Recenzje w pigułce: Josh Rosebrook, Stratia, Aesop, su:m37, Alkemie, Miya, Filorga, LRP, Lilla Mai, Anwen, ESPA.



Mam spore zaległości na blogu, więc postanowiłam że niektóre kosmetyki opiszę "ku pamięci" w zbiorczym zestawieniu. Do niektórych wracam i wracać będę, lecz większość z nich to typowe "jednorazówki", których ponownie nie zaproszę na półkę z różnych względów. Powstał ciekawy materiał i zapraszam do lektury :)


Josh Rosebrook Hydrating Accelerator, mgiełka którą dostałam w prezencie urodzinowym od Martyny była na mojej zakupowej liście od dawna. Wiele osób się nią zachwyca, chwali i rekomenduje. Było we mnie sporo dystansu i jakoś długo wstrzymywałam się z zakupami, ale kiedy do mnie trafiła nie protestowałam. Skład mgiełki jest długi i bogaty, w sumie to takie coś pomiędzy mgiełką a esencją i serum. Sięgnęłam po nią w okresie ekstremalnych upałów i specjalnie dużego wrażenia nie wywarła, miałam w tamtym czasie dużo lepiej działające produkty. Starałam się z niej wycisnąć maksimum możliwości, co szło bardzo opornie. Odniosłam także wrażenie, że właściwości HA były mocniej odczuwalne gdy połączyłam go z wybranym tonikiem/esencją/mgiełką. Stanowi udany odświeżacz w ciągu dnia. Plus za świetny atomizer, który rozpyla M G I E Ł K Ę! (Resibo ucz się! że można przy bardzo bogatym składzie zapewnić idealnie dopasowany atomizer, który nie wydobywa z siebie skoncentrowanej dawki a'la strumień płynu --- /recenzja/ Toniku nazywanego mgiełką). Ładnie pachnie :) Największą różnicę podczas stosowania zauważyłam, gdy sięgałam po HA podczas aplikacji maski The Bean Mahalo. Ona nie zasycha aż tak szybko, lecz lubię sobie wydłużyć czas użycia i zwilżam przy pomocy różnych "psikadeł". No i padło akurat na Josha. Sprej wspaniale podkręca właściwości maski i takie połączenie odkryło dodatkowe walory. Jak można się domyślić, planuję wrócić do niego, by dalej czynił magię w połączeniu z Mahalo. Jednak oceniając kosmetyk samodzielnie, to wypada przeciętnie. Coś w nim jest, lecz moja skóra nie do końca była w stanie to rozpoznać/docenić ;)


Hydrating Accelerator dostępny jest w dwóch pojemnościach 60ml/£22.00 oraz 120ml/£35.00 - można kupić na Cult Beauty, Reina Organics i co tam jeszcze Google podpowie :D


Stratia Liquid Gold, kolejny hit z Internetów. Sięgnęłam po tę emulsję/lotion/serum (bardzo ciekawa konsystencja, którą trudno jednoznacznie nazwać. No i nazwa, w punkt.) kiedy podczas pierwszej serii z retinolem moja skóra przeszła niezły Armagedon (na własne życzenie ;) o czym pisałam TUTAJ). To jest bardzo dobry preparat odbudowujący, naprawiający barierę naskórkową, wspomagający nawilżenie/odżywienie i przywracający równowagę skórze jednak z racji, że od ręki mogę kupić wiele podobnych kosmetyków nie zamierzam już do niej wracać. Zamówienie z USA z firmowej strony nie jest kłopotliwe, ale coraz bardziej cenię sobie dostęp "na już", bez dłuższego czekania. Jeżeli Stratia zyskałaby oficjalnego dystrybutora w Europie, robiłabym zakupy. Wracając do emulsji (tak mi się kojarzy z konsystencji oraz zachowania na skórze) w składzie znajdują się trzy rodzaje ceramidów, kwasy tłuszczowe, cholesterol, niacynamid. Nasycony żółty kolor wynika z zawartości oleju z rokitnika (tak, to jeden z kwasów tłuszczowych), jest to dość treściwa formuła. Niezbyt lekka, ale też nie do końca zawiesista bądź tłusta. Lubiłam używać jej pod filtr w okresie jesienno-zimowym bądź też solo pod makijaż, a z kolei latem stanowiła produkt zamykający schemat pielęgnacji. Gotowe zestawy pokazywałam na Instagramie KLIK! Chętnie sięgałam po LG podczas kuracji retinolem Liq CR, sprawdzała się pod jak i na retinol. Przygodę z Liquid Gold uważam za bardzo udaną, jednak nie ukrywam, że mam innych faworytów z tego przedziału.


Aesop Parsley Seed Anti-oxidant Facial Toner, kiedyś tak bardzo go chciałam :) Zużyłam trochę sampli, po których nabrałam ochoty i w prezencie urodzinowym Martyna sprezentowała mi butlę o pojemności 200 ml/PAO 9 miesięcy. Początek był OK, jednak im częściej po niego sięgałam czułam się przytłoczona...zapachem. Wpakowano do niego TYLE lawendy, że nawet ja, fanka takich aromatów stwierdziłam, że to nie dla mnie. Od czasu do czasu tuż po aplikacji zaczęło się także pojawiać zaczerwienienie i tym samym pożegnałam się z tonikiem. Przy tej okazji też na dłużej pochyliłam się nad ofertą Aesop przeglądając składy, po czym stwierdziłam "nigdy więcej".


su:m37 Secret Essence, skuszona do zakupu przez Illusionofyouth pomyślałam, że dlaczego nie :) poza tym ciekawy skład INCI i zamiłowanie do esencji doprowadziły do szybkiego zakupu. Esencja ma konsystencję jakby mocno rozwodnionego żelu (trudno to opisać), bo nie jest to typowo wodna formuła, pod palcami czuć delikatny poślizg aczkolwiek na mojej skórze nie pozostawiała lepkiego czy też tłustego wykończenia. Skóra była zmiękczona, nawilżona, ukojona. Najchętniej używałam jej wieczorem łącząc z ELAN z NIOD. Eleganckie szklane opakowanie, butelka jest naprawdę masywna. Raczej już ponownie nie kupię, ponieważ identyczne efekty uzyskuję dzięki innym produktom jak np. esencja SK-II, Balancing Toner Leahlani, lotion Kuramoto, czy też SK-II Cellumination Mask In Lotion oraz odkrytej kilka miesięcy temu Snow Fungus Mask z Arkany. Jak widać wybór jest duży :)


Alkemie no 5 Rise and Shine Nourishing Body and Face Cleansing Gel - Dość rzadka konsystencja, która nie przekłada sie na wydajność a pompka niewiele pomaga. Największym minusem jest dla mnie zapach, żel w kontakcie z woda przypomina mi opary benzyny wymieszanej z cytrusami... Jest łagodny, świetnie spisuje sie przy wymagającej skórze, jednak jego aromat sprawia, ze był to pierwszy i ostatni zakup. Wątpię czy zdecyduje sie na inne produkty, zwłaszcza ze wybór na rynku ogromny. Test pH /KLIK/

Taaa, taki był zamiar po czym w grudniu kupiłam piankę do mycia twarzy z Alkemie LOL Mimo wszystko więcej zakupów z tej firmy nie przewiduję, w prezencie też nic nie chcę.

Anwen Mint It Up szampon peelingujący, Sądziłam że zastąpi maskę oczyszczającą Phenome (marzenie! nie ma mowy) szybko okazało się to nierealne. Zużyłam ok. polowy opakowania i dałam spokój. Dobrze oczyszcza, włosy po nim są odbite od nasady, nieco szorstkie (gdyby były dłuższe potrzebowałabym odżywki do rozczesania) i na tym koniec. Najbardziej irytującym elementem są zatopione drobinki. Pomimo bardzo krótkich włosów nie jestem w stanie dotrzeć nimi do skóry głowy, a jeszcze gorszą cześć stanowi wypłukanie ich. Dziady jakby przyklejają się do włosów i etap spłukiwania stanowi wyzwanie. Ostatecznie korzystałam z niego wyłącznie pod prysznicem, bo wiszenie nad wanna przez ok.5 -10 minut przestało mnie bawić. Zalecają by użyć maski lub odzywki w celu łatwiejszego wyplukania, tylko że wtedy moje włosy staja sie obciążone (tracą odbicie od nasady, które zyskują po samym szamponie, są po prostu oklapnięte. Co dziwne, ta sama maska/odżywka w innej kombinacji nie daje takiego efektu). Szampon nie wpłynął w żaden sposób na ograniczenie swędzenia (jeżeli występowało), o efekcie złuszczania się nie wypowiem (tutaj przydałaby sie sesja u trychologa przed/w trakcie i po). Za to przez cały dzień włosy były świeże, aczkolwiek następnego dnia musiałam juz je umyć (rano były przetłuszczone, co rzadko mi sie zdarza). Maskę do włosów wysokoporowatych lubię, sprawdza się choć póki noszę bardzo krótkie/krótkie włosy kupować ponownie nie zamierzam. Nowości pośród odzywek tez odpuszczam. Dostałam za to olej do włosów średnioporowatych, który używam do ciała ze względu na fantastyczny zapach *_*


Miya mySUPERskin Lekki olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy, dostałam go od Simply i bardzo się ucieszyłam. Po pierwsze producent obiecuje wiele, a on średnio sobie radzi z demakijażem i choć powinien emulgować, bo zawiera emulgatory, to nic takiego nie ma miejsca. Wybaczyłabym stosowanie płatka, jednak sam w sobie niezbyt dobrze rozpuszcza kolorowe kosmetyki. Z demakijażem twarzy, takim bardzo podstawowym także sobie nie radzi. Do oczu nie używałam, nie mam zaufania do niczego, co jest tak mocno perfumowane. Owszem, zapach bardzo przyjemny, tylko co z tego... Zaskoczyła mnie cena - 34,99 PLN/140ml, to dość sporo jak na TAK BARDZO niedopracowany kosmetyk! Dziękuje, wolę dołożyć drugie tyle i mięć produkt który działa zgodnie z przeznaczeniem i nie sprawia problemów. Nakładałam "na sucho" i do idealnego demakijażu potrzebne są dwie tury, a potem micel bądź mleczko, by mieć pewność że nie mam już żadnych resztek makijażu. Wtedy dopiero mogę przejść do mycia twarzy :) To trochę za dużo jak dla mnie :D Przyzwyczajona jestem do działania na innym poziomie, no i niestety, ale obietnice producenta nijak się mają do faktycznego zachowania kosmetyku.


Zanim się za niego zabrałam miałam okazję przeczytać kilka recenzji i myślałam sobie "ej nie może być tak problematycznie", ale jednak ;) Sama mieszanka jest przyjemna, podoba mi się zapach i lubię darczyńcę :D to są moje plusy :))) Odnoszę wrażenie, że ktoś nie do końca dopracował formulację i stąd taka niespodzianka. Może zostało to poprawione, nie wiem, nie przewiduję tego sprawdzać.


Filorga Optim-Eyes Patch, żelowe płatki od oczy redukujące opuchliznę i cienie pod oczami, wygładzają zmarszczki. Kupuję je od dawna, z biegiem czasu firma zastosowała nowe rozwiązanie dla samych płatków, które są pakowane w osobne blistry po dwie sztuki i uważam to za bardzo dobre posunięcie. Lubię po nie sięgać w razie potrzeby, zostawiam nieco dłużej niż sugerowane 15 minut. Najczęściej w tym samym czasie sięgam po maskę lub podczas makijażu oczu. Dla mnie to udany produkt pomocniczy, który sprawdza się i mogę liczyć na jego działanie. Trzymam je w lodówce, więc dodatkowo dochodzi element chodząco-kojący :)

La Roche Posay Toleriane Ultra Night Soothing Intense, kupiłam ten krem z myślą o pielęgnacji nocnej ze względu na zawartość Neurosensyny, która ma silne działanie kojące, ponadto kompleks (Karnozyny/witaminy E) zmniejszający zaczerwienienie stanowił dodatkowy wabik. Krem przeznaczono do pielęgnacji twarzy oraz okolic oczu. 


Lekka, żelowa konsystencja sprawia przyjemność podczas aplikacji, dobrze się rozsmarowuje na skórze szybko w nią wnikając pozostawiając uczucie ukojenia bez lepkiej warstwy. Działanie oceniam na dobre, chyba spodziewałam się czegoś więcej, bo np. serum-maska Liq Ce daje w moim przypadku lepsze efekty. No i jest dużo tańsza. Niemniej krem jest dobrą opcja dla cer tłustych, mieszanych zwłaszcza na wiosnę i lato. W okresie zimowo-jesiennym przy retinolu czułam potrzebę łączenia z czymś bardziej treściwym, był bardziej jak serum niż krem. Atutem jest próżniowe opakowanie oraz pompka w roli aplikatora.


Lilla Mai dwufazowy płyn do demakijażu, 100 ml płynu na bazie hydrolatu z melisy i rumianku rzymskiego oraz oleju z pestek moreli i ze słodkich migdałów, do tego gliceryna, glukonolakton i olejek eukaliptusa cytrynowego. 

Demakijaż twarzy przy pomocy płynu, to prawdziwa przyjemność. Skuteczny. Radzi sobie z filtrami oraz "pełną szpachlą" przy czym wystarczy kilka porcji i jeden duży płatek, lekko tłustą powłoczkę usunie pianka/żel lub płyn micelarny. Sprawdziłam tez jak radzi sobie z demakijażem oczu i tutaj choć działa równie szybko, tak pozostawia na oczach mgłę i nieprzyjemne uczucie ciężkości. Unikam takich kosmetyków, ale dla mnie to przede wszystkim płyn do demakijażu twarzy i z tej części wywiązuje się bez zarzutu. Fazy łączą się szybko i na dość długą chwilę.
Największym problemem jest dla mnie opakowanie/dozownik. Szkło OK, ale ze względu na dozownik na szyjce butelki osadzają się resztki płynu, który spływa na zewnątrz i jest mało poręczne/bezpieczne. Aplikatorem jest pipeta (beznadziejny pomysł) która zastąpiła pompkę (w poprzedniej wersji były kiepskiej jakości i przeciekały, takie info otrzymałam od właścicielki firmy), była też zupełnie inna niż ta na zdjęciu z opakowania zastępczego. Tak naprawdę przez 3/4 opakowania męczyłam się z pipeta i zastanawiałam się nad lepszym rozwiązaniem. I tadam! Tego typu pompka działa prawidłowo, nasączenie płatka czy tez aplikacja na dłoń nie stanowi już wyzwania. Może firma pomyśli nad zmianą? Sama z pewnością kupie kolejne opakowanie i przeleje zawartość do takiego pojemnika (przyjazne nie tylko ze względu na podróże). Podoba mi się, ze płyn nie tylko wywiązuje się ze swojego zadania ale przede wszystkim jest przyjazny dla mojej skory. Nie podrażnia, nie wywołuje zaczerwienienia i zapach trafia w gusta.


Jest to mój jedyny ulubiony kosmetyk z Lilla Mai, co prawda poznałam tylko szampon rozmarynowy oraz wygładzający balsam do ciała na bazie masła kakaowego, lecz żaden z nich nie zachęcił mnie do powtórki bądź ponownych zakupów.



ESPA Pink Hair and Scald Mud, fantastyczna formuła, łatwy i przyjazny sposób aplikacji a do tego pięknie pachnie. I na tym koniec, ponieważ w moim przypadku nie sprawdziła się tak jakbym mogła na to liczyć w oparciu o zapewnienia producenta. O ile na skórę głowy faktycznie zadziałała, tak włosy po jej użyciu były mocno przyklapnięte i nadawały się do kolejnego mycia. Wyglądało to fatalnie... Szkoda, bardzo żałuję, bo podobała mi się budyniowa konsystencja, która była gładką różową masą i nie brudziła podczas użycia, ani też nie zmuszała do żadnych dodatkowych czynności. Nieskomplikowane stosowanie oraz fajna formuła sprawiły, że miałam nadzieję na dłuższą znajomość. Nie udało się.



Na zakończenie po jednym zdaniu: Biotherm Lait Corporel Anti-drying body milk (na zdjęciu zabrakło mleczka pod prysznic z tej samej serii), ale chcę podsumować całość - R E W E LA C J A - mleczko do ciała chwaliłam nie raz /recenzja/ Z przyjemnością wracam i dziękuję Simply za super prezent! Zestaw Clochee seria Sensitive Delikatny szampon do wrażliwej skóry głowy & Delikatna odżywka do włosów wrażliwych dostałam od Moniki (Leśne Runo) - odżywka jest udana, lecz moim faworytem został szampon. Opakowanie tylko mało trafione (utrudnia dozowanie), jest on bardzo rzadki/wodnisty, ale zdecydowanie sięgnę po niego w najbliższych miesiącach. Wtedy też pojawi się pełna recenzja :) Victoria's Secret Minty Shine Refreshing Lip Gloss, zniewalająca opcja dla miłośniczek prawdziwej mięty (tej mocno aromatycznej, lekko słodkiej z efektem chłodzenia) w składzie Mentha Piperita (Peppermint Oil). Na lato C U D O, uwielbiam takie błyszczyki. Konsystencja jest gęsta, ale dobrze trzyma się na ustach i zanika bez uczucia ściągnięcia. Transparentny a wykończenie typowe dla efektu tafli. Oskia Citylife I-zone Balm, nie kupujcie tego... coś tragicznego, bardzo tłusta konsystencja z perłowo-różowym połyskiem i na dodatek za żadne skarby nie chce się wchłaniać. Uwielbiam ofertę Oskia, lecz tym razem wypuścili mega gniota za ogromną ilość monet (którego chyba mało kto chciał kupować, bo ten balsam przewijał się przez n-tą ilość darmowych giftów w UK LOL). Moja Farma Urody, oleje do skory wokół oczu, do cery delikatnej i wrażliwej oraz do cery naczynkowej.. Hmmmmm żaden nie trafił jakoś specjalnie w moje potrzeby i zużyłam do ciała. W tym pakiecie prezentowym od Martyny były także sample kremów do cery naczynkowej i do cery wrażliwej, które dużo bardziej mi się spodobały aczkolwiek określenie "krem" to za dużo powiedziane ;) To raczej sprasowane oleje, w każdym razie do nich mogłabym wrócić zimą. BELIF – The True Cream – Moisturizing Bomb (duże miniatury dostałam od Martyny :* dziękuję bardzo!) gdzie wciąż próbuję się przekonać do tego kremu (zaczęłam ten proces latem i dobrnęłam do zimy :D). Jakoś tak bez szału ;) Polny Warkocz Rumiankowa esencja micelarna, naturalny płyn do demakijażu - (nie wiem/nie znam się :D) firmy zwariowały na punkcie (nad)używania nazwy "esencja". Rozumiem, że to przyciąga klienta, do tego fala popularności japońskich/koreańskich esencji robi swoje, ale... PO CO?! Polny Warkocz sam się obroni. Mnie się spodobał ten płyn micelarny, co prawda używam miceli wyłącznie do twarzy, lecz robi to, co do niego należało. Szkoda tylko, że mała pojemność. Hasiaczku :* dziękuję za prezent!!! Spodobał mi się na tyle, że kupiłam inne warianty i za jakiś czas podzielę się nią z wami. A co :)

Dziękuję za uwagę :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...