Rozczarowania kosmetyczne, drugi kwartał/ Jan Barba, Kate Somerville, La Roche Posay, Anastasia Beverly Hills, Sisley, Madara, Martina Gebhardt, Clinique, Fresh, IOSSI



Drugi kwartał dawno za mną, ale jakoś nie było do zamieszczenia wpisu. Do tego zestawienia wybrałam produkty, które wyjątkowo mnie rozczarowały/okazały się nijakie bądź nie warte swojej ceny lub zwyczajnie sumiennie na to zapracowały ;) Nie przedłużając, zapraszam!


Jan Barba Tonik ziołowy trafił do mnie w ramach darów losu i zamieszczę tutaj to, co pisałam na IG. Zapach jest nie do zniesienia, fizjologiczny...i nie będę tego rozwijać. Samo działanie takie sobie, do tego pozostawia lepką warstwę. Atutami są: świetna szklana butelka oraz atomizer dzięki któremu aplikuje się delikatna mgiełkę oraz darczyńca :)

Gdybym kupiła go za własne pieniądze, byłabym wściekła jak osa i domagałbym się zwrotu pieniędzy.
Po tym wpisie na IG wiele osób polecało mi zakup ich żelu do mycia twarzy na bazie saponin (co prawda mam faworyta z NIOD, ale złość wywołana przez tonik mi już nieco przeszła ;) i chyba zdecyduję się na jego zakup. To jedyny kosmetyk tej firmy, który do mnie przemawia :D)


Kate Somerville Oil-Free Moisturizer, beztłuszczowy nawilżacz który przywędrował do mnie z w/w tonikiem także nie wpasował się w moje potrzeby. Dodam też na samym początku, że nie należę do fanek tej firmy. Mocno promowana nie przekonuje mnie składami kosmetyków i sama na pewno nie kupiłabym tego kremu. 


Do rzeczy! Na plus opakowanie, dozownik oraz konsystencja (delikatna śmietanka, która szybko wnika w skórę pozostawiając ją miękką i przyjemnie gładką). Najgorsze dzieje się po nałożeniu, niby lekki i przyjemny krem przeobraża się tłustą i mocno błyszczącą powłokę na skórze tworząc coś na kształt odbijającego ekranu, który zastyga. Mam skórę mieszaną, a po każdorazowym użyciu tego kremu wyglądałam jakbym miała skórę ekstremalnie tłustą. Dodam, że używałam go kiedy było jeszcze zimno, bo teraz nie wyobrażam sobie tego typu kremu na własnej skórze pod makijaż. Zużyłam stosując go wieczorem, a rano o dziwo skóra wyglądała dużo lepiej niż w ciągu dnia, kiedy to próbowałam go nakładać.
£55, to dość wysoka cena jak za tak nijaki kosmetyk

Krem i tonik dostałam od Martyny :* Co jakiś czas wymieniamy się kosmetykami w ramach drugiej szansy :D Jak widać nie są to tylko moje rozczarowania ;)


La Roche Posay Anthelios Shaka Fluid SPF50+, jest to moje jedno z największych rozczarowań kosmetycznych (nie tylko w przedziale ochrony UVA/UVB), zwłaszcza że po stosowaniu linii Shaka z LRP moja skóra długo dochodziła do siebie. Nie jestem ortodoksyjna względem zawartości alkoholu w kosmetykach, zwłaszcza że on także pełni określone funkcje, jednak tym razem LRP użyło alkoholu denat. i wszystko poszło nie tak. Więcej na ten temat znajdziecie w zamieszczony na blogu wpisie Filtrowe nowości 2019': La Roche Posay Anthelios Shaka Fluid SPF50+/Anthelios Shaka Tinted Fluid SPF50+


Anastasia Beverly Hills Dipbrow Gel, połączenie pomady z żelem do utrwalania brwi, czy to mogło się nie udać? Wybrałam odcień Dark Brown, chłodny odcień (bardziej w stylu taupe niż typowego ciemnego brązu. Aplikator to ładnie wyprofilowana szczoteczka o kształcie stożka, nie za duża i nie za mała. Wg producenta jest to wodoodporny żel z bardzo nasyconym pigmentem.
Była to wyczekiwana nowość przeze mnie, lubię produkty do brwi ABH (aczkolwiek klasyczne pomady nigdy nie zdobyły mojego uznania, mogłam to wziąć pod uwagę) i liczyłam, że Dipbrow Gel stanie się hitem. Nie udało się. Żel jest gęsty i mocno napigmentowany, więc najlepiej używać pędzelka i przy jego pomocy nałożyć produkt, a potem całość przeczesać tym, co zostało. Tylko jaki jest sens sięgania po pędzelek, skoro mamy szczoteczkę?! Niemniej nakładany samodzielnie szybko zasycha i jest trwały. Trwałość to z jednej strony atut, ale też i wada, bo jeżeli chciałam dokonać korekty, to musiałam sięgać po płyn micelarny i patyczki. Zdecydowanie to nie jest kosmetyk na szybkie poranki. Używając samej szczoteczki też łatwo z nim przesadzić.


Jest to dobry kosmetyk, ALE sprawdzi się przy gęstych brwiach. Moje takie nie są. Dodatkowo preferuję naturalny efekt, któremu w wykonaniu Dipbrow daleko. Używałam go przez kilka tygodni jako utrwalenie dla brwi podkreślonych kredką Hourglass starając się jedynie muskać włoski. Nie powiem, ładnie to wyglądało, tylko że w połączeniu z kredką on nie zasycha całkowicie (dziwne to). Wystarczyło niechcąco dotknąć brwi dłonią i żel rozmazywał się (a nie było takich tropików jak teraz). Finał będzie taki, że zostawię sobie tylko szczoteczkę a żel poleci do kosza. Nigdy więcej.


Sisley Phyto-Lip Delight 01 Cool, mój kolor to transparentny karmelowy nudziak, ładnie podkreśla naturalny kolor ust. Delikatna żelowa konsystencja, która po nałożeniu nie pozostawia lepkości. Nie jest mocno wyczuwalny tzn. czuć, że na usta zostało coś nałożone, ale nie ma tego efektu mocnego przyklejenia do skóry. Niby na plus, ale sama wolę zdecydowanie otulające formuły. Idealny bezlusterkowiec, dyskretne opakowanie (na tyle, na ile to możliwe w przypadku Sisleya ;)). Posiada dla mnie neutralny zapach (nie czuję żadnych cukierków ;)) oraz posmak.

Nie jest typowym rozczarowaniem (i chyba jednak lepiej mi się nosi latem niż zimą), za to nie wyróżnia się w żaden spektakularny sposób. Nie jest warty swojej ceny, a dokładnie £37 za 6 ml....Wiem, to Sisley i są osoby, które dostają motyli w brzuchu na dźwięk samego brzmienia XD ale osobiście nadal wolę miętowego Clarinsa Instant Light Lip Comfort Oil, czy obecnie używanego Wondergloss Lip Oil Nude Nectar z Beauty Pie, nie zapominając o Lip Glow Diora (choć to inna kategoria). Pierwsze opakowanie, które dostałam w prezencie wywołało we mnie ekscytację. Na tyle dużą, że kupiłam kolejne. Kiedy już emocje opadły i zwyczajnie sięgałam po niego jak po każdy inny błyszczyk/pomadkę itd. tak spadały z mojego nosa różowe okulary. Nie obrażę się jeżeli dostanę w prezencie, ale sama już kupować nie zamierzam.


Madara Plum Plum Lip Balm & Lip Conditioning Balm Hemp Hemp, pomimo że mam ulubieńców do pielęgnacji ust, to lubię od czasu do czasu poznać nowe produkty. Będzie krótko, żaden z nich nie sprawdził się tak, jak liczyłam. Plum Plum Lip Balm posiada przyjemny, słodki zapach i posmak. Posiada bladoróżowy kolor, ale nie barwi ust. Lip Conditioning Balm Hemp Hemp ma typowo pielęgnacyjne walory (neutralny zapach oraz posmak). Praktyczne tubki z dzióbkiem jako aplikator, każdy ma pojemność 15 ml i PAO 6 miesięcy. Fajne konsystencje, lekko kremowo-żelowe, gładko rozprowadza się na ustach. Nie rozwarstwiają się. Głównym zarzutem wobec obu jest to, że używane regularnie mocno przesuszają mi usta. Nakładane np. wieczorem (osobno rzecz jasna) fundowały mi poranną Saharę. Skóra ust była ściągnięta i to na tyle nieprzyjemnie, że dopóki ich nie nawilżyłam/natłuściłam widać było mocne spierzchnięcie i odstające skórki. Dawno już nie miałam takiej sytuacji. Częściowo zużyłam do pielęgnacji skórek wokół paznokci (dobrze działały) oraz do punktowej pielęgnacji ciała (zwłaszcza wariat konopny był pomocny).


Martina Gebhardt Lip Balm, sądziłam że polubię go tak samo jak krem pod oczy. Nie udało się. Założyłam (na bazie INCI), że skoro w czołówce składu znajduje się tak lubiana przeze mnie lanolina, to będzie idealnym uzupełnieniem dla BioKiss, Lanolips i kilku innych.


Balsam ma typowo oleistą konsystencję i pod wpływem ciepła ust ona jeszcze bardziej staje się typowo płynna, co za tym idzie brakowało mi otulających właściwości. Jest dobrą opcją do łączenia z czymś jeszcze, ale ja takich praktyk nie stosuję. Samodzielnie okazuje się za słaby, nie nawilża, nie odżywia i pozostawia jedynie oleistą taflę błysku. Oddałam go Mamie, która też niespecjalnie się z nim polubiła i zużyła do pielęgnacji skórek oraz paznokci.


Clinique Naturally Glossy Mascara. Przy wyborze tuszu do rzęs zawsze istnieje ryzyko, że coś nie zagra. I tak też okazało się tym razem. Są dni, że lubię mieć pod ręką tusz, który w naturalny sposób podkreśli moje rzęsy. Wbrew pozorom nie tak łatwo takowy znaleźć, lata temu dzienny efekt pozwalał mi uzyskać Max Factor Lash Extension Effect, dlatego też pomyślałam, że Clinique Naturally Glossy Mascara będzie nieco podobna. Nie udało się. Fajna puchata szczoteczka (taka jak lubię) faktycznie ładnie zbiera rzęsy i sunie po nich gładko, lecz formuła tuszu sprawia, że wyglądają one gorzej z nim, niż bez niego. Do dolnej linii rzęs szczoteczka jest za duża w moim przypadku, ale zrobiłam kilka podejść by przekonać się co z tego wyniknie. Ostatecznie tusz przejęła moja Mama, której bardzo się spodobał (na tyle, że zażyczyła sobie kolejny) i u Niej świetnie wygląda.


Od dawna przestałam sugerować się recenzjami tuszów do rzęs, a to dlatego, że ja nie używam żadnych odżywek/nie lubię nosić sztucznych rzęs lub doklejanych kępek/ oraz zdaję sobie sprawę, że przy moim "materiale" trudno oczekiwać cudów :P Natomiast mimo wszystko są maskary, które na moich rzęsach robią WOW - przykładem niech będzie Kiko oraz Chanel

Balsam i tusz przywędrował do mnie w prezencie noworocznym od Kingi :* oba kosmetyki były na mojej liście :)


Fresh Sugar Minth Fresh Freshening Lip Treatment - oferta tej firmy nie znajduje się w centrum mojej uwagi i nie było tam nic, co mogłoby mnie zainteresować. Do czasu, aż pojawił się miętowy balsam do ust. Mięta, to moja wielka słabość (zwłaszcza w produktach do ciała i do ust). Jestem też bardzo wybredna, bo dużo firm stosuje albo dziwne połączenia bądź samej mięty są ilości śladowe. Moimi faworytami w przedziale kosmetyków do ust z miętą od lat są: błyszczyk Victoria's Secret Minty Shine On oraz sztyft Skin & Tonic London Peppermint Lip Balm, dodam że oba świetnie pielęgnują usta i zapewniają fantastyczną jakość miętowych doznań :D Fresh Sugar Minth Fresh Freshening Lip Treatment jest nijaki, tzn. bardziej jak wazelina z miętą, która będzie nieco chłodzić (a sam efekt chłodzenia utrzymuje się na przyzwoitym poziomie) i tyle. Dość szybko znika z ust (bez jedzenia i picia) pozostawiając nieznośne uczucie dołożenia balsamu, bo usta stają się ściągnięte i suche. Smak i zapach sztyftu jest syntetyczny. Jest co prawda efekt odświeżenia, lecz w porównaniu z ulubieńcami wypada bardzo blado. Będę jeszcze o nim pisać na blogu, bo zasługuje na oddzielną "laurkę". Nie lubię go głównie za to, że używany regularnie przesusza moje usta. Na dodatek sztyft jest dość płytko osadzony, co przy obecnych temperaturach sprawia, że bardzo łatwo go wyłamać :/ Jedynym atutem jest opakowanie, porządnie wykonane, masywne i zakręcane (dzięki temu nasadka nie zsunie się w torebce/kieszeni itd.).

Mogłam go poznać dzięki urodzinowemu podarkowi od Martyny :*


IOSSI Piana Ryżowa, o niej na blogu już było :D Nie będę się powtarzać, więc zainteresowanych odsyłam do tamtego wpisu, a ja zostawiam ją w tym zestawieniu "ku pamięci". A właściwie ku przestrodze, abym czasem nie pomyślała o drugiej szansie ;)

Ciekawa jestem jak wypadnie kolejne podsumowanie. Tym razem było łagodniej, aczkolwiek najbardziej żałuję zakupu filtrów LRP z nowej odsłony Anthelios Shaka. Pomimo "ulepszonego" składu, świetnej formuły w kontakcie z moją skórą narobiły szkód, i to dużych. Mogę przymykać oko na wiele, lecz kiedy dany produkt niszczy efekty pielęgnacji, to już nie jest w porządku. Zwłaszcza, że producent kieruje go także do skór wrażliwych. Na chwilę obecną ma szansę zająć czołowe miejsce w podsumowaniu rocznym, jako absolutna porażka kosmetyczna 2019... na równi z Tonikiem ziołowym Jan Barba.


Pozdrawiam serdecznie :)

34 komentarze:

  1. Miałam w planach zakup tego żelu ABH i pianki z Iossi. Mój portfel dziękuje za ratunek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewałam się innej formuły po żelu ABH, dlatego jeżeli nie masz gęstych brwi, to odradzam. No i trzeba mieć czas na takie dłubanie ;) Pianka Iossi, to średniak, ja rozumiem, że ludzie lubią etykiety eko itd. lecz uważam, że za te same pieniądze można kupić dużo lepszą piankę do mycia twarzy :)

      Usuń
    2. A widziałaś zel/tusz do brwi Hourglass? Dziś mi wpadło w oko na ich stronie. Hourglass lubię, ale bardziej z pudrow/rozow/bronzerow, testowalas może ich tusze?
      I przy okazji: właśnie do mnie dotarła olejowa Wit c z Wit f z The Ordinary, forma suchego olejku. Trochę się go bałam, że zanadto tłusty, a wchłania się rewelacyjnie, tak jak FECC NIOD. Jestem pod ogromnym wrażeniem 🙂 ciekawe czy ekejty będą takie same jak przyjemność stosowania
      Lila

      Usuń
    3. Tak, znam. Nie wiem tylko, czy pytasz o tusz o rzęs, czy żel do brwi ;) ale po kolei.

      Żel do brwi nie do końca mi odpowiada, może nie tyle on, co szczoteczka. Bardzo podobną zyskał żel z ABH po zmianie i niekoniecznie jest ona na plus. Lubię klasykę i wróciłam znowu do żelu Bobbi Brown.
      Wszystko zależy od tego jakie masz brwi :)

      Tusz do rzęs (Caution Extreme Lash Mascara) spodziewałam się więcej, ale to też może dlatego, że jestem wierna Chanel Le Volume i wersji Revolution.

      Nie znam Ascorbyl Tetraisopalmitate Solution 20% in Vitamin F (aczkolwiek była mi ona polecana przez Deciem, kiedy nie było dostępne ELAN z NIOD) ale że mnie interesowało wyłącznie EAA, to kupiłam z The Ordinary Ethylated Ascorbic Acid 15% Solution i nie było to dobre posunięcie ;)

      Napisz za jakiś czas, czy warto :)

      Usuń
    4. Nie, chodziło mi o kredke/tusz do brwi, THE ARCH™ BROW COLLECTION, to jest chyba jakaś ich nowość. Brwi mam bardzo podobne do Twoich, w zasadzie chyba masz bardziej bujne ;) do tego jestem blondynka, więc henna na porządku dziennym.
      Ascorbyl Tetraisopalmitate Solution 20% in Vitamin F użyłam jak na razie 2 razy, wliczając w to dziś :D ale konsystencja jest świetna, wchłanianie rewelacyjne. Zamierzam używać jej razem z peelingami z Iwostinu, na razie laktobionowym, a na jesieni glikolowym, bo są żelowe i powinny się zgrać, kremu już nie daje.
      TO ma w wielu kosmetykach propanediol, ktory się zostaje na twarzy, a potem na poduszce. Nie mogę odzalowac ich serum z resweratrolem i kwasem ferulowym, zuzylam smarujac pięty

      Usuń
    5. Teraz wszystko jasne :D
      Nie, z tej kolekcji mam zamiar kupić wersję Micro pod warunkiem, że okaże się taka sama jak klasyczny Arch Brow Sculpting Pencil (bardzo lubię tę kredkę).

      Jak się zachowuje Ascorbyl Tetraisopalmitate Solution 20% in Vitamin F w ciągu dnia pod filtrem? bo to jest dla mnie kluczowe :D

      Propanediol to trudny składnik, ale jakimś cudem on zupełnie inaczej zachowuje się w nowej wersji ELAN z NIOD niż w przypadku The Ordinary Ethylated Ascorbic Acid 15% Solution, które wyleciało z wielkim hukiem ;) Dlatego niezbyt chętnie patrzę na resztę oferty TO z tym składnikiem na czele ;)

      Usuń
    6. Ascorbyl Tetraisopalmitate Solution 20% in Vitamin F Używam wieczorem, zupełnie inaczej niż kwas ascorbinowy. Dla mnie kluczowe, że można go łączyć z peptydami miedziowymi, a te zawsze stosuje wieczorem, jesienią dokładam jeszcze retinol i olejowa formuła na retinol sprawdza mi się bardzo, bo nie muszę dawać kremu. Wchłanianie genialne.
      Rano zwykle daje coś lżejszego, ostatnio serum z Wit c z Timeless, a filtrów na dzień nie stosuje jak siedzę w biurze, więc nie odpowiem.
      Ale myślę że można rano położyć np Oskie serum super 16, na to 2-3krople Wit c olejowej (wczoraj tak zrobiłam) i na to kłaść tinta Chanel i filtr. Nie powinno być świecenia. A ja mam cerę jednak dość tłusta mimo wieku ('74)
      Za propanediol już pięknie dziękuję. Już się wolę smalcem smarować, przynajmniej wiem czego się spodziewac

      Usuń
  2. Nie spodziewałam się zobaczyć tutaj ABH.

    OdpowiedzUsuń
  3. O Fresh ostatnio jest dużo zachwytów i tylko nieliczni mówia o tym jak jest naprawdę, póki co nic z oferty mnie nie kusi (i uważam że ceny mają zawyżone), po tamtej recenzji (że tak powiem) ta pianka ryżowa nie jest już w kręgu moich zainteresowań ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tutaj nie trzeba wielkiej wnikliwości ;) wystarczy zapoznać się z historią firmy oraz przejrzeć składy ;)
      Do pianki na pewno nie wrócę, widziałam w nowościach esencję ale patrząc na skład/cenę i ofertę produktów w tym przedziale to średnio mam ochotę na zakupy.

      Usuń
  4. Oj alkohol den. w filtrze, dla mnie to tez zdecydowanie nie ta droga ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo się tego uzbierało, ale dobrze wiedzieć zanim się wyda tyle kasy. Dzięki za ostrzeżenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tych kosmetyków. Bardzo ładne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) teraz już wiesz nieco więcej na ich temat :)

      Usuń
  7. bardzo ciekawy blog !
    obserwuję i zapraszam do siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubiłam kiedyś maskarę Hi Impact z Clinique. Ta właśnie zapewniała mi taki dzienny efekt. Może nie pogrubiała tak jak lubię;), ale za to precyzyjnie rozdzielała rzęsy i porządnie je wydłużała.

    Marka Jan Barba intryguje mnie tylko z jednego powodu ---> perfumy *_*.
    Miłego dnia Asiu <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, pamiętam ten tusz. Przez jakiś czas używałam go w miarę regularnie. Pewnie jak podczas zakupów wpadnie w moje ręce miniatura, to sprawdzę jak się będzie spisywać po latach :)

      W pewnym sensie i mnie także, ale już miałam do czynienia z wieloma firmami eko, które robią perfumy i nie do końca jest to mój kierunek. W każdym razie pewnie zamówię sample razem z żelem.

      Nawzajem Iwonko :*

      Usuń
    2. Miniatury też dorzucałam przy okazji zakupów. A tak na marginesie, to chyba jeden z nielicznych przypadków, gdy miniatura i pełny wymiar prezentują się na oczach identycznie;).

      Masz rację. Moje doświadczenia z naturalnymi perfumami też nie są najlepsze. Producenci mają poważny problem z ich utrwalaniem. Na ogół czuć je tylko przez maksymalnie 1,5 godziny.
      Co do samych zapachów - zdarzają się takie surowe kompozycje, które według mnie w ogóle nie nadają się do noszenia.

      Usuń
    3. Rzadko mi się zdarzało, żeby były różnice pomiędzy miniaturą a pełnym wymiarem. Za to z doświadczenia wiem, że najczęściej wynikało to części "technicznej" np. zastosowano rozmiar oryginalnej wielkości szczoteczki, lecz opakowanie było mini itd.

      Jeżeli chodzi o ten przedział perfum, to polecam firmę Abel Odor. Muszę przyznać, że wypadają imponująco na tle innych firm. Trochę szkoda, że postawiono na "rebranding" bo odnoszę wrażenie, że ten zabieg odebrał dużo duszy i samego klimatu. Niemniej kompozycje zapachowe <3

      Usuń
  9. sporo się rozczarowań uzbierało :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle ;) zwłaszcza, że nie wszystko to takie totalne "meh" ;)

      Usuń
  10. Nie miałam żadnej z tych rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak czy inaczej nadal planuję wypróbować filtr Shaka na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie :) to tylko moje doświadczenia. Twoje mogą być zupełnie inne, zwłaszcza że nasze skóry różnią się pod każdym względem.

      Usuń
  12. Mnie akurat Shaka bardzo przypasował, podobnie jak ten balsam Plum Plum z Madary, który dostałam od Ciebie. :*
    Balsam Fresh wąchałam tylko w Sephorze, zapach nie był ani fresh ani natural. :P
    Tonik pana Jana to musiało być mocne doznanie. ;)
    U mnie największe rozczarowanie to te z Instagrama- krem Eco Sonya i mgiełka Josha.

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam miniaturę kremu Goat Milk z Kate Somerville i sprawidził się super. Jednak ceny mnie nie przekonują 😜

    Zapach "fizjologiczny" brzmi intrygująco 😁 Raczej nie będę sprawdzać 😀 ja już mam przesyt polskich manufaktur, bazujących na prostych, zwykle tłustych formułach. Owszem są wyjątki np. Hagi jest super, ale w większości nie są to produkty dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hexxana, z tego co piszesz lepiej tolerujesz glikol propylenowy (Liq CC i CE go ma) a gorzej propanediol choć internety mówią, że to propanediol powinie być lepiej tolerowany, mniej drażniący itd. Mi trochę przeszkadza powłoczka jaką tworzy Liq CE z witaminą E, zamówiłam TO z 15% etylowej witaminy C, zobaczymy czy się polubimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że ja nigdzie nie rozpatrywałam/nie porównywałam glikolu propylenowego oraz propanediolu ;) Zresztą sam propanediol nie odpowiada mi z zupełnie innych powodów, o czym pisałam jakiś czas temu. The Ordinary Ethylated Ascorbic Acid 15% Solution nie polubiłam i nie ma opcji żebym zmieniła zdanie, a ELAN z NIOD także bazuje na EAA oraz propanediolu i używam z przyjemnością.

      Mam też inne kosmetyki z jego udziałem w INCI dlatego nie wykluczam go całkowicie, lecz nie zamierzam bazować na ofercie The Ordinary.

      Z koncentratami Liqpharm nie mam żadnych problemów, składy są krótkie i konkretne (jeżeli chodzi o składniki aktywne oraz ich stężenia), a Liq Ce używałam także zimą w wersji na dzień - jednak wiadomo, co skóra, to inne odczucia/preferencje i schemat pielęgnacji.

      Usuń
  15. No popatrz, a u mnie wyjątkowo dobrze sprawdził się ten filtr LRP (wersja bezbarwna), aż byłam zaskoczona, że mimo alkoholu denaturowanego, które sama unikam, nie narobił kaszany na skórze i jeszcze w miarę nieźle trzymał mat w czasie skandalicznych upałów. A, no i zrobił robotę z ochroną, bo nadal jestem blada na paszczy ;).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...