Trzej muszkieterowie: Eau Thermale D’Uriage, Serozinc i Grape Water


Uriage Eau Thermale D’Uriage, La Roche Posay Serozinc i Caudalie Grape Water. Dokładnie w tej kolejności. Nie inaczej! :) a pomyśleć, że w zeszłym roku to właśnie Grape Water /recenzja/ była numerem jeden i nie przewidywałam zmian. Celowo też zebrałam te produkty razem, ponieważ na temat wody termalnej Uriage czy Grape Water recenzji jest od groma. Nie zamierzałam wciskać osobnej notki, która za wiele by nie zmieniła w ogólnym rozrachunku. 

Oczywiście każdy z produktów ma zupełnie inne działanie i na tym też chyba polega urok dobrej pielęgnacji, w której produkty uzupełniają się pomiędzy sobą przynosząc zbawienne efekty. Dla mnie to trio takim jest.



Eau Thermale D’Uriage kupiłam w kwietniu podczas nieoczekiwanego pobytu w Polsce i nie rozstaję się z nią od tej chwili. Muszę mieć zawsze pod ręką opakowanie. Zasmakowałam w jej mocy działania od pierwszego użycia. Koi, przyspiesza gojenie, a co najważniejsze, nie muszę jej osuszać. Nie zastępuje mi toniku, ona pełni rolę natychmiastowego ratownika. Stosuję do twarzy i do ciała. Jednym słowem jest niezastąpiona. Uwielbiam rodzaj mgiełki jaki wydobywa się podczas aplikacji. Jest bardzo komfortowy, co nie zawsze zdarza się przy tego typu produktach. Sięgam po nią także podczas makijażu. Nie wyobrażam sobie, by mogło jej zabraknąć, a moja cera docenia jej właściwości.




Serozinc, o nim jest trochę jakby mniej, a szkoda. Zasługuje na uwagę choćby z tego powodu, że to świetny produkt dla cer typowo mieszanych, tłustych, trądzikowych. Jego skład INCI mówi sam za siebie, ponieważ siarczan cynku jest odpowiedzialny za działanie przeciwzapalne. Może pełnić funkcję produktu uzupełniającego w leczeniu bakteryjnych chorób skóry, łojotoku, trudno gojących się ranach itd.


Na początku nie do końca doceniałam działanie, ale kiedy pojawiły się drobne skaleczenia, podrażnienia np. po depilacji, wysyp grudek związanych z trądzikiem różowatym zobaczyłam w jaki sposób wspomaga proces pielęgnacji przyspieszając go. Oczywiście nie stanie się on lekiem na całe zło i np. rumień nie zniknie, wypryski nie będą goić się z prędkością światła itd. Natomiast regularnie używany przynosi korzyści. Z jednej strony różnice pomiędzy nim, a wodą Uriage nie są duże, lecz podczas używania przy określonych problemach osobiście widzę sens posiadania tych dwóch produktów jednocześnie. Serozinc świetnie zastępuje tonik w przypadku cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Potrzebowałam prawie roku, by docenić w pełni jego zalety ;)
Niestety nie mam pojęcia, czy jest już dostępny w Polsce, czy też nie...



Grape Water /recenzja/ nadal ma u mnie miejsce pomimo zdetronizowania przez Uriage. Lubię po nią sięgać np. podczas plażowania, stosowania maseczek. Jest bardzo delikatna, przynosi ukojenie i łagodzi wszelkie podrażnienia. Trzymana w lodówce zyskuje podczas stosowania. W połączeniu z moim ulubionym Tonikiem Łagodzącym z Pat & Rub /recenzja/ to udany team.


Lubicie tego typu produkty w swojej pielęgnacji? A może polecacie coś innego?

Pozdrawiam :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...