Kiko 3D Hydra Lipgloss – idealny błyszczyk!

Jestem ogromną fanką błyszczyków do ust, ale mam wobec nich naprawdę wysokie wymagania. Liczy się dla mnie wszystko – od formuły, przez rodzaj wykończenia, aż po właściwości pielęgnacyjne i komfort noszenia. W przypadku serii Kiko 3D Hydra Lipgloss otrzymałam dokładnie to, czego oczekiwałam. W pełni rozumiem, skąd bierze się jej popularność i dlaczego jest tak często polecana.

Kiedy kupiłam swój pierwszy błyszczyk z tej serii, nie spodziewałam się, że okaże się aż tak udanym odkryciem. Seria 3D Hydra Lipgloss była dla mnie wówczas stosunkowo nowa. Po dłuższej przerwie postanowiłam bliżej przyjrzeć się marce i zrealizować plan zakupowy. Sam odcień pierwszego błyszczyka nie okazał się idealnym wyborem, ale formuła całkowicie mnie zachwyciła. Był to 21 Brun Rose, który pokazywałam już na blogu. 

Dzisiaj natomiast chciałabym krótko omówić kolejne trzy kolory:

  • 44 Disruptive Brown

  • 17 Pearly Mauve

  • 20 Chestnut

Próbki kolorów bardzo dobrze oddają ich rzeczywisty wygląd. Doskonale widać ilość i charakter drobinek, które różnią się w zależności od odcienia. Jednocześnie baza kolorystyczna pozostaje stosunkowo subtelna, dzięki czemu intensywność koloru można bez problemu budować.

44 Disruptive Brown rzeczywiście przypomina Fenty Beauty Gloss Bomb Universal Lip Luminizer w odcieniu Hot Chocolit, jednak moim zdaniem wypada od niego znacznie lepiej. Co najważniejsze, ani tuż po aplikacji, ani podczas noszenia nie czuć na ustach obecności brokatu. Formuła Kiko jest perfekcyjnie dopracowana i zdecydowanie bardziej przypomina odżywczy balsam niż klasyczny błyszczyk.

17 Pearly Mauve (u góry) często wskazywany jest jako odpowiednik odcienia Fenty Beauty Gloss Bomb Universal Lip Luminizer Fussy. Teoretycznie można znaleźć między nimi pewne podobieństwa, jednak dla mnie są to dwa zupełnie różne kolory i dwa odmienne wykończenia. Wersja Kiko ma mocniej zaznaczony pigment oraz większą ilość drobinek, które w połączeniu z formułą tworzą efekt pięknie roziskrzonej tafli.

20 Chestnut (na dole) to średni odcień ciepłego beżu z wyraźną domieszką różu. W opakowaniu sprawia wrażenie nieco chłodniejszego, ale jest to jedynie złudzenie optyczne. Szkoda, ponieważ właśnie na taki efekt liczyłam. W porównaniu z dwoma pozostałymi kolorami zawiera także zdecydowanie mniej drobinek. Dominuje tutaj kremowe wykończenie, a połyskujące drobinki pozostają jedynie subtelnym akcentem – nawet przy bardziej intensywnej aplikacji.

Bardzo odpowiada mi również aplikator. Jest świetnie zaprojektowany – precyzyjny, wygodny i pozwala na komfortową aplikację. Na plus zasługuje także opakowanie, które umożliwia zużycie produktu niemal do samego końca bez konieczności wyciągania stopera. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić to później. W trakcie użytkowania jedynie sporadycznie przecieram gwint opakowania – bardziej z własnego przyzwyczajenia niż z konieczności. Formuła nie wycieka, nie brudzi opakowania i od pierwszej aplikacji zapewnia dokładnie taki efekt, jakiego oczekuję.

Podoba mi się również delikatny, słodkawy zapach oraz subtelny smak. To drobiazg, ale w produktach do ust bardzo lubię, gdy wszystkie elementy tworzą spójną, przyjemną całość.

Największym atutem pozostaje jednak sama formuła. Pięknie wygładza optycznie usta, dodaje im objętości i eleganckiego blasku. Nie podkreśla ich struktury, nie migruje poza kontur, nie osiada na zębach i ma wręcz idealny poziom lepkości. Jest komfortowa, nie obciąża ust i prezentuje się niezwykle elegancko. Trwałość określiłabym jako standardową, jednak nawet wtedy, gdy błyszczyk stopniowo znika z ust, nie pozostawia uczucia ściągnięcia, przesuszenia czy dyskomfortu. Skóra pozostaje miękka i przyjemnie wygładzona.

Jeśli miałabym wskazać jedną wadę, byłaby nią paleta kolorystyczna. Chciałabym zobaczyć więcej klasycznych, kremowych odcieni. Te dostępne obecnie dają już efekt zbliżony do lakieru do ust, ale o tym opowiem przy następnej okazji. Kupiłam bowiem absolutnie obłędny odcień Deep Purple, który zdecydowanie zasługuje na osobny wpis.

Do następnego! 😊

1 komentarz:

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...