;) A tak, opowiedziałam Wam moją historię, która być może będzie pomocna i sprawi, że na pędzle do makijażu spojrzycie inaczej.

Pozdrawiam serdecznie :)

1 komentarz:

  1. Od wielu lat mam w swojej kolekcji 2 pędzle tej marki i przez większość czasu leżą odłogiem. Choć żadnemu z nich nie mogę zarzucić nic konkretnego, to nie jestem w stanie się do nich przekonać. Niechętnie po nie sięgam, a nawet jak myślę o użyciu któregoś, to zawsze znajdę lepszą alternatywę. Zdecydowanie nie trafiają w mój gust i wkrótce pójdą w świat.

    OdpowiedzUsuń

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...