Kosmetyczne niepowodzenia: Guerlain Lingerie de Peau Compact Mat Alive 02N Clair/Light & Giorgio Armani Lip Magnet Second Skin Intense Matte Color 506



Dawno już nic z kolorówki nie wywołało we mnie takiego rozczarowania jak w/w produkty, w zasadzie śmiało mogę nazwać je kosmetyczną klapą 2018 i choć próbowałam dać im kolejną jedną szansę, to niestety. Nie udało się. Z podkładami w kompaktach nie mam zbyt dobrej relacji, wyjątek stanowi La Prairie, jednak kiedy zobaczyłam zapowiedzi nowości z Guerlain pomyślałam, że będzie to dobra opcja. Nie wiem o czym wtedy myślałam, bo jego poprzednik nie zrobił na mnie dobrego wrażenia i powędrował cieszyć inną skórę :D Z kolei pośród płynnych pomadek uwielbiam Lip Maestro Intense Velvet Color 501 Casual Pink /recenzja/ i wstępne wrażenia związane z testowaną miniaturą Lip Magnet wygenerowały zakup konkretnego koloru. Jest to co prawda zupełnie inna formuła, lecz miałam nadzieję na równie udaną i długą relację, co z Lip Velvet. Zdaję sobie sprawę, że w kwestii kolorowych mazideł trudno zaspokoić moje wymagania i w żadnej firmie nie ma pewniaków, i tak też stało się w przypadku Armaniego.


Guerlain Lingerie de Peau Compact Mat Alive. Wybrałam wersję z kasetką (zadecydowały względy praktyczne) zawierającą duże lusterko (można kupić sam wkład) i z żalem stwierdzam, że z edycji na edycję opakowania tracą na jakości (dołączony jak zwykle welurowy pokrowiec, osobiście nie cierpię tych dodatków, bo łapią każdy brud i kurz. Dlatego z reguły od razu lądują w koszu). Wizualnie kasetka niby wygląda ładnie, lecz w trakcie użytkowania pojawiają się na niej zarysowania a wierzchnia część dodatkowo łapie wszelkie zabrudzenia które ciężko doczyścić i nie wygląda to dobrze. Ten, kto odpowiada za projekt wychodził chyba z założenia, że ona ma służyć do fotografowania i przechowywania w przeszklonej gablocie LOL W zestawie znajduje się dołączona dwustronna gąbka posiadająca przyjemny "meszek" dzięki któremu dobrze wciska kosmetyk w skórę, druga strona eliminuje pudrowe wykończenie, wygładza i jednocześnie pozwala budować pożądany poziom krycia. Niestety w regularnym użytkowaniu czyt. praniu w bardzo krótkim czasie zaliczyła kosz. Pomysł super, wykonanie/jakość przeciętne. Sam kompakt jest mocno perfumowany, ale to już domena Guerlain. Ma zapewnić średnie krycie o matowym wykończeniu i długotrwałym efekcie.


Kolor 02N Clair/Light - w trakcie aplikacji oraz podczas słoczowania widać w nim ciepłe brzoskwiniowe tony, lecz na mojej skórze staje się on neutralnym beżem. Najlepiej sprawdzić przed zakupem na własnej twarzy.


Producent zapewnia, że podkład stworzy na skórze matujący woal, zapewni idealną cerę i naturalne wykończenie makijażu. Mam z nim pewien problem, bo ile posiada bardzo przyjemną konsystencję i można go nakładać dołączoną gąbką, pędzlem lub gąbką BB, to wymaga ode mnie idealnie przygotowanej skóry. Nie jest to kosmetyk, który nałożę na szybko (a na takim mi zależało). Druga sprawa, od jakiegoś czasu mam problem z "suchymi" kosmetykami Guerlain (głównie pudry, kompakty i niektóre cienie i róże). O czasu do czasu pojawia się swędzenie, lekkie podszczypywanie skóry. O ile przy płynnych podkładach nie dzieje się nic, tak reszta kolorówki sprawia problemy. Nie mogę się także przekonać do ich pomadek oraz błyszczyków, przesuszenie i podrażnienie skóry ust pojawia się już po kilku aplikacjach. Kiedyś tak nie miałam, zwłaszcza że mam porównanie pomiędzy seriami z poprzednich lat a tymi obecnymi. Po trzecie i to już kluczowa część, ten kompakt po prostu nie jest dla mnie. Efekt matu jest za mocny, czuję go przez ładnych kilka godzin od nałożenia i przez to twarz wygląda niczym maska. Zanim zacznie on pracować na skórze na tyle, by dobrze się z nią stopił i tworzył naturalny woal potrzebuje naprawdę sporo czasu. A kiedy już dochodzi do tego momentu, to nagle skóra zaczyna się bardzo mocno przetłuszczać a ilość wyprodukowanego sebum jest trudna do ujarzmienia. Nie wygląda to dobrze, ponieważ widać nie tylko przetłuszczoną skórę ale nagle pory przypominają wielkie kratery, podkreślone są załamania skóry i wyglądam jakbym wróciła po trzydniowej imprezie :D


Pojemność 8,5 g/cena £43/PAO 12 miesięcy


Próbowałam różnych baz, połączeń i za każdym razem taki sam efekt. Dodam, że na filtrach wyjątkowo źle wygląda. Po kilku podejściach zrezygnowałam. Stosowany jako puder utrwalający z dużego puchatego pędzla nadawał ciężkości i nie wyglądało to zachęcająco (ciężko usunąć pudrowe wykończenie). Żegnam bez żalu, aczkolwiek wydałam na niego ok. £30 po rabacie i czuję gorycz porażki. Być może skóry tłuste, mieszane w stronę tłustej o wiele bardziej docenią właściwości kompaktu Guerlain.


Giorgio Armani Lip Magnet Second Skin Intense Matte Color 506 Fusion, w przypadku tej matowej pomadki w płynie wszystko mogło pójść nie tak. Ostatecznie tylko jedno nie wyszło, walory pielęgnacyjne. Z jednej strony brałam to pod uwagę, być może powinnam dokładniej sprawdzić miniaturkę żeby przekonać się jak to będzie między nami ;) Wysusza moje usta, na wiór. Jednorazowa aplikacja i kilka godzin z nią w roli głównej przynosi podrażniony kontur ust, przesuszone wargi na których pojawiają się suche skórki. To jest fenomen, bo przy wypielęgnowanych ustach, o które naprawdę dbam i staram się zapobiegać problemom Lip Magnet w tym konkretnym kolorze przyniósł totalne zniszczenie. Nie zamierzam też próbować innych kolorów. Z mojej strony to największy zarzut w kierunku tej pomadki, ale opowiem wam o dobrych stronach, bo mimo wszystko na to zasługuje. Warto zwrócić uwagę na jej konsystencję (pozbawiona tłustej lepkości), delikatna, gładko rozprowadza się, nie smuży, nie wylewa poza kontur ust. Zastyga dość wolno, więc w razie potrzeby można dokonać ewentualnej korekty lub dołożyć jeszcze jedną warstwę (ja preferuję delikatne roztarcie na granicy konturu ust, lubię podkreślić łuk kupidyna i kiedy noszę bardzo oszczędny makijaż, to usta grają pierwsze skrzypce. Co też w przypadku nawet takiego koloru może stanowić upiększającą klasykę). Aczkolwiek uważam, że ten konkretny odcień świetnie kryje przy jednorazowej aplikacji. Ładnie i naturalnie łączy się z czerwienią wargową. Niewątpliwym atutem jest rodzaj aplikatora, a raczej jego kształt, budowa oraz wykonanie. Dzięki niemu idealnie obrysujemy sam kontur ust i potem wypełnimy kolorem. Ilość produktu jaka na nim pozostaje w pełni wystarcza do pokrycia ust. Po zastygnięciu pomadka posiada matowe wykończenie pozbawionego suchości. Ona pracuje na skórze i zgodnie z nazwą zachowuje się niczym druga skóra


Dobra trwałość (faktycznie potrafi utrzymać się do 8 godzin), ale wiadomo, podczas jedzenia i picia zacznie zanikać. Natomiast dokonuje się to  bardzo naturalny sposób, bez wykruszania. W razie potrzeby można też odświeżyć kolor bez konieczności zmywania jej całkowicie. Fajnie też wygląda, gdy w chwili zanikania wklepiemy odrobinę balsamu do ust.


Odcień 506 Fusion wchodzi w skład gamy różowych odcieni, pośród których znajdziemy typowo kolory nude po jasną fuksję. Nie jest zbyt jasny, ani zbyt ciemny, ale uważam że dobrze pasuje na co dzień jak i na wieczór. Uniwersalny kolor. Na dodatek w zależności od światła, wydaje się mniej bądź bardziej nasycony. Mam jasny pigment skóry warg, więc u mnie on wypada jak róż podbity czerwienią.


Pojemność 3,9 ml/cena £31.00/PAO 12 miesięcy


Lekka matowa pomadka bez efektu suchej skorupy, do tego rewelacyjny aplikator. Niestety nie jestem jej w stanie nosić. Wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, lecz na pewno w mniejszości. Dlatego mimo wszystko zachęcam do przyjrzenia się jej z bliska :)

Pozdrawiam serdecznie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...