11 miesięcy z M Brush /podsumowanie/ (dużo zdjęć)


Niebawem mają pojawić się w sprzedaży kolejne modele pędzli M Brush (czekałam na tę wiadomość, yay!) i postanowiłam podsumować dotychczasowy zestaw, który kupiłam rok temu, kiedy tylko wszedł do oficjalnej sprzedaży.
Odniosę się do wpisu z kwietnia /link/, by nie powielać opisów i wrażeń. Spróbuję też odpowiedzieć na własne pytanie, czy było warto kupić od razu cały zestaw M Brush?

Podobnie jak poprzednim razem, nie będę poruszać ceny pędzli. Każda/y z Was zna najlepiej swoje możliwości oraz preferencje. I tyle :)


Nie zamierzam rozkładać pędzli na części pierwsze w stylu: pozłacana skuwka, lakierowany trzonek. Nie dobieram ich dla wyglądu tylko pod kątem przydatności. Dla mnie liczy się jakość włosia, jego linia cięcia/ułożenia, gęstość, sprężystość, długość trzonka i wyważenie samego pędzla.
Tuba z kartonu okazała się mało praktyczna i użyteczna, osobiście wolałabym dopłacić  i dostać coś, co będzie idealnym rozwiązaniem na podróże i nie tylko. Jak możecie się domyślać, moja tuba wylądowała w koszu (raz, że mało praktyczna a po drugie, stanowiła jedynie element dekoracyjny, który zbierał kurz). To taki mały apel do Maxi ;)

Zakup wszelakich zestawów niesie za sobą pewne ryzyko, że nie każdy model pędzla zostanie wykorzystany (nie spotkałam się z takim, by pasował w 100% pod każdym kątem) dlatego też zacznę podsumowanie od najmniej lubianych/użytecznych/dopasowanych do moich potrzeb.


Przez te wszystkie miesiące nie polubiłam M Brush 01 i 02, przy czym 01 w ogóle nie wpisał się w moje potrzeby i dotarło do mnie, że ja po prostu nie lubię płasko ułożonego włosia w pędzlach do makijażu twarzy. Próbowałam używać go na różne sposoby, z wieloma produktami i za każdym razem lądował w szufladzie, by robił za pędzel awaryjny (tzn. taki, który wykorzystam, gdy wszystkie inne są brudne, a to z kolei nie dzieje się za często, ponieważ piorę pędzle na bieżąco). Teraz też wiem, że będę unikać takiego kształtu. Zamierzam się z nim rozstać. Z niego też chyba wypadło najwięcej włosia, aczkolwiek nie wpłynęło to na jego objętość oraz jakość (nie jakoś specjalnie dużo, lecz w porównaniu z pozostałymi było to zauważalne). Co ciekawe, pozłacane logo widać na nim najbardziej starte, choć nie był używany regularnie jak pozostałe. Nieco mnie to zdziwiło, sądziłam że powinno być odwrotnie ;)


M Brush 02 jest dla mnie za mały, gdybym miała nakładać puder przy jego pomocy. Nie nadaje się do płynnych bądź kremowych kosmetyków. Używam go do mojego ulubionego różu Jardin de Chanel - Blush Camelia Rose i tylko z tego powodu ze mną zostanie.
Gdybym miała kupować zestaw jeszcze raz, zrezygnowałabym z niego na rzecz skompletowania własnego, z poniższej piątki. 01 i 02 są dla mnie zbędne i tak naprawdę uważam je za najsłabszy punkt tego setu. Rozumiem, że powstały one pod potrzeby Maxi i na pewno mają swoich zwolenników, lecz te dwa modele nie trafiły w moje preferencje (moje- pamiętajcie o tym :))


***


***


M Brush 05, 06, 07 stanowią mój "dream team" jeżeli chodzi o makijaż oczu i w zestawie z pędzlami MAC 276 & 217 używam ich cały czas. 05 jest  także bardzo pomocny do utrwalenia korektora. Z uwagi na jego wielkość nie polecam osobom z małymi oczami, powierzchnia pędzla jest dość duża. 06 prawdziwa petarda, która świetnie zastępuje 217-tkę z MAC. Pasuje mi ich niesamowita aksamitna miękkość (zresztą każdy z tych pędzli tym się charakteryzuje) i to jak przyjemnie się z nimi pracuje.


M Brush 03 uwielbiam za kształt (jestem fanką ściętych pędzli), ułożenie włosia, jego objętość. M Brush 04 to nadal mój wielofunkcyjny faworyt.


Gatunek włosia broni się sam, jest naprawdę najwyższej jakości - super miękki, jedwabisty. Trudno to opisać słowami ;) - przebija go chyba tylko włosie syntetyczne pędzli MUFE (mam trzy modele, tylko to zupełnie inny rodzaj włosia. M Brush, to włosie naturalne). W każdym razie dzisiaj, po wielu użyciach/czyszczeniach włosie zachowuje się jak nowe. Nie jest zabarwione, nie straciło swojej jedwabistości oraz miękkości. Makijaż wykonywany z nimi w roli głównej stanowi prawdziwą przyjemność, aż chce się malować ;)))

Najwięcej włosia wypadło z pędzla 01 jak już wspominałam i nie odnotowałam, by było to regularne bądź wpływało na jego objętość/jakość.
Śmiem twierdzić, że poza drobnymi ubytkami na grawerze z logo pędzle prezentują się bardzo dobrze. Na skuwkach nie ma żadnych śladów np. nalotu, korozji itd. Lakier na trzonkach jest w nienagannym stanie. Kształt pędzli został zachowany. Nie mogę się do niczego przyczepić.

Do czyszczenia używam nadal kostki Isana MED /link/ a w ostatnich miesiącach dołączyłam Conditioning Brush Cleanser z Bobbi Brown. Suszę je w osłonkach na drzewku Benjabelle /link/


Z obecnej perspektywy wiem, że zakup całego zestawu był pochopną decyzją. Natomiast, gdyby on się nie wydarzył, nie miałabym pełnego obrazu dla dzisiejszej oceny. Taki mały paradoks ;) 

Zakupu nie żałuję, lecz pędzle z nowej serii będę wybierać dużo bardziej rozważnie, głownie dlatego, że wiem jakich kształtów szukam i znam jakość samego włosia. W moim odczuciu poziom M Brush broni się sam w sobie i nie ma co porównywać do Zoevy, Sigmy bądź jakiejkolwiek innej marki. Na polskim rynku na pewno wypełniły pewną lukę i mocno kibicuję Maxi.

Pozdrawiam serdecznie :-)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...