Nowości, czyli co przybyło :)


W ostatnich tygodniach uzupełniałam braki szykując się do zmian w mojej pielęgnacji twarzy oraz ciała. Pojawiło się także małe co nieco z kolorówki, choć tym razem bardzo umiarkowanie. Szaleństwo dopiero nadchodzi ;) A to wszystko z racji gruntownych porządków i paru ciekawych kolekcji, które pojawią się na rynku. Nie przedłużając, zapraszam :)




Alterna (Leśne Runo, to twoja zasługa :*) miała już swoje 5 minut na blogu /prezentacja/ jednak zdecydowałam się na kolejne zakupy, które zdublowały to, co już poznałam oraz sięgnęłam po wishlistę /link/ Dzisiaj także śmiało mogę napisać, że duet Caviar Repair Rx Instant Recovery stał się moim faworytem z pośród poznanych trzech serii i to właśnie jemu pozostanę wierna obok Joico Moisture Recovery /recenzja/


W taki oto sposób ponowiłam zakupy: szampon i odżywka z serii Caviar Repair Rx Instant Recovery, maski: Caviar Repai Rx Micro-Bead Fill & Fix Treatment Masque (Kuracja do włosów bardzo zniszczonych) oraz Caviar Anti – Aging Seasilk Treatment Hair Masque (Maska odmładzająco-nawilżająca). Nowością stał się zestaw Alterna Caviar Replenishing Moisture (szampon i odżywka), który nie zdobył moich włosów w szczególny sposób. Uznaję te produkty za przyzwoite, lecz nie na tyle, by do nich wracać. Za to na pewno chcę kupić z tej serii mleczko nawilżające Caviar Replenishing Moisture Milk, które czeka w kolejce. Ponadto wybrałam Alterna Caviar Clinical Daily Detoxifying Shampoo, to szampon oczyszczający i pogrubiający włosy. Planuję jeszcze dokupić piankę z tej serii i wtedy zapadnie decyzja, co dalej :)


Posiłkując się listą dobrałam Alterna Caviar Perfect Iron Spray i Alterna Caviar Styling Prep, oba preparaty szybko pokazały swoją moc, jednak już dzisiaj mogę stwierdzić, że Caviar Styling Prep, choć fajny, to identyczne efekty uzyskuję przy pomocy spray’u Joico Moisture Recovery /recenzja/ więc wniosek jest prosty. Zużyję i nie zamierzam przepłacać ;) Natomiast Alterna Caviar Perfect Iron Spray zasługuje na wyróżnienie. Więcej za jakiś czas.


NARS Radiant Creamy Concealer w kolorze Vanilla staje się uzupełnieniem dla poprzedniego odcienia Custard. 


Jestem bardzo zadowolona z tych korektorów, jednak wymagają one oswojenia z formułą, ilością i aplikacją. W moim przypadku najlepsze rezultaty otrzymuję przy pomocy Beauty Blendera.


Dr. Lipp Original Nipple Balm for Lips, wyjątkowo krótki skład oparty wyłącznie na lanolinie. Od dawna miałam ochotę na ten balsam, czytałam o nim wiele dobrego, a że moje usta są wyjątkowo wymagające i chimeryczne, to pomimo ulubieńców, lubię kupować i testować nowości. Powiem krótko, jest genialny! Miałam już kilka innych kosmetyków, które opierały się na lanolinie, lecz ciągle mi coś nie pasowało. Trudno to doprecyzować... zapach, posmak, konsystencja... W tym przypadku tubka nie jest idealnym rozwiązaniem, lecz w miarę miękki plastik pozwala na bezproblemowe użytkowanie. Nie będę się czepiać ;)


Beauty Blender, moja pierwsza gąbka kończy swoją karierę ;) Korzystałam z niego praktycznie codziennie i po 5 miesiącach zamierzam wymienić na nowszy model. Zdecydowałam się na zakup duo packu, przy tym otrzymałam przy zakupie miniaturki płynu oraz mydełka. Jeszcze ich nie ruszałam, ale nie wiem, czy zdecyduję się na ich zakup. Jeżeli zaglądacie na IG, to wiecie, że posiłkuję się do czyszczenia micelem Sebium z Biodermy, do tego używam mydła antybakteryjnego i preparatu do dezynfekcji. Jednym słowem tego samego zestawu, który wykorzystuję do pędzli.


Lancome Galateis Douceur Cleanser & Lancome Galatee Confort for dry skin, to pozycje także z listy. Mleczko Caudalie lada chwila będzie wymagać zastępstwa, nie mogłam się zdecydować który wariant kupić pierwszy więc wybrałam oba :) Nie lubię zastanawiać się przy zakupie tak prozaicznych produktów, a wiem, że będę zadowolona. Do tego dobra pojemność 400ml każde daje mi czas do kolejnych zakupów.


Antipodes Skin Brightening Finishing Powder (Translucent) & Kiwi Seed Oil Eye Cream, to naturalna kontynuacja przygody z tą marką. Będzie więcej :) Od razu dodam, że puder jest świetny. Zasługuje na uwagę ze względu na skład INCI/właściwości i jakże to inne doświadczenie (na całe szczęście!) od fatalnego spotkania z pudrem Lily Lolo Flawless Matte /recenzja/


Kiwi Seed Oil Eye Cream, oferuje bardzo dobry odczuwalny poziom nawilżenia/natłuszczenia, nie migruje w okolice oczu, świetnie spisuje się pod makijażem. Niesamowicie śmietankowa konsystencja jest bardzo komfortowa podczas aplikacji. Co więcej? Krem na pojemność 30ml i na okres wiosenno-letni jest jak znalazł. Nie wiem, czy kupię go ponownie, ale to tylko dlatego, że mam inne plany w tej materii. Zobaczymy :)


Origins, kolejna pozycja do skreślenia :) Nadarzyła się świetna okazja w Boots, gdzie w sprzedazy pojawiły się zestawy składające z trzech masek:
Out of Trouble 10 Minute Mask To Rescue Problem Skin
Clear Improvement Active Charcoal Mask To Clear Pores
Drink Up Intensive Overnight Mask To Quench Skin's Thirst
Dlatego też dobrałam w pełnym wymiarze Calm to Your Senses Stress-Relieving Face Mask, by mieć przekrój przez wszystkie, które chciałam poznać. 


Drink Up Intensive Overnight Mask To Quench Skin's Thirst oraz Calm to Your Senses Stress-Relieving Face Mask, to niekwestionowani zwycięzcy :) Do tego tematu wrócę jeszcze kilka razy na łamach bloga, ponieważ chciałabym nieco przybliżyć kulisy mojej pielęgnacji, a potem dopiero przejść do pełnych recenzji.


Soap & Glory, nie szaleję za marką, za to jestem dobrym przykładem, że nawet taka maruda jak ja, potrafi prawie zawsze znaleźć ulubieńca/ulubieńców. I nie inaczej jest tym razem. Sugar Crush Body Wash, mocno cytrusowy. Dla mnie to skondensowana limonka zasypana ogromną ilością cukru. Aromat bardzo specyficzny i nie dla każdego. Opakowanie starcza mi na bardzo długo, ponieważ nie zawsze mam ochotę na taką eksplozję cytrusów ;) Orangeasm Body Wash posiada bardzo specyficzny zapach i nie boję nazwać się go po prostu – śmierdzielem :D Za to w kontakcie z wodą czaruje wybornym aromatem limonek. Jest to kolejne opakowanie i na pewno nie ostatnie, chyba że firma wymyśli coś nowego. Whipped Clean Shower Butter, uwielbiam za konsystencję i bardzo interesujący dobór składników zapachowych. Czasami mam wrażenie, że za każdym razem odkrywam coś nowego i dla mojego nosa to jeden z najbardziej neutralnych wariantów w ofercie S&G. Na dodatek moja skóra reaguje wybornie na ten produkt. Z chęcią kupowałabym duże pudło, bo tuba jest średnio praktyczna zwłaszcza pod koniec. Za każdym razem ją rozcinam i znajduję mnóstwo produktu.


Ducray Photoprotection Light Cream SPF 50+ UVA został mi polecony dawno temu i jestem bardzo zadowolona. Zakup w ciemno okazał się bardzo trafiony. Wyróżnia się na bazie innych marek pod katem zachowania się na skórze. Dostępny w dwóch wariantach, wybrałam wersję Light, choć z ciekawości kupię także Rich.


Vichy Pureté Thermale Waterproof Sensitive Eyes Cleanser wybrałam, ponieważ bardzo lubię płyn micelarny z tej serii. Zależało mi na czymś skutecznym i jednocześnie delikatnym dla oczu. Nie zawiodłam się.


By Terry Baume de Rose (dziękuję Irenko za wszystkie pomocne uwagi) balsam okazał się wyborny, jedyny minus wersji klasycznej, to kolor. W moim przypadku potrafi mocno rozjaśniać usta, co kojarzy mi się z porno pomadkami (określenie zapożyczone od Stri ;))) które nie do końca są w moim typie.


Dlatego też aplikowany z umiarem przynosi długotrwały efekt oraz bardzo dobre działanie. Planuję kupić wersję barwioną w pięknym kolorze Fig Fiction.


Oskia, prawdziwy rodzynek i celowo zostawiłam na koniec. Renaissance Cleansing Gel już chwaliłam, to cudowny produkt, którego zalety odkrywam od ponad dwóch miesięcy. Jestem nim zachwycona. Niczym św. Graal pośród produktów do mycia twarzy. Dlatego też zaczęłam poznawać ofertę marki bliżej, bogaty pakiet próbek przekonał mnie do zakupów. 


Wybrałam zestaw w skład którego wchodzą: Renaissance Cleansing Gel, Renaissance Hand & Body Cream (prawdziwa gratka dla wielbicielek różanych aromatów!) i Renaissance Mask (co prawda to tzw. dubel, ale przy takiej ofercie uznałam, że to świetna okazja).


Perfect Cleanser, to chęć porównania go ze słynnym żelem (aczkolwiek to dwa różne produkty) i przekonania się, czy jest szansa na zadowolenie :)


Nutri-Active Day Cream zachwycił mnie pod każdym kątem od pierwszego kontaktu, na całe szczęście szykowałam się do zmian w pielęgnacji więc mogłam go kupić nie czekając zbyt długo. Mam nadzieję, że moje zadowolenie będzie miało tendencję wzrostową.

Eye Wonder, żelowa konsystencja, świetny skład i już po pierwszych testach wiedziałam, że to produkt dla mnie. Idealny na okres wiosenno-letni oraz letni, szybko odświeża okolice oczu, wygładza i napina skórę jednocześnie przynosząc odczuwalne ukojenie w ciągu dnia. Szybko się wchłania, nie sprawia problemów pod makijażem. Oby tak dalej! :)

Do kompletu brakuje mi jeszcze dwóch produktów, ale o nich przy innej okazji. Z ofertą marki Oskia spotkacie się na moim blogu wiele razy :)


CicaBiafine Anti Irritations Body Moisturising Cream kupuję od jakiegoś czasu regularnie. Dobrze działa na moją skórę, koi, nawilża, zmniejsza swędzenie. Szybko przynosi ulgę, a przy tym szybko się wchłania i pozostawia tłustej warstwy. Planuję napisać kiedyś o nim kilka słów.


La Roche-Posay Cicaplast Balm B5, nie może go zabraknąć w moich zasobach. Kupuję nałogowo i doceniam jego właściwości pod kątem pielęgnacji twarzy oraz ciała.


Manuka Health Manuka Honey Toning & Moisturising Body Lotion, tegoroczne odkrycie. Będę o nim pisać więcej, ale teraz dodam, że to genialny produkt dla każdej osoby borykającej się z problemami skórnymi. Na uwagę zasługuje także niesamowity skład INCI, zwłaszcza dzięki zawartości miodu Manuka.

I na koniec nie mniej ważne, o ile nie najważniejsze. Prezenty :)


Na Zająca od Simply :* która miała niesamowite wyczucie, ponieważ każda rzecz bardzo cieszy, tak mgiełka A’kin Pure Rose Hydrating Mist wywołała szalony taniec radości :)) Od razu weszła na półkę, ponieważ kończył się mój ulubieniec z P&R i.... będzie się działo!


O paście AloeDent Triple Action pamiętałam cały czas, lecz ze względu na zapasy Himalaya Herbals odkładałam na potem. Teraz wiem, że będę wracać do tej pasty. Jest świeta!
Dr. Organic Virgin Olive Oil Foot Scrub znalazł zastosowanie na dłoniach, głównie dlatego, że dzięki mojej tarce Tweezerman Pedro Smoothing Stone /recenzja/ peelingi do stóp odeszły w niepamięć ;) Niemniej jednak sam produkt zasługuje na swoje 5 minut.


Na IG skrzyżowały się NASZE drogi. W taki oto sposób poznałam Martynę (hej hej pozdrawiam :*), po czym okazało się, że czyta mojego bloga od bardzo dawna i mamy mnóstwo wspólnego. Łączy Nas wiele, ale zaczęło się od świata perfum. Miałam otrzymać kilka fiolek na wypróbowanie, poznanie, a otrzymałam TO! :) Wraz z każdym kolejnym pudełkiem (ponieważ paczka została sprytnie zapakowana) odkrywałam nowe cuda. W życiu nie spodziewałam się TYLE dobra i TAK dopasowanego. Martyna włożyła całe serce oraz uwagę, ponieważ nie dostałam nic przypadkowego. Nadal jestem pod wrażeniem, mimo upływu kilku tygodni. Dlaczego o tym piszę? Bo chcę jeszcze raz powiedzieć  D Z I Ę K U J Ę  B A R D Z O!!!

To nie pierwszy raz, kiedy podczas wirtualnych kontaktów rodzą się przyjaźnie, nawiązują znajomości, dochodzi do bezinteresownych aktów. Jednak za każdym razem te wszystkie dobre zdarzenia pokazują wielką MOC, która jest w ludziach. I to jest niesamowite.

Kończąc tym optymistycznym akcentem 
dziękuję wszystkim za uwagę i serdecznie pozdrawiam :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...