Sesderma Repaskin Mender Liposomal Serum & Post Suncare Gel*


Na początku miesiąca pokazałam Wam nowości z serii Repaskin marki Sesderma /link/, które otrzymałam w ramach współpracy. Od razu wiedziałam, że zabiorę je ze sobą na urlop, co więcej filtr i serum od razu poszły w ruch. Dzisiaj chcę o nich więcej opowiedzieć, ponieważ pora wyjątkowo sprzyja, a działanie poszczególnych produktów solo jak i w połączeniu przyniosły bardzo dobre efekty. Mogą uwagę skradły dwa kosmetyki, serum i żel po opalaniu. Recenzję filtra Fotoprotector SPF50 zostawiam na później, nie jest zły, lecz spodziewałam się czegoś więcej. Nie mam mu wiele do zarzucenia, bo zapewnia bardzo dobrą ochronę, jednak czegoś mi w nim brakuje i raczej pozostałą ilość zużyję do ciała niż do twarzy.



Repaskin Mender Liposomal Serum zaskoczyło mnie bardzo! Nie planowałam nadmiernej ekspozycji, ale jednak do niej doszło. Pewnie gdyby nie lekkomyślne podejście nie przekonałabym się jak wiele może zdziałać ten niepozorny produkt. Ale od początku.


Opakowanie utrzymane w dobrze stylistyce marki, ciemne szkło i szklana pipeta. Serum jest dość gęste o lekko żelowej konsystencji – przewiduję duże problemy ze zużyciem do końca. Na chwilę obecną jestem w połowie opakowania i coraz trudniej się je dozuje :(


Pojemność 30 ml / cena ok. 110 zł


Na mojej skórze wchłania się ono całkowicie nie pozostawiając lepkiej bądź tłustej warstwy, śmiało mogę napisać, że z moją skórą na twarzy oraz na ciele zgrało się idealnie. Jest dobrą bazą pod filtr i w duecie z filtrem SeSDERMY, Ducray lub Vichy zapewniało mi pożądaną ochronę. Co prawda gdybym stosowała tylko w takiej postaci nie zauważyłabym różnicy. Chyba ;) W takim wydaniu stało się pomocne, filtr dużo lepiej się wchłaniał i wyglądał (nawet po makijażem) – tylko, czy naprawdę potrzebowałabym go tak na co dzień? Raczej nie.

Sytuacja uległa zmianie, gdy skóra została smagnięta pierwszymi promieniami słońca. Mam jasną karnację i zawsze opalam się na czerwono, zanim opalenizna zbrązowieje mija dość długa chwila. Dlatego kiedy wieczorem zobaczyłam efekt całego dnia spędzonego na zewnątrz sięgnęłam od razu po serum. Nałożyłam cienką warstwę, odczekałam aż wchłonie i tyle. Nowy dzień ku mojemu zdziwieniu pokazał brązowe partie na mojej skórze. Zaskoczenie niemałe.
Przed Nami zapowiadał się dzień pełen wrażeń, ale nie nastawialiśmy się zbytnio na długie spacery, pogoda nie zapowiadała się zbyt szczególnie (było bardzo pochmurnie z możliwością opadów, choć bardzo ciepło). I to mnie zmyliło. Żadne z Nas nie użyło przed wyjściem ani w trakcie filtra (o zgrozo). Jak bardzo miało to być bolesne odkryliśmy wieczorem po powrocie do hotelu, choć już w drodze czułam, że skóra na rękach zaczyna mnie piec. Mój mąż ma dużo ciemniejszą karnację ode mnie, opala się zawsze na brązowo, ale kiedy dostrzegałam zaczerwienie na Jego twarzy i uszach, wiedziałam że nie jest dobrze... Oboje mamy nauczkę na przyszłość! Wtedy też nastąpił prawdziwy test dla serum i żelu. Zastosowane produkty łącznie pokazały prawdziwą MOC łagodzenia, ukojenia oraz przywrócenia równowagi dla spieczonej skóry. Co więcej żadnego z Nas nie dotknął problem łuszczącej się skóry, zaczerwienienia zniknęły po jednej nocy. Następnego ranka jedynie mocna opalenizna przypominała koszmar poprzedniego dnia, przy czym nie czuliśmy już tamtego dyskomfortu, czyli brak rozpalonej i bolesnej skóry, wyrównany koloryt. Przez kolejne dni rano i wieczorem wykorzystywałam połączenie serum i żelu. Ten duet przyniósł szybkie i skuteczne działanie. Śmiało mogę dodać, że Post Suncare Gel aplikowany solo jest równie efektywny.

Oboje z mężem jesteśmy pod wrażeniem, a ja chyba jeszcze bardziej ;) Do tej pory nie spotkałam się z tego typu produktem, który przynosiłby tak szybkie efekty po zastosowaniu. Co prawda nie zamierzam więcej powtarzać tego, co przeżyłam, ale przebywając w plenerze łatwo się zapomnieć ;)


Post Suncare Gel uprzedził mnie nieco składem INCI, aczkolwiek staram się nie patrzeć jednostkowo na zawartość. Wiem, że to zbyt złożona sprawa. Dlatego też przymknęłam oko i postanowiłam spróbować. Nie muszę już powtarzać jak bardzo odczułam jego zbawienny wpływ ;)


Opakowanie średnio poręczne. Konsystencja żelu jest dość gęsta i z biegiem czasu będzie musiał stać w pozycji pionowej, by aplikacja odbywała się bez irytacji ;) Z drugiej strony nie jest to produkt, który stosujemy w sposób nieprzerwany.


Pojemność 200 ml / cena ok. 110 zł

Bardzo dobrze się wchłania nie brudząc garderoby lub pościeli. Bogata formuła ma idealny „poślizg”, który pozwala na dokładne rozprowadzenie kosmetyku nawet przy bardzo podrażnionej skórze. Delikatnie chłodzi przynosząc natychmiastową ulgę.

Żel po opalaniu wywiązuje się ze swojego działania na medal, głęboko nawilża, łagodzi, regeneruje. Efekty pojawiają się bardzo szybko, co uważam za ogromny atut w tej kategorii. Bez wątpienia jest to świetny produkt ratunkowy.

Duet Repaskin nie zawiódł mnie, zadziałał błyskawicznie. Dzięki czemu moja skóra szybko doszła do siebie i wszystkie niedogodności związane z nadmierną ekspozycją stały się mglistym wspomnieniem. Oby takich chwil jak najmniej, a seria Repaskin na pewno wpisze się w letni krajobraz mojej kosmetyczki jako letni niezbędnik bez względu na to, czy będę wolny czas spędzać na plaży, na patio, czy gdziekolwiek indziej. O filtrach nie zapominając :)
Na łamach bloga jeszcze wrócę do tego tematu nie tylko przy okazji filtra, chciałabym przygotować krótkie podsumowanie jesienią. Będzie to dobry czas na pełną ocenę, która na chwilę obecną jest wysoka. 


Pozdrawiam :)


*oznacza produkt otrzymany w ramach współpracy opartej na barterze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...