Kosmetyczne rozczarowania 2018: Leahlani, REN, African Botanics



Omówię trzy kosmetyki do pielęgnacji twarzy, których używałam w zeszłym roku i jakoś naiwnie wierzyłam, że zbliżą się do Indigo z Mahalo /recenzja/. Taaaak marzenia dobra rzecz, ale nie tym razem :D Dwa z nich dostałam (Leahlani i African Botanics) a jeden kupiłam sama (REN).

Patrząc na składy INCI oraz obietnice producentów miałam nadzieję, że faktycznie mogą stać się dobrym uzupełnieniem dla Mahalo bądź alternatywą. Indigo używam opakowanie za opakowaniem, w zasadzie kupuję po 2 sztuki żeby mieć zawsze w zapasie. Stał się moim bazowym produktem w pielęgnacji, do twarzy i ciała. Sprawdza się w każdych warunkach i co więcej D Z I A Ł A. To jest taki produkt, który okazał się niezastąpiony. Rzadko tak się zdarza, by firma oferująca kosmetyki eko/naturalne itd. zaczarowała mnie do tego stopnia. Mahalo się to udało, zwłaszcza że poza tym cudem szaleję na punkcie maski The Bean i coraz bardziej chwalę sobie ich nowe serum. No ale nie o tym dzisiaj, jednak jak widać poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Dlaczego się nie udało?


Leahlani Skincare Bless Beauty Balm (30 ml/£53) - to jest dla mnie zagadka ;) bo z tej firmy bardzo sobie cenię genialny Bohemian Ruby Balancing Toner (wersja Citrus & Citrine także jest świetna), mają także udane sera olejowe, maskę Honey & Love. W ogóle sama filozofia, dobór składników przemawiają do mnie :) Dlatego gdy dostałam w prezencie Bless Beauty Balm byłam mocno zaintrygowana.

Organic Cold Pressed Argan Oil (Argania Spinosa), Organic Cold Pressed Camellia Seed Oil (Camellia Oleifera), Organic Shea Butter (Butyrospermum Parkii), Organic Cocoa Butter (Theobroma Cacao), Organic Cold Pressed Maracuja Passionflower Oil (Passiflora Incarnata), Organic Cold Pressed Moringa Oil (Moringa Oleifera), Organic Cold Pressed Marula Oil (Sclerocarya Birrea ), Cymbidium Grandiflorum Orchid Extract, Wildcrafted Blue Tansy Oil (Tanacetum Annuum), Neroli Oil (Aurantium Dulcis), Organic Rosehip Fruit (Rosa Moschata), Rose Clay

Szklany słoik, przyjemnie miękka konsystencja balsamu nie sprawia problemu podczas aplikacji, a całość dopełnia niesamowity aromat (mnie się on podoba :D). Na tym mogłabym zakończyć. Nie doświadczyłam żadnych efektów, ot takie aromatyczne smarowidło, które łatwo zastąpić. Jego przeznaczenie jest tak wielozadaniowe, że idealnie wpisuje się w określenie, że gdy coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Wspominam o tym celowo, bo wg producenta może zastąpić nawilżacz (w połączeniu z serum, dla którego stanie się kosmetykiem domykającym oraz można stosować go w takiej formie pod makijaż), produkt do pielęgnacji ust (nawilży i spełni rolę naprawczą), zmiękczy skórki wokół paznokci oraz spełni rolę balsamu oczyszczającego (do użycia wraz ze szmatką).
Na mojej skórze, nawet w bardzo suchych/podrażnionych bądź przesuszonych częściach nie chciał się wchłaniać, pozostawiał widoczną tłustą plamę, która trwała i trwała. Nie odczułam żadnego nawilżenia, zmiękczenia. Nawet MMHC2 z NIOD nie pomógł.... Zużyłam do końca tylko dlatego, że podobał mi się zapach i chciałam mieć pewność, że wykorzystałam wszelkie możliwe opcje ;)


African Botanics Marula Intense Skin Repair Balm (60 ml/ok. £130) - olej Marula poznałam dawno temu, pisałam o nim TUTAJ i choć wiedziałam, że nie jest to "czysty" balsam, to skład INCI zapowiadał prawdziwe cacko. Obietnice firmy także. I w sumie mając w pamięci efekty na jakie mogę liczyć ze strony oleju marula nie sądziłam, że nastąpi kompletna klapa.

Trichilia Emetica (Cape Mahogany) Mafura Seed Butter*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil*, Aqua (Water), Squalane, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter*, Beeswax, Jasmine Grandiflorum (Jasmine) Flower Oil, Adansonia Digitata (Baobab) Seed Oil*, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Calendula Officinalis (Calendula) Flower Oil, Isoamyl Laurate, Niacinamide, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil, Citrillus Lanatus (Kalahari Melon) Seed Oil*, Helichrysum Angustifolium (Immortelle/Everlasting) Oil, Citrus Bergamia (Bergamot) Oil, Rosa Moschata (Rosehip) Seed Oil, Pichia (Resveratrol) Ferment Extract, Glyceryl Caprylate, Bulbinella Nutens (Bulbinella) Extract*, Aspalathus Linearis (Green Rooibos) Tea Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Phospholipids, Stearic Acid, Glycerin, Safflower Oil/Palm Oil Aminopropanediol Esters, Ubiquinone (CoQ10), Retinyl Palmitate (Vitamin A), D-Tocopherol (Vitamin E), Sodium Ascorbyl Phosphate, Tetrahexyldecyl Ascorbate (Vitamin C Ester), Squalane

"Remedy fatigue, dehydration, redness and imbalance with this luxurious, highly effective balm." - taaaak, tylko że NIC z tego się nie wydarzyło. Poświęciłam mu kilka dobrych miesięcy, łącznie z jesienią i kawałkiem zimy. Ma co prawda fajną konsystencję, komfortowo rozprowadza się na skórze, wchłania bez zarzutu lecz efektów brak. Sprawił, że moja skóra zaczęła się szybciej przetłuszczać. Podzieliłam się zawartością z kilkoma osobami i trzy z nich stwierdziły, że to kompletna porażka. Jedynym atutem był zapach.


REN Evercalm Overnight Recovery Balm (30 ml/ £40) - miało być pięknie i wspaniale, choć w tym przypadku skład nie jest jakoś specjalnie imponujący. Wg opisu ma być pomocny przy nadwrażliwości, suchości, stanach zapalnych jednocześnie przyspieszać regenerację skóry. Formuła to także "balm-to-oil", ale za to przedziwna konsystencja która kojarzy mi się z gumowo-żelowym woskiem. Nabiera się go bez problemu, pod wpływem ciepła delikatnie rozpuszcza na skórze. Niby nie jest tłusty, ani oleisty ale zostawia dziwną powłoczkę na skórze.

Coco-Caprylate/Caprate, Glycerin, Aqua (Water), Almond/Borage/Linseed/Olive Acids/Glycerides, Polyglyceryl-6 Distearate, Jojoba Esters, Oryza Sativa Starch, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil Unsaponifiables, Glyceryl Caprylate, Polyglyceryl-3 Beeswax, Sodium Stearoyl Glutamate, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopherol, Magnesium Carboxymethyl Beta-Glucan, Dehydroacetic Acid, Eclipta Prostrata Extract, Eclipta Prostrata Leaf Extract, Moringa Oleifera Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool

Kupiłam go od razu jak tylko wszedł do sprzedaży, to było jakoś w sierpniu. Myślałam, że będzie dobrym dodatkiem podczas kuracji z retinolem, więc nie czekałam do jesieni chcąc poznać jego właściwości. Początek dobrze rokował, jednak im dłużej go używałam tak dobre wrażenie się zacierało. Najpierw pojawiło się przesuszenie, potem delikatne podrażnienie na policzkach. Zrobiłam przerwę, sytuacja była opanowana i pomyślałam, że może to przypadek. Wróciłam i znowu to samo. W chwili gdy włączyłam retinol uległo to pogorszeniu. Zrezygnowałam z dalszych prób. Została mi końcówka i zużywam jako zabezpieczenie skóry podczas farbowania, bo tylko do tego się nadaje. Oferta REN zadziwia mnie od dawna, jest ona naprawdę rozbudowana, lecz aż tak wielu hitów to pośród niej nie ma.

Przyznam, że te trzy epizody z zeszłego roku skutecznie zniechęciły mnie do dalszych prób szukania czegoś nowego. Każdorazowo balm Mahalo "sprzątał bałagan" wzbudzając zachwyt. I przy nim zostaję :D aczkolwiek marzy mi się, by któraś z polskich manufaktur pokusiła się o wykorzystanie głównego składnika i stworzyła coś równie imponującego.

Pozdrawiam serdecznie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...