Krave Beauty Oil La La Linoleic Acid-Rich Oil Serum – recenzja

Na rynku nie brakuje obecnie produktów, których zadaniem jest wspieranie bariery naskórkowej i zapewnianie skórze prawidłowego funkcjonowania. Jest to ważne nie tylko w okresie różnego rodzaju kuracji kwasowych i retinoidowych czy po zabiegach. Odpowiednio dobrany schemat pielęgnacji ma równie istotne znaczenie w przypadku skór z dermatozami, ale także tych zdrowych.

Te zagadnienia rozwinęłam w jednym z wpisów z cyklu Moja skuteczna pielęgnacja: Równowaga hydrolipidowa – czym jest, jak ją odbudować i podtrzymać w oparciu o fizjologię skóry? Przykłady produktów i połączeń, gotowe zestawy. Zachęcam do ponownego zajrzenia do tego artykułu, jeśli śledzisz moje wpisy, lub zapoznania się z nim, jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy :) 

W gąszczu bardzo podobnych, a niekiedy niemal bliźniaczych produktów łatwo się pogubić. Wiele firm podąża za marketingowymi trendami, wykorzystując nadarzające się okazje. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale warto wybierać świadomie. Cenię Krave Beauty za konsekwencję, spójność i trzymanie się obranej drogi. Dlatego kiedy w sprzedaży pojawiło się serum Oil La La, wiedziałam, że chcę je poznać.

Na blogu wspominałam o nim już kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich miesięcy, ale reformulacja, którą wprowadzono jakiś czas temu, zachęciła mnie do opublikowania pełnej recenzji. To kosmetyk, który kupuję regularnie, i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Stał się dla mnie zwieńczeniem poszukiwań idealnej alternatywy dla A. Florence Hydrating Milky Toner oraz Slurp Preparation B5, które niestety nie są już dostępne w sprzedaży.

Oil La La to jednak coś więcej niż tylko dodatkowa opcja. To kompleksowy kosmetyk, który zapewnia skórze wsparcie w utrzymaniu prawidłowego funkcjonowania bariery naskórkowej.

Jest to serum emulsyjne przypominające lekki lotion. Jego konsystencja nie jest typowo wodnista, dlatego zaliczyłabym ją do tych o średniej lepkości. Produkt nie rozlewa się w dłoni i bez problemu pozwala się rozprowadzić na skórze. Dobrze do niej przylega i gładko sunie podczas aplikacji, pozostawiając przyjemne uczucie zmiękczenia, bez lepkości czy tłustości. To idealny wariant zarówno do samodzielnego stosowania, jak i do łączenia z innymi kosmetykami w pielęgnacji warstwowej.

Serum jest bezzapachowe. W pierwszej wersji wyczuwałam specyficzną woń wynikającą z użytych surowców, natomiast po reformulacji zapach jest dla mnie absolutnie neutralny.

Na uwagę zasługuje również format opakowania, które pokazywałam przy okazji tego wpisu: Akcja zerowanie – minirecenzje w pigułce.

Co się zmieniło?

Firma zastosowała nowatorskie rozwiązanie w postaci wewnętrznego pojemnika. Nie miałam jeszcze okazji go rozebrać, tak jak zrobiłam to z poprzednim opakowaniem, ale wynika to wyłącznie z faktu, że pozostałości kosmetyku przekazałam do dalszych testów. Z pewnością kiedyś to nadrobię, choćby po to, by zaspokoić własną ciekawość. ;)

Udoskonalono również recepturę pod kątem stabilności i odporności na wysokie temperatury. Całość zyskała nową oprawę w kształcie jajka.

Ciekawostką jest to, że Oil La La początkowo wcale nie miało być produktem przeznaczonym do sprzedaży. Powstało wyłącznie na potrzeby założycielki marki, Liah, która zmagała się z trądzikiem i problemami skórnymi. Chcąc dostarczać skórze oleje bogate w kwas linolowy, opracowała właśnie Oil La La. Stąd też obecność oleju z nasion dzikiej róży, oleju jojoba oraz oleju z pestek winogron.

Kompleks „Cicatide” to połączenie wąkrotki azjatyckiej z EGF. Składniki te mają za zadanie koić skórę i wspierać procesy jej odnowy.

To serum jest naprawdę wyjątkowe i oczarowało mnie na wielu poziomach. Co więcej, może spodobać się każdemu, kto z różnych powodów nie przepada za olejami w pielęgnacji. Emulsyjna formuła jest niezwykle delikatna i w żaden sposób nie kojarzy się z typowymi olejkami.

Doceniam również praktyczne opakowanie, które jest lekkie, poręczne i bez problemu można zabrać je w podróż. Łatwo je spakować, a przy tym nie zajmuje wiele miejsca.

Spośród różnych kosmetyków, które przewijały się przez moją półkę w ciągu ostatnich dwóch lat, to właśnie Krave Beauty Oil La La Linoleic Acid-Rich Oil Serum pozostało ze mną do dziś.

Mam też nadzieję, że firma utrzyma się na rynku, ponieważ poznałam kolejnego faworyta jej oferty – Mochi Berrier Moisture Cream.

Uważam, że wprowadzone zmiany przemawiają na korzyść marki, która słucha opinii klientów, a przede wszystkim stara się utrzymywać wysoki poziom jakości swoich kosmetyków.

Jeśli szukacie tego rodzaju produktów, zdecydowanie warto zapoznać się z ofertą Krave Beauty!

Pozdrawiam serdecznie! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...