Ovium to polska firma, która jest na rynku już od jakiegoś czasu. Nie śledzę jej działalności zbyt uważnie, a to dlatego, że początkowo była kolejną marką nawiązującą do minimalizmu i eko-trendów. Celowo użyłam czasu przeszłego, ponieważ w pewnym momencie coś się zmieniło. I ta zmiana poszła w dobrym kierunku — na tyle, że postanowiłam dać marce szansę.
Oczyszczający krem do demakijażu zachwalała mi jedna z Was — pozdrawiam Paulinę! Dlatego cały czas o nim pamiętałam. Gdy kolejna z Was zwróciła moją uwagę na ich SPF, pomyślałam, że to dobry moment na zakupy. Zapraszam na podsumowanie moich wrażeń :)
Ovium Cream Cleanser – oczyszczający krem do demakijażu
Jestem zachwycona tym kosmetykiem, jego właściwościami i działaniem. Największymi wadami są jednak opakowanie oraz krótkie PAO, wynoszące zaledwie 3 miesiące. Mimo to jestem w stanie przymknąć na nie oko i z przyjemnością wrócić do niego ponownie. Gdyby jednak producent zdecydował się na zmianę opakowania na coś naprawdę wygodnego i funkcjonalnego, nawet krótki okres przydatności po otwarciu nie stanowiłby dla mnie problemu.
Obecnie krem znajduje się w bardzo masywnym i absolutnie niepraktycznym szklanym słoiku. Taka koncepcja opakowania to dla mnie beznadziejny pomysł. Konsystencja kremu jest dość rzadka, a jego lepkość niewielka, dlatego nabieranie go palcami czy nawet przy użyciu szpatułki nie jest ani komfortowe, ani praktyczne. Produkt spływa po skórze, więc najlepiej jednorazowo wydobyć odpowiednią porcję i rozprowadzić ją w dłoniach lub bezpośrednio na skórze.
Jeśli ktoś używa go wyłącznie do mycia twarzy, rozumiem, że może nie stanowić to dla niego problemu. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku demakijażu. Po otwarciu słoika zawartość nie jest też odpowiednio zabezpieczona — jedyną dodatkową ochronę stanowi plastikowa nakładka, która nie spełnia swojej funkcji w należyty sposób. Najlepiej widać to na poniższych zdjęciach.
Brakuje mi tutaj sprawnego dozownika, najlepiej typu airless. Tak, to byłoby najlepsze rozwiązanie! Nie tylko podczas podróży, ale przede wszystkim w codziennym użytkowaniu. Wygodnie, praktycznie i bezpiecznie. To ostatnie, wbrew pozorom, ma duże znaczenie.Teraz przejdę do dalszej części, która będzie pełna zachwytów. Tym razem nad formułą! To niesamowicie dopracowana receptura, która w mojej ocenie może sprawdzić się w przypadku niemal każdego rodzaju skóry. Opisy producenta nie są przesadzone i, co najważniejsze, bardzo dobrze oddają charakter tego produktu. To połączenie kosmetycznej elegancji na najwyższym poziomie ze skutecznością i rewelacyjnym działaniem.
Nawet kompozycja zapachowa jest niezwykle subtelna i, moim zdaniem, przemyślana. Wyczuwam w niej coś kremowego, z nutką słodyczy, ale jednocześnie świeżości. Bardzo mi odpowiada.Pomijając trudności związane z brakiem dozownika i specyficzną konsystencją, kiedy już uda nam się wydobyć krem i nałożyć go na skórę, dzieje się magia! :) To faktycznie lekki krem przypominający delikatną śmietankę, który gładko sunie po skórze, rozpuszcza większość kosmetyków kolorowych i bardzo dobrze łączy się z wodą.
Celowo użyłam określenia „rozpuszcza większość kosmetyków kolorowych”, ponieważ to wyłącznie moje odczucia, wynikające z własnych preferencji. Wybieram długotrwałe formuły, które w większości przypadków — zwłaszcza w makijażu oczu i ust — wymagają użycia dobrego płynu dwufazowego. Z tradycyjnymi kosmetykami nie ma natomiast żadnego problemu.
Ten kremowy czyścik jest niezwykle łagodny dla skóry. Nie podrażnia jej i po zmyciu pozostawia ją nie tylko ukojoną. To chyba jedyny produkt, który naprawdę nie narusza bariery naskórkowej, niezależnie od aktualnego stanu skóry, rodzaju wody czy okoliczności. Po zmyciu nie pozostawia żadnej warstwy — skóra zachowuje swoją naturalną miękkość i sprężystość.
To zupełnie inny poziom pielęgnacji, niż znałam do tej pory, nawet w porównaniu z moimi największymi ulubieńcami. Niewidzialny woal otulenia spowija skórę, zachęcając do dalszego użytkowania :) To również jeden z tych kosmetyków, po których użyciu nie potrzebuję żadnych dodatkowych produktów pielęgnacyjnych.Co więcej, zdarzały mi się typowe dni saute, kiedy w ogóle nie sięgałam po dodatkową pielęgnację, a skóra przez cały dzień, aż do wieczora, nie potrzebowała żadnego wsparcia.
Ovium Sunscreen SPF 50
W przypadku filtra moje odczucia nie są już tak entuzjastyczne. Zdecydowałam się go poznać, ponieważ miał to być lekki, nietłusty produkt, który jednocześnie mógłby sprawdzić się jako baza pod makijaż. Nic bardziej mylnego… A już na pewno nie podczas upalnego lata!
Dla mnie to dobra opcja wyłącznie na chłodniejsze dni. Problem w tym, że właśnie wtedy rzadko sięgam po SPF. Nie widzę go również w roli produktu pod makijaż, szczególnie latem.
Teraz, gdy zrobiło się chłodniej, czasami nakładam na niego jedynie korektor, a całość utrwalam sypkim pudrem Charlotte Tilbury, który zdecydowanie ratuje sytuację. W ogóle jestem pod wrażeniem tego pudru, ale o nim opowiem przy innej okazji.
Sam filtr sprawdza się u mnie raczej jako krem na dzień, kiedy mam luźniejsze, relaksujące dni i nie zależy mi na pełnym makijażu. Na co dzień funkcjonuję w warunkach wysokiej wilgotności powietrza, co nie sprzyja temu produktowi. Latem miałam okazję sprawdzić jego właściwości w różnych warunkach i niestety — wysokie temperatury, niezależnie od poziomu wilgotności, sprawiały, że SPF niemal natychmiast spływał, tworząc na twarzy tłustą taflę. Nie było to komfortowe. Za to z powodzeniem używałam go wtedy na dłonie.
Jego największym atutem jest brak bielenia. Nie pozostawia również odblaskowej warstwy ani nie zbiera się w załamaniach skóry, u nasady brwi czy przy linii włosów.
Nie nazwałabym go lekkim, choć na tle klasycznych filtrów wyróżnia się na plus. Teoretycznie mamy do czynienia z delikatną emulsją, jednak podczas aplikacji produkt wyraźnie gęstnieje pod palcami. Ogólnie lubię bogatsze konsystencje w filtrach do twarzy, ale tym razem nie trafiliśmy na siebie.Podoba mi się efekt rozświetlonej skóry i nie przeszkadza mi nadmierny błysk. Niestety, zachowanie tego filtra podczas letnich upałów dyskwalifikuje go w kontekście moich oczekiwań. Zależy mi na tym, aby kosmetyk dobrze osiadał na skórze, przylegał do niej bez uczucia obciążenia i nie spływał przy najmniejszej zmianie warunków. W przypadku Ovium jest niestety odwrotnie.
Odnoszę również wrażenie, że nie jest to produkt stworzony z myślą o pielęgnacji warstwowej. Ma to swoje zalety, szczególnie dla mnie, ponieważ od dłuższego czasu korzystam z mocno uproszczonego, minimalistycznego schematu pielęgnacji. Przy czym używając go regularnie nie wymusza jego zmiany i mam poczucie, że poza walorami ochronnymi jest tutaj także wsparcie dla prawidłowego funkcjonowania skóry.
Producent obiecuje lekką konsystencję, jednak sam SPF ma zdecydowanie odżywczy charakter.
Posiada wykończenie w stylu gripping primer, co jest jednocześnie jego zaletą i wadą. Teoretycznie makijaż ma szansę wyglądać na nim dobrze, jednak wiele zależy od naszych preferencji oraz użytych produktów. Latem całość dość szybko zaczyna się wyświecać, a filtr topi się pod wpływem ciepła i przestaje wyglądać estetycznie. Nawet dla mnie, ogromnej fanki glow, jest to problem.
Obecnie, gdy zrobiło się znacznie chłodniej, zauważam, że niektóre produkty dość mocno przywierają do filtra, przez co podkreślają strukturę skóry i pozbawiają ją optycznego wygładzenia. Jednym może to przeszkadzać, innym nie. Ja jestem gdzieś pośrodku, ponieważ wiem, że to „wina” filtra. Na pewno nie jest to propozycja dla osób, które szukają matowego wykończenia. Charakterystyczny dla niego rodzaj błysku i tak będzie widoczny.
Kolejną wadą jest dla mnie zapach. Mocny, chemiczny i mało przyjemny. Na szczęście szybko zanika po aplikacji, jednak osoby szczególnie wrażliwe na zapachy mogą zostać niemile zaskoczone. Wybrano dość osobliwą kompozycję zapachową i jeśli miała ona maskować woń pozostałych surowców, to efekt jest, moim zdaniem, co najwyżej przeciętny.
Oferta filtrów przeciwsłonecznych na rynku zmienia się wyjątkowo dynamicznie z wielu powodów i trzeba przyznać, że polskie firmy nie pozostają w tyle. W mojej ocenie Ovium wypada na tym tle bardzo dobrze i myślę, że ten SPF może przypaść do gustu wielu osobom.
Sama rozważam powrót do tego produktu, zwłaszcza w okresach przejściowych, gdy temperatury są jeszcze na tyle umiarkowane, że filtr dobrze zachowuje się na skórze, a ja potrzebuję dodatkowej opcji na dni spędzane na świeżym powietrzu. Zostawiam więc uchyloną furtkę i z pewnością wrócę z pełnym podsumowaniem :)
Jestem ciekawa, czy znacie ofertę Ovium i jakie są Wasze wrażenia. Dajcie znać!
Pozdrawiam serdecznie :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Entuzjastka świadomej i skutecznej pielęgnacji. Działająca niekomercyjne i hobbystycznie. Jest to jedna z moich stref relaksu :) Poznaj mój świat określany przez potrzeby skóry/rosacea w remisji. Od dawna nie gonię kosmetycznego króliczka, nie testuję TYLKO sprawdzam i
dopasowuję poszczególne elementy, by całość była spójna.
1001 Pasji, to wiele stron jednej kobiety <3
#freefromPR
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.