Estee Lauder Micro Essence Skin Activating Treatment Lotion /recenzja/


Do zakupu tej esencji popchnęły mnie długie testy, które następowały w odstępach czasu. A to wszystko za sprawą SK-II Facial Treatment Essence, o której kiedyś więcej napiszę na blogu. Dzisiaj chcę się skupić na Estee Lauder Micro Essence Skin Activating Treatment Lotion, która u mnie sprawdza się bardzo dobrze, ma świetną dostępność oraz przystępną cenę.

Zanim doszło do testów i zakupów wnikliwie wpatrywałam się w skład INCI zastanawiając się, czy w ogóle można mówić o alternatywnie dla esencji SK-II. Dla jednych to będzie tylko niepozorny płyn, który za wiele nie robi ;) i wcale nie dziwią mnie takie odczucia. Natomiast w przypadku mojej bardzo wrażliwej skóry z rosacea stała się prawdziwym ukojeniem. W połączeniu z pozostałą pielęgnacją wpisała się znakomicie w potrzeby mojej skóry.


Produkt jest przeznaczony do każdego typu cery, w składzie znajduje się min. Bifida Fermet Lysate - lizat z bakterii probiotycznych. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego artykułu /KLIK!/ oraz Lactobacillus Ferment (wyciąg z fermentacji bakterii Lactobacillus) /do poczytania/


Micro and mighty. This essence-in-lotion activates and strengthens skin's foundation to reveal its youthful, angelic glow.
MICRO TARGETED: penetrates deeply and rapidly within skin's surface to renew and rebalance its appearance.
MICRO NOURISHING: delivers a precise concentration of exclusive Micro-Nutrient Bio-Ferment.
MICRO ACTIVE: Activates multiple natural pro-youth abilities to replenish the look of skin.
Tested and proven: Skin is more hydrated, smoother, supple. 94% of women said their skin looked healthier, more beautiful.*
Created specifically for and tested on Asian skin in Asia.
(*Consumer testing after 4 weeks on 103 women.)


Pojemność 75 ml w cenie 48 funtów (jest jeszcze 150 ml/68 funtów), PAO 24 miesiące - starczyła mi na ok. 2 miesiące regularnego stosowania.


Dozownik może nie jest najlepszy, ale otwór posiada na tyle idealna wielkość, że płyn wydobywa się przez niego kroplami. Można go stosować na płatek lub bezpośrednio z dłoni. Wybrałam tę drugą opcję. Butelka jest masywna, wykonana z mrożonego szkła, a zakrętka stanowi dobre zabezpieczenie. Nie ma obaw że coś wyleje się podczas transportu. Posiada także fabryczne zabezpieczenie, które należy ściągnąć przed pierwszym użyciem.


Konsystencja wodnistego żelu gładko się rozprowadza, szybko wchłania nie pozostawiając uczucia dyskomfortu. Skóra jest lekko napięta, ale miękka, gładka i nawilżona. Dla mnie zapach jest neutralny, podobnie jak przy SK-II mój nos nie odnotowuje żadnej nieprzyjemnej woni ;) Po kilku chwilach od aplikacji nakładam serum bądź sam krem i tyle. Ta esencja między innymi też ratowała sytuację, kiedy stosowałam serum Lancome Energie de Vie /recenzja/ oraz dodatkowo zapobiegała łuszczeniu się naskórka przy stosowaniu na strefę T żelowego toniku migdałowego z Norel (Mandelic Acid - dwa razy w tygodniu z tym tonikiem to dla mnie max. ;)) I teraz najważniejsza część, obszary naczynkowe oraz zmiany związane z rosacea zostały jeszcze bardziej wyciszone, a kiedy pojawia się pojedyncza grudka, to nie ma wokół niej stanu zapalnego i zanika w ciągu dnia bądź nocy - w zależności kiedy się pojawi. Jest to bardzo podobne działanie do tego, które odnotowałam przy SK-II. Niepozorna woda, która jednak ma znaczenie w całym schemacie pielęgnacji :)


Będę do niej wracać regularnie i cieszę się, że znalazłam coś równie dobrego oraz skutecznego jak esencja SK-II, lecz z dużo lepszą dla mnie dostępnością. Mam na liście jeszcze kilka innych produktów do sprawdzenia, ale muszą one poczekać ;)

Pozdrawiam serdecznie :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...