Nadszedł czas, by podsumować moje wrażenia dotyczące kosmetyków polskiej marki Skinow, które bez wątpienia wpisały się w moje preferencje i potrzeby skóry.
Byłam sceptyczna. Nawet bardzo. Przestałam śledzić poczynania wielu osób w internecie. Z różnych powodów, a zwłaszcza po dużym rozczarowaniu kilkoma markami tworzonymi przez osoby „z branży”, przestałam zagłębiać się w tego typu projekty. Zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś chce zostać kolejnym influtesterem, pomysłowym twórcą biznesu, a może rzeczywiście jest specjalistą w swojej dziedzinie.
W każdym razie ciekawość zwyciężyła. Nie śledzę profilu twórcy Skinow, natomiast „Skórne Rewolucje” podglądam okazjonalnie i nie sądzę, by miało się to zmienić. Przez pewien czas byłam w gronie obserwatorów, jednak liczba paczek PR, lista ich odbiorców i kilka innych kwestii sprawiły, że postanowiłam skupić się na tym, co dla mnie najważniejsze. Chcąc cieszyć się właściwościami kosmetyków, nie potrzebuję dodatkowej wiedzy związanej z kulisami działalności.
Oczywiście wolę, gdy całość jest spójna, bo wtedy mam pełne poczucie satysfakcji. Nie zawsze jednak da się to pogodzić z rzeczywistością. Ten wstęp jest ważny, ponieważ temat ten będzie jeszcze powracać niczym bumerang. ;)
Architekt skóry
Architekt skóry to krem, którego opisy i prezentacje rozbudziły moją ciekawość. Producent obiecuje wielokierunkowe działanie: wsparcie odbudowy bariery hydrolipidowej, redukcję rumienia, poprawę jędrności oraz zmniejszenie widoczności przebarwień i zmarszczek. Kosmetyk ma sprawdzić się zarówno w pielęgnacji skóry dojrzałej, jak i osłabionej przez czynniki zewnętrzne, a także stanowić wsparcie podczas leczenia dermatologicznego.
Liczyłam również na to, że stanie się kosmetykiem kompletnym, na którym będę mogła oprzeć swoją pielęgnację. Innymi słowy, zależało mi na produkcie, który można stosować samodzielnie, bez konieczności wzmacniania jego działania innymi preparatami, a który jednocześnie będzie dobrą bazą do pielęgnacji warstwowej.
Od razu zaznaczę, że od dawna nie stosuję żadnych kuracji kwasowo-retinoidowych. Produkty o działaniu funkcyjnym na konkretne problemy wprowadzam według określonego schematu i traktuję wyłącznie jako dodatek. Udało mi się doprowadzić skórę do takiego stanu, że pielęgnacja skoncentrowana na wspieraniu bariery naskórkowej, uzupełniona o działanie normalizujące, okazała się optymalnym rozwiązaniem.
Rosacea nadal pozostaje w remisji. Obecnie zmagam się jedynie z nawrotami łuszczycy, szczególnie w obrębie twarzy. W tej kwestii mam wdrożone leczenie dermatologiczne, dzięki któremu udaje się utrzymać zmiany pod kontrolą.
To bardzo ważne, ponieważ w przypadku nasilenia zmian łuszczycowych zdecydowanie zalecam konsultację z dermatologiem w sprawie dalszego stosowania kremu Architekt skóry. Ma to związek z obecnością czynników wzrostu, które są jednym z aktywnych składników tego kosmetyku. Będę wracać do tego tematu za kilka miesięcy.
To, co absolutnie mnie oczarowało, to konsystencja kremu i sposób, w jaki zachowuje się na skórze. To genialne połączenie lekkości z efektem odżywienia, bez uczucia obciążenia. Formuła przypomina mi produkty typu water cream, ale działa jak coś znacznie bardziej dopracowanego. Struktura kremu przywodzi na myśl delikatne sera emulsyjne.Podczas aplikacji kosmetyk gładko rozprowadza się na skórze, pozostawiając na chwilę wilgotne wykończenie. To szybko zanika, ustępując miejsca natychmiastowemu zmiękczeniu i ukojeniu. Krem zachowuje się niczym niewidzialny woal. Z jednej strony wiemy, że kosmetyk został nałożony, ale z drugiej w ogóle go nie czujemy — i to w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Jest to szczególnie ważne, gdy szukamy odżywczych formuł, które nie pozostawiają wyraźnie odczuwalnej warstwy na skórze. Produkt idealnie się z nią stapia.
Kolejną miłą niespodzianką okazało się to, że stosowany samodzielnie zapewnia mojej skórze optymalne wsparcie, zarówno w pielęgnacji porannej, jak i wieczornej.
Przywraca skórze miękkość, elastyczność, nawilżenie i odżywienie. Zaczerwienienia są wyraźnie wyciszone, strefa T produkuje mniej sebum, a jednocześnie nie pojawia się problem odwodnienia. To ostatnie jest dla mnie absolutną rzadkością. Zazwyczaj, gdy jakiś kosmetyk reguluje wydzielanie sebum, muszę równolegle sięgać po dodatkowe produkty. Tutaj nie ma takiej potrzeby.
Stosuję go również pod oczy. Moja pielęgnacja jest obecnie bardzo prosta, o czym pisałam szerzej w tym wpisie: Moja pielęgnacja – czas przemian.
Architekt skóry okazał się wymarzonym wyborem na gorące, upalne lato. To właśnie w takich warunkach szczególnie zależy mi na określonych właściwościach kosmetyku, a ten produkt spełnił moje oczekiwania. Co więcej, dzięki swojej formule doskonale sprawdzał się pod SPF.
To dla mnie istotny atut, ponieważ jego konsystencja pozwala bez problemu włączyć go do pielęgnacji warstwowej. Tego właśnie zabrakło mi w kremie Exobiom. Celowo o tym wspominam, ponieważ zapach kremu Skinow wyraźnie nawiązuje do woni Exobiom. Na szczęście jest niezwykle subtelna.
Wiadomo również, że właścicielka Skin Science miała udział w opracowaniu receptury kosmetyków Skinow. Osoby, które tak jak ja znają i lubią produkty Skin Science, szybko wychwycą podobieństwa.
Mam jednak wątpliwości, czy byłabym równie zadowolona z działania Architekta skóry, gdybym nadal przechodziła kuracje kwasowo-retinoidowe. W tamtym okresie moja skóra potrzebowała znacznie więcej i nie sądzę, by ten krem miał szansę sprawdzić się samodzielnie. A może? Kto wie. ;) Na pewno nie będę miała już okazji tego sprawdzić.
Wiem natomiast, że kosmetyk spełnił swoje obietnice na szóstkę z plusem, gdy przechodziłam naprawdę trudny czas, a moja skóra mierzyła się z wieloma wyzwaniami. Nadal jestem pod wrażeniem tego, jak szybko i skutecznie pomagał wyciszyć reaktywność, zaczerwienienia i obrzęki, przywracając skórze jędrność oraz elastyczność. Zapewniał mi komfort niezależnie od czynników zewnętrznych.
Jestem już w trakcie trzeciego opakowania, a kolejne zostało kupione i czeka na dostawę :) Wrócę jeszcze z aktualizacją i podsumowaniem, ponieważ mam ku temu kilka powodów. Jestem jednak szczególnie ciekawa, jak krem poradzi sobie zimą, nie tylko w związku z sezonem grzewczym. Mocno mu kibicuję! :)Opakowanie to masywny, szklany słoiczek, który nie należy do moich ulubionych rozwiązań. Jest mało praktyczny, zwłaszcza podczas podróży. Co więcej, w kontekście wejścia w życie przepisów PPWR potrafię sobie wyobrazić, jakie konsekwencje mogą one mieć dla całej branży kosmetycznej. O ile duzi gracze zapewne sobie poradzą, o tyle zastanawiam się, jak nowe wymogi wpłyną na małe, niezależne firmy.
To zagadnienie ma również znaczenie z perspektywy naszych wyborów konsumenckich. Decydujemy nie tylko na podstawie zasobności portfela, choć ta nadal odgrywa kluczową rolę.Strażnik równowagi
Strażnik równowagi to serum normalizujące. Początkowo pomyślałam o nim jako o alternatywie dla Decalt od Slurp Laboratories, który pokazał mi, jak duże znaczenie ma rodzaj zastosowanej formuły. Niestety Decalt od dawna nie jest już dostępny, a firma z różnych przyczyn zniknęła z rynku. Nie wszystko w tej historii jest jasne, ale uznałam, że warto dać szansę Skinow.
W formule wykorzystano między innymi mikrokapsułkowany kwas salicylowy. Takie rozwiązanie ma ograniczać typowe podrażnienia związane ze stosowaniem BHA w klasycznej postaci. To właśnie przyciągnęło moją uwagę i muszę przyznać, że serum sprawdza się pod tym względem bez zarzutu.
Kupiłam je jednak przede wszystkim z myślą o moim mężu, u którego od czasu do czasu powraca problem rogowacenia okołomieszkowego. Nie jest już tak uciążliwy jak dawniej, ale dobrze mieć pod ręką produkt, który działa, nie podrażnia i ma odpowiednią konsystencję.
Ta ostatnia kwestia jest kluczowa. Serum przypomina rozwodniony żel, ale ma na tyle zwartą strukturę, że nie rozlewa się niekontrolowanie w dłoni. Jednocześnie nie jest lepkie i po aplikacji pozostawia przyjemne uczucie komfortu. Zachowuje się niemal jak woda — dość szybko wnika w skórę, nie powodując uczucia obciążenia, ściągnięcia ani lepkości.
W zależności od obszaru, na który jest nakładane, nie zawsze wymaga domknięcia pielęgnacji kremem. Mam tu oczywiście na myśli odpowiednio dobrany sposób stosowania, z naciskiem na aplikację punktową lub wykorzystanie serum w formie peelingu zmywanego ze skóry.
Ten produkt daje naprawdę dużą swobodę dopasowania pielęgnacji nie tylko do własnych potrzeb, ale przede wszystkim do aktualnej kondycji skóry. Jest również bardzo wydajny, a dołączona pipeta pozwala na precyzyjne dozowanie.
Stosuję go najwyżej dwa razy w tygodniu, a czasami wyłącznie punktowo, gdy zachodzi taka potrzeba. Działa szybko i skutecznie w przypadku pojedynczych zmian zapalnych, które u mnie mają typowo hormonalne podłoże.
Aplikowany na strefę T zapewnia dodatkowe wsparcie w normalizacji skóry i dobrze uzupełnia działanie kremu Architekt skóry.
Żałuję, że na rynku nie było takiego produktu, kiedy naprawdę go potrzebowałam. Obecnie nie jestem w stanie w pełni wykorzystać jego potencjału, ale cieszę się, że zdecydowałam się na zakup i mogłam go poznać.
Dzięki temu zrezygnowaliśmy z dalszego stosowania peelingu Ph.Doctor z 12-procentowym kwasem mlekowym, o którym pisałam tutaj: Kosmetyczna petarda – hit 2024: Ph.Doctor. W rotacji pozostał natomiast Neauvia PHA Touch, obecnie dostępny pod nazwą N-Line PHA Touch Wzmacniający lotion dla każdego typu skóry (N-Line PHA Touch Skin Prep & Skin Renewal Boosting Essence).
Kilka uwag o marceJak już wspomniałam na początku, Skinow to niewielka polska firma założona przez Oskara Wejkucia. Kibicuję jego działalności, choć jest kilka kwestii, nad którymi warto byłoby popracować.
Obsługa klienta, a zwłaszcza komunikacja.
Na stronie firmowej dostępny jest jedynie formularz kontaktowy oraz możliwość kontaktu za pośrednictwem mediów społecznościowych. To moim zdaniem stanowczo ogranicza możliwości komunikacji i wymusza na kliencie zmianę przyzwyczajeń. Nie każdy korzysta z mediów społecznościowych, a część osób nadal preferuje tradycyjny kontakt za pośrednictwem poczty elektronicznej.
Działania marketingowe.
Nie do końca odpowiada mi dotychczasowy sposób prowadzenia marketingu. Szczególnie wtedy, gdy krem Architekt skóry przez dłuższy czas był niedostępny, a firma promowała już kolejny produkt. Jednocześnie liczba publikacji przedstawiających paczki PR w żaden sposób nie zachęcała mnie do zakupów.
Kody rabatowe pojawiają się w miarę regularnie, jednak opracowany model ich wykorzystania nie do końca mnie przekonuje. Sposób ustalania ceny regularnej, wysokość rabatów i częstotliwość ich przyznawania jasno pokazują, ile dany produkt może kosztować w praktyce. To dobry przykład tego, dlaczego podczas zakupów warto brać pod uwagę wszystkie czynniki, a nie tylko wysokość aktualnej zniżki.
Skinow Architekt skóry i Strażnik równowagi to dwa kosmetyki, które pozytywnie zaskoczyły mnie swoimi właściwościami i dobrze wpisały się w potrzeby mojej skóry. Architekt skóry zachwycił mnie lekką, a jednocześnie odżywczą formułą, która zapewnia komfort, wspiera nawilżenie i pomaga wyciszyć zaczerwienienia, nie obciążając cery. Strażnik równowagi to z kolei wydajne serum o lekkiej konsystencji, które dobrze sprawdza się w pielęgnacji ukierunkowanej na normalizację skóry. Choć oba produkty oceniam bardzo dobrze, mam pewne zastrzeżenia dotyczące komunikacji marki i jej działań marketingowych. Mimo to kibicuję Skinow i jestem ciekawa, jak kosmetyki sprawdzą się w dłuższej perspektywie oraz czy kolejne propozycje marki utrzymają równie wysoki poziom :)
Pozdrawiam serdecznie :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.