Kwiecień, podsumowanie miesiąca


Wyjątkowo szybko ten miesiąc minął u mnie a jak w Waszym przypadku? 

Nie wszystkie zaplanowane rzeczy zdążyłam wykonać, ale trudno. Pomyślałam za to, że co jakiś czas przygotuję podsumowanie miesiąca i w taki oto sposób przybliżę o czym pisałam w minionych dniach, zaprezentuję najbardziej popularne posty.

I tak zaskoczyłyście mnie Moje Drogie, ponieważ:

- notka z zakupami marca wzbudziła równie duże zainteresowanie jak odświeżanie garderoby, czy spacer w deszczu :)

-lakiery do ust Shiseido oraz podkład Guerlain Parure de Lumiere spotkał się z ciepłym przyjęciem

- natomiast zaprezentowane spraye do włosów z Yves Rocher pokazały, że lubicie takie krótkie zwiastuny. Tym razem z tego materiału żadnej recenzji nie będzie, bo kosmetyki nie wzbudziły we mnie dobrych emocji. W zasadzie to szkoda czasu na nie...

Oczywiście to nie były wszystkie posty, ale uznałam, że wybiorę te naj naj naj :D

Korzystając z okazji do podsumowania zaprezentuję także moje kwietniowe zakupy.


Nie było tego dużo, a świetle ostatniego szaleństwa kupuję wyłącznie to, co jest potrzebne/przydatne i zostanie dobrze wykorzystane.

Najważniejszym punktem stał się zakup Poshe, który miałam na uwadze od jakiegoś czasu za sprawą lepszego składu INCI. Seche Vite akurat było na wykończeniu, postanowiłam zrobić sobie małą odmianę.

Sally Hansen wpadła w ręce spontanicznie. Mam kilka preparatów, które lubię i dobrze mi służą. Postanowiłam zaryzykować po raz kolejny.

Max Factor Clum Defy wersja wodoodporna, czekałam na nią! Klasyka pokazywałam tutaj i stał się on ulubieńcem, który zasługuje na osobną recenzję. Co prawda ma pewne wady, lecz więcej zalet. Z moimi rzęsami współpracuje idealnie, więcej nie potrzebuję.

Zamian Gold Cacao Pack poznałam dzięki Tekashi i wiedziałam, że musi być moja. Przepadłam dla tej maski, idealnie wpasowała się w moje potrzeby oraz obecny zestaw pielęgnacyjny.

Korektor Kat von D to był naturalny krok po tym jak dostałam w swoje ręce podkład Lock It, który prezentowałam na bazie próbki w tej notce KLIK!

Wizyta w TK Maxx polegała na znalezieniu maseł Nip + Fab, o których dowiedziałam się od Iwetto :* Były po £5 więc stwierdziłam, że warto spróbować :) a do zestawu dołączył jeszcze Naturaleve Problem Solving Balm

Brush Guard to elastyczne siateczki, które wypatrzyłam na YT. Postanowiłam uruchomić eBay w tym celu :D Stwierdziłam, że nie ma sensu wydawać majątku na coś totalnie nowego i kupiłam jedną rolkę. Byłam pewna, że to dużo lepsze rozwiązanie, bo pociąć to sama potrafię :D

To był strzał w 10-tkę i pokażę wkrótce z bliska, jednak do suszenia pędzli do makijażu twarzy to absolutnie się nie nadaje.

Dokupiłam jeszcze dwie sztuki, które poprzycinam do reszty pędzlowej gromadki bo jest to dobre rozwiązanie pod kątem podróży i nie tylko.
Pasta Macleans wpadła do koszyka za sprawą Leny :* Zaciekawiła mnie :)

Suplement Phyto zaprezentuję wkrótce z bliska, jest już w użyciu. Original Source uwielbiam także jak zobaczyłam nowy wariant zapachowy pomarańczowo-cynamonowy nie mogłam sobie odmówić.

Lakiery Nfu.oh to moja mała fanaberia i spełnienie starego chciejstwa. Wybrałam na początek dwa kolory 053 Blue lago on i 047 Tai Punch, którymi jestem oczarowana ♥

Na tyle byłoby zakupów w kwietniu :) Parę rzeczy przełożyłam na potem, poza tym przede mną pobyt w Polsce i Duty Free więc spokojnie sobie czekam. Poza tym planuję dodatkowe porządki.

Coś ciekawego kupiłyście w tym miesiącu? Czy też raczej spokojnie, bez szaleństwa?

Pozdrawiam!

PHYTO Phytophanere - wspomagam się :)




Phytophanere to suplement diety, kapsułki wzmacniające włosy i paznokcie. Wg producenta poprawia wzrost i wygląd, przywraca naturalne piękno, elastyczność i blask.


Dlaczego wybrałam akurat ten preparat? Po bardzo udanej przygodzie z Merz Spezial, o której możecie przeczytać tutaj – Merz Spezial moje 50 dni zdecydowałam się parę miesięcy później powtórzyć kurację. Efekty były tak samo dobre i na pewno będę chciała zrobić jeszcze pewne podsumowanie a może porównanie z obecnym preparatem. Minęło parę miesięcy i pomyślałam, że dobrze będzie ponownie sięgnąć po tzw. wspomaganie. Pośród różnych preparatów postawiłam, na Phytophanere, ponieważ firmę poznałam od strony szamponów i serum do włosów, które zrobiły dobre wejście. Niestety za wiele opinii nie spotkałam, jedynie zdawkowe komentarze lub podsumowania. Poszukałam składu, oceniłam, że warto.

Opakowanie zawiera 120 tabletek, które przypominają rodzynki w czekoladzie:) Komfortowe w użyciu, nie sprawiają problemów. Niby przy MS nie miałam problemów, ale jest różnica w wielkości i to znaczna.

Cena ok. £30 w zależności od miejsca.

Zawartość ma starczyć na 2 miesiące, przy zalecanej dawce 2 kapsułek dziennie. Pełna kuracja ma być przez 3 miesiące. Póki, co zdecydowałam się na jedno opakowanie i będę wypatrywać rezultatów. Na pewno podzielę się spostrzeżeniami oraz uwagami.

Wiem, że nie każda z Was jest zainteresowana taką formą, ale mnie zależy mi włosy i paznokcie dostały dodatkową porcję wspomagania. Staram się dobrze odżywiać, lecz efekty po MS były bardzo dobre i został on utrwalony na dłużej. Nie traktuję tego typu środków, jako wyłącznego i jedynego rozwiązania. Raczej dodatek, który występuje obok zdrowego odżywiania, ale nie czarujmy się, bo nie zawsze mamy ochotę na wszystko, co jest wyłącznie zdrowe. Sama lubię dobre jedzenie i od takiego nie stronię:)

Spotkałyście się z tym suplementem, a może wybieracie coś innego lub całkiem odrzucacie tego typu metody?

Pozdrawiam!

Illamasqua Baptiste



Dawno temu ogromnie marzył mi się ten kolor, ale jakoś ciągle było nie po drodze. Obejrzany na wielu zdjęciach jawił się, jako fiolet idealny, czy taki się okazał?

Dzięki Marti: * weszłam w jego posiadania, przy okazji dobrałam jeszcze inny odcień, by nie było mu smutno samemu: D Z Illamasqua mam jeden problem, niby dużo chcę, ale jak wchodzę na ich stronę, to nic dla siebie nie widzę. Ląduję w zakładce z lakierami i... Dumam. Pewnie decyzja byłaby łatwiejsza gdybym miała kilka kolorów na krzyż, ale tak nie jest.

Ostatecznie zaspokoiłam swoje pożądanie i lakier czekał na premierę od stycznia: D Ciągle było nie po drodze, a to coś innego, a to zapomniałam lub paznokcie nie bardzo nadawały się do pokazania... Teraz też nie jest idealnie, ale oswoiłam brak długości i maluję do woli. 

Z tym lakierem mam trudną relację. Nie lubię go, przymierzałam się kilka razy do pokazania i za każdym razem nie byłam zadowolona. Tak naprawdę uwodzi mnie jedynie kolorem, cała reszta od konsystencji przez pędzelek i uchwyt jest mało komfortowa dla mnie. Już dawno nie miałam tak problematycznego technicznie produktu.

Pędzelek jest dość długi, ale wiotki i przy krótkich paznokciach źle prowadzi się po płytce. Przyzwyczaiłam się do szerokiego i gęstego włosia, tym razem tego brak.

Konsystencja lakieru rzadka, rozlewa się zalewając skórki, trudno nad tym zapanować. Kolor jest mocny, nasycony, co za tym idzie korekta po wykonaniu manicure jest mało komfortowa, bo albo go naruszymy i będzie to mocno widoczne lub każda poprawka od razu wymusi malowanie od nowa.... Nie wiem, co jest gorsze, ale przy tego typu kolorach każde niedociągnięcie jest bardzo widoczne i aparat wyłapuje to w stylu „nie ma zmiłuj się”. Stawiam, że gdyby wymienić pędzelek oraz aplikator, to będę o wiele bardziej zadowolona.

Uchwyt, aplikatora to najmniej ergonomiczny dodatek, z jakim przyszło mi się zetknąć, nie mam pojęcia, kto wpadł na takie rozwiązanie, ale nie sądzę, by twórca malował kiedykolwiek paznokcie....

Kolor jest urzekający i zachwycający! Nasycony ciemny fiolet, który w zależności od oświetlenia wpada w fioletową czerń. Bajka! Widoczny fioletowo różowy shimmer w buteleczce - zanika na paznokciach i wydaje się, że ma kremowa wykończenie, ale po raz kolejny oświetlenie ma znaczenie. Widać ten rodzaj wykończenia, choć trzeba się dobrze przyjrzeć:)

Szybko schnie i bez użycia SV/Poshe wykończenie jest w stylu lustrzanej tafli, jednak u mnie z przyzwyczajenia top coat idzie w ruch, dlatego też nie ocenię trwałości. W takim połączeniu przy standardowych czynnościach na zdjęciach widzicie lakier po 4 dniach. Czekałam na dzień z dobrym światłem, niestety nie doczekałam się i zdecydowałam się na nie przed samym zmyciem.

Poziom krycia jest prawie idealny od pierwszej warstwy a gdy zmienię pędzelek, to zostanę przy jednej warstwie lakieru, która daje idealne pokrycie bez smug, zacieków o jednolitym kolorze. Niestety obecnym pędzelkiem jest to trudne do osiągnięcia, ponieważ lakier dozuje się ciężko.

Pomimo mojego zachwytu nad kolorem i wrażenia, jakie wywołuje sposób podania lakieru w postaci: elegancki kartonik, szykowna buteleczka plus cała otoczka ze strony firmy, to jestem zawiedziona. Nie sądziłam, że lakier za £13,50/15ml będzie posiadał tyle minusów w moim odczuciu....  

Czeka na mnie jeszcze jeden odcień i jeżeli okaże się tak samo problematyczny, to nie planuję dalszych zakupów. Magia marki zauroczyła mnie na kilka chwil..... Już dawno nie czułam się tak rozczarowana.
Pozdrawiam!



Recenzja Gościnna - HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! - OPI „It's totally fort worth it”




Blogger strajkuje w związku z tym podbijam posta – KLIK!