Nowy Rok, zakupy i prezenty – kosmetyczny kalendarz


Gdybym miała podsumować ostatnie miesiące, to byłoby na pewno „na bogato” :D Na tyle, że poczułam pewien kosmetyczny przesyt. Szaleństwo, które wymknęło się z pod kontroli i potoczyło własnym rytmem. Nie żebym narzekała, ale przez najbliższy czas na pewno niczego nie kupię. Pora oswoić i zapoznać się w pełni z posiadanymi zasobami. Zacznę od prezentów świątecznych, potem moje własne zakupy- niektóre pokażę w całości lub częściowo. Powód jest jeden, w obliczu ilości została zaplanowana kolejka. Nie lubię tłoku na półce, zwłaszcza w pielęgnacji twarzy i ciała. Tak, odwieczny dylemat jednej twarzy :D Poza tym lubię mieć zachowaną ciągłość, plan.

Nie przedłużając, zapraszam :) Ostrzegam tylko, będzie dużo zdjęć :)))


Okres około świąteczny, to prawdziwie prezentowa rozpusta! Od paru lat z Kingą (Simply_a_woman) – autorką bloga This is another blog about Beauty stuff mamy taki mały obyczaj i wymieniamy się prezentami podczas różnych okoliczności. Jest to niesamowicie udana tradycja, bo Kinga zawsze dopasowuje zwartość paczki pod moje preferencje. Nigdy nie pojawiło się coś przypadkowego. Bezcenne podejście! :) W tym roku oszołomiła mnie zawartość prezentu. Nie dość, że Kinga postawiła na markę wokół której krążę od bardzo dawna (ani słowa nie było o niej na blogu i chyba czyta w moich myślach :D), to jeszcze dołożyła coś z mojej wishlisty.



Dostałam dwa zestawy Kiehl’s, dzięki którym już częściowo poznałam ofertę marki i wyrobiłam sobie zdanie :) Na pewno podzielę się własnymi odczuciami. MAC Enchanted Eve Brush Kit, zestaw pędzli ze świątecznej LE które brałam pod uwagę podczas tworzenia wishlisty oraz zestaw błyszczyków Laura Mercier Kiss Of Colour Lip Glace Collection, które uwielbiam! Jestem bardzo zadowolona z całości i jeszcze raz Kingo pięknie dziękuję :* (niestety słowa nie oddają dzikiego tańca radości :DD)

Instagram łączy. Tak mogę podsumować znajomość z Martyną :* która od dawna czyta mojego bloga, ale dopiero na IG się ujawniła. Mija rok znajomości i wymieniłyśmy się już nie tylko wieloma niespodziankami, ale także zdążyłyśmy się bliżej poznać. Więcej nie zdradzę :)


Martyna wie, że mam obsesję na punkcie oferty Laury Mercier i „special delivery” zawierała paletę cieni Laura Mercier Daring By Day Eye & Cheek Colour oraz zestaw ulubionych błyszczyków Kiss Of Colour Lip Glace Collection. Mam teraz dwa zestawy :DDD i te maluchy, bo to miniaturki cieszą mnie ogromnie! Nie mogło też zabraknąć czegoś pachnącego. Martyna postawiła na Mon Numero 10 L'Artisan Parfumeur – strzał w 10-tkę!!! Dziękuję :* Ogromny banan na twarzy i 1000% zadowolenia.


Blogi łączą. Od wielu miesięcy wymieniam e-maile i korzystam z innych kanałów komunikacji podczas kontaktu z Natalią, która ujawniła się jako stała Czytelniczka 1001 Pasji :) Miałyśmy okazję do wymiany własnych ulubieńców i postanowiłyśmy, że nadchodzące Mikołajki będą idealną porą na małe co nieco :) Pokażę tylko kilka produktów, te które od razu poszły w ruch i będzie okazja o nich pisać. Reszta poczeka na swoją kolej :)


Burberry Lip & Cheek Bloom w kolorze Poppy – jest cudny! Uwielbiam kremowe róże, tutaj mamy do czynienia z konsystencją przypominającą mus. Cacko! Jeżeli lubicie tego typu formuły, polecam przyjrzeć się mu z bliska. Paleta kolorystyczna zadowoli chyba każdą różo maniaczkę :))) Można go także nakładać na usta, ale u mnie ta opcja się nie sprawdza, nawet z balsamem pod spodem. Niemniej dla mało wymagających ust, czemu nie? ;)


YSL Volupte Sheer Candy 06 Luscious Cherry, obłędna pomadka o właściwościach balsamu i wykończeniem przypominającym błyszczyk. Bardzo odpowiada mi taka forma, zachowanie się na ustach oraz przyjemny zapach. Odcień wg mnie unikalny, ponieważ wszystko zależy od naturalnego koloru warg. Postaram się pokazać ją w pełnej krasie.


La Mer The mist, odświeżająca mgiełka. Moje pierwsze poważne spotkanie z tą marką, czy będą kolejne? O tym dowiecie się podczas pełnej recenzji za parę miesięcy.


Dr Irena Eris Spa Resort Hawaii Rajski Balsam Nawilżający, pielęgnacyjny dodatek do ciała o zniewalającym aromacie.


Purite Lip Balm Cocoa/mint – balsam do ust o urzekającym aromacie czekolady i mięty. Jestem nim mile zaskoczona, choć mocarzem pielęgnacyjnym nie jest ;)


Purite naturalna świeca Dark Chocolate. Czuję, że nie będzie to ostatnia świeca z tej firmy :)


Guerlain Lingerie De Peau 02 Beige Clair, pudrowy podkład w kompakcie. Do tej pory omijałam “pudrowe” propozycje Guerlain wielbiąc bezgranicznie podkłady: Parure de Lumiere oraz Tenue de Perefction. Już wiem, że kompaktu LP nie przebije, ale wypada bardzo przyzwoicie – dużo lepiej niż Shiseido Sheer and Perfect Compact Foundation SPF15  Natural Light Ochre, który wydałam bez żalu ;)


Ministerstwo Dobrego Mydła Wygładzający Mus do ciała – Szafran, o tym musie koniecznie napiszę więcej i szerzej. Już niebawem, ponieważ słój o poj. 120 ml wyjątkowo szybko się kończy (chlip, chlip...;))


Collistar Perfect Eyebrows Kit, prezent na życzenie :) od wielu miesięcy miałam ochotę na ten zestaw, ale podczas krótkiego pobytu w Polsce nie było odcienia, który mnie interesował. Ten brak był chyba sygnałem ostrzegawczym, który zignorowałam. Niestety Collistar nie popisał się zbytnio. Co, jak i dlaczego rozwinę niebawem.


Alfaparf Semi Di Lino Moisture Split Ends Recovery Fluid, o działaniu nawilżającym  przeznaczony do pielęgnacji włosów suchych, w szczególności końcówek. Ofertę Alfaparf znam od dawna, był czas że bardzo chętnie kupowałam i używałam. Z czasem, nie wiem dlaczego, uległo to zmianie. A szkoda i pora to naprawić, bo takie perełki jak min. ten fluid pokazuje, że nie warto gonić za nowościami ;)


Alaclarin Acne Krem Przeciwtrądzikowy & Acne Rosacea Krem Łagodzący oraz Iwostin Perfectin Re-Liftin z zawartością 7% kwasu laktobionowego, ta część, to także prezent na życzenie. Śledzę wszelkie nowości odnośnie kwasu azelainowego i musiałam koniecznie poznać Acne Rosacea. Przy okazji używam na strefę T wariantu Acne, a Iwostin czeka w kolejce. Jeszcze nie wiem, czy zdecyduję się na kurację teraz, czy lepiej na jesień.


Wspaniały upominek dostałam od Moniki :* (Leśne Runo, jak mogłaś zniknąć z blogowej mapy, nie wybaczę Ci tego :P na szczęście jest konto na IG)
Książka stanowi dla mnie formę prezentu, która budzi wiele pozytywnych emocji i przywołuje tradycję z rodzinnego domu. Dlatego też napiszę krótko, wzruszyłam się, bardzo! Do tego dobór lektury! Lepiej nie mogłaś wybrać :))) Monia, dziękuję bardzo :*


Nie mogę też nie wspomnieć o cudownym pingwinie od Weroniki :* /klik/ - czekam na nowe wpisy, wiesz? :)


Japońska pielęgnacja. Tę sferę odkrywam dzięki Ani :* (Dwa Koty/2catsinjapan) autorce bloga My Asian Skincare Story


Słodyczy już dawno nie ma :D Za to muszę przyznać, że bajeczne smakowały kawowe paluszki – niebo w gębie :) 


Kosmetycznie zachwyciło mnie mleczko peeligujące - Ettusais Mild Peeling Milk – śmiało mogę napisać, że zdetronizowało wszystkie proszki i inne cuda ;)


Miałam okazję poznać/wypróbować cudowne serum Hanyul White Chrysanthemum Radiance Serum (o nim napiszę jeszcze kilka słów podczas aktualizacji dotyczącej pielęgnacji), którego recenzję znajdziecie na blogu Ani /klik/ oraz zachwycam się Kuramoto Bijin Serum, na które moja skóra zareagowała bardzo dobrze. Co też zapowiada owocną przygodę.



BB Cream Beauty Elements, który radzi sobie fenomenalnie z moją przetłuszczającą się strefą T i jednocześnie jest bardzo łagodny dla obszarów naczynkowych (rosacea).


DHC Deep Cleansing Oil zakończył moje poszukiwania olejku idealnego. Tak! tym razem olejek jest dokładnie taki jak lubię, świetnie radzi sobie z makijażem oraz jego resztkami, pozostawia skórę ukojoną, miękką o wyrównanym kolorycie. Och i ach!
Teraz pora na zakupy :)))


W grudniu nie byłam zbyt produktywna na blogu ;) ale pokazałam Wam już zestaw pędzli z Marc Jacobs Beauty /prezentacja/ oraz paletę Anastasia Beverly Hills Pro Series Contour Cream Kit Light /prezentacja/ Jak na razie jestem zadowolona z tych zakupów, generują 100% zadowolenia, co też dobrze im wróży na przyszłość :)


Całości dopełnił zestaw z MJB tusz O!Mega Lash + miniaturka pomadki i kredki. Moje rzęsy nie są wybitnym materiałem, nie używam żadnych odżywek i cenię sobie kiedy maskara daje sobie z nimi radę sama. Moim ulubieńcem jest Clump Defy MF, So Couture L’Oreal, klasyczna Hypnose Lancome, YSL Faux Cils. Rzadko sięgam po tusze z półki selektywnej, głównie dlatego, że u mnie tusz ma żywotność max. 3 miesiące i koniec. Niemniej jednak po zużyciu dwóch miniaturek O!Mega Lash zapragnęłam pełnego wymiaru. Ta maskara dobrze leży na moich rzęsach, ładnie je odkreśla i wydobywa, nie uczula i nie podrażnia. Świetna trwałość, w ciągu dnia nic się nie osypuje i nie kruszy. Posiada piękną głęboką czerń oraz tradycyjną szczoteczkę o gęstym włosiu. Demakijaż nie sprawia problemu, u mnie to zawsze preparat dwufazowy. Na pewno spotkamy się ponownie.


Dobra oferta na Cult Beauty zaowocowała zestawem Alpha-H, więc bez zastanowienia zdecydowałam się na ulubiony czyścik Balancing Cleanser oraz tonik Liquid Gold, całość uzupełnia świeca o nieziemskim zapachu :love:  Jak zwykle Cult Beauty pokusiło mnie dodatkiem do zakupów Best of 2015 Goody Bag, której zawartość możecie zobaczyć poniżej. Same smakołyki :)))


Zestaw pędzli powiększyły trzy propozycje z  Morphe Brushes: G0 (do pudru), G4 do różu, G17 (do blendowania)


Bezapelacyjnym hitem zakupów i nie tylko stał się dla mnie żel barwiony do brwi. Potrzebowałam zastępstwa dla Bobbi Brown Natural Brow Shaper & Hair Touch Up Mahogany /recenzja/ a wokół Anastasia Beverly Hills Tinted Brow Gel Granite kręciłam się bardzo długo i nie mogłam zdecydować się na kolor. Ostatecznie poszłam za głosem intuicji i... nie pomyliłam się. Zdradzę tylko tyle, że w końcu odnalazłam żel idealnie dopasowany do moich brwi. Pora zrobić zapas :D Zasługuje na miano Świętego Graala w swojej lidze.


Origins Drink Up Intensive Overnight Mask to Quench Skin's Thirst, musiałam wrócić do tej maski. Przebiła wszystkie inne, a teraz, gdy regularnie stosuję kwasy ratuje mi skórę podwójnie. Na dodatek okresowo mam problemy ze skórą wokół skrzydełek nosa i zauważyłam, że jako jedyna w połączeniu z maścią wit. A jest w stanie zadziałać szybko i skutecznie. Do maski otrzymałam gratis urocze duo z jednej z moich ulubionych serii Ginger Souffle oraz Ginger Burst. Jeżeli ktoś się zastanawia, czy warto, to powiem tak :)


Rituals Sensational Soft Cleanser miał się stać konkurencją dla Renaissance Cleansing Gel /recenzja/, niestety tak się nie stało. Król jest tylko jeden :D Co prawda ma swoje dobre strony, lecz dla mnie to jednorazowa przygoda.


Miał być Lip Glow Diora, ale na przekór wybrałam Guerlain KissKiss Roselip Tinted Lip balm - Hydrating & Plumping - Morning Rose i absolutnie nie żałuję zmiany decyzji. Zjawiskowy delikates :big love: :))


Lanolips. Nie mogłam sobie odmówić limitowanych wariantów balsamów do pielęgnacji ust z tej marki, do tego było promo 3 za 2. Od kiedy przestałam kombinować z nowymi zakupami w tej materii skończyły się moje problemy ze skórą ust. Aktualnie używam Lanolips 101 Ointment Apple i tylko zdrowy rozsądek powstrzymuje mnie przed dokonaniem zapasów. Ma obłędny jabłkowy aromat, który umila stosowanie.


Pozostałe warianty, to Cranberry i Strawberry, które mam nadzieję okażą się równie dobre jak ich jabłkowy brat ;)

Laura Mercier. Od dawna przymierzałam się do zakupu podkładów z LM i zdecydowałam się spełnić tego mola :D Mam co prawda swoich ulubieńców, lecz sprawdzonych produktów nigdy dość. Od czasu do czasu potrzebuję konkretnego zawodnika i stąd padło na: Silk Crème Oil Free Photo Edition Foundation w kolorze Cream Ivory a do pary na co dzień dobrałam Smooth Finish Flawless Fluide odcień Crème. Całość została dopełniona przez bazę Foundation Primer - Oil Free. Był to dobry wybór, choć nie powiem, bardzo mnie ciągnie do podkładu, który zapracował na HIT 2015 i gdyby nie braki kolorów, któryych potrzebuję, odłożyłabym LM na potem. Niemniej nie żałuję, ale o tym przy innej okazji :)


Beautyblender Royal. Nie śledzę nowinek w tej materii, ale na filmiku u KatOsu wypatrzyłam, że jest fioletowy wariant BB i nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności. Uzależniłam się do tej gąbki. Takie niby nic, a jednak coś! Używam regularnie, często łapię się na tym, że przestała mi się podobać aplikacja palcem (bo dlaczego to TAK długo trwa, a potem widzę że nadal produkt siedzi w załamaniu skóry?! :P – tak, stałam się leniwa, BB ułatwia makijaż na każdym kroku. Swoją drogą aktualnie mam jego białą wersję „Pure” i bałam się, że stanie się szaro bure, z plamami itd. JEDNAK nic z tego! To pewnie zaleta kostki myjącej z Isana MED., którą od dawna stosuję do pędzli oraz BB. Odkryłam, że działa tak samo jak środki zalecane przez BB tylko kostka Isana MED. Kosztuje około czterech zolek a wersja „solid” 14 funtów przy czym to maleństwo zużywa się w tempie ekspresowym :DD – nie lubię przepłacać w wielu przypadkach.)


M by Maxineczka M Brush. Kanał Maxi śledzę wybiórczo, w zależności jaka jest tematyka ALE kiedy tylko usłyszałam zapowiedź, że wypuszcza własne pędzle czekałam pełna niecierpliwości. Pędzle pojawiły się w sprzedaży tuż przed Świętami, od razu byłam nastawiona na pełen zestaw i takowy u mnie zagościł. Jestem z nich ogromnie zadowolona. Oby tak dalej! Wstępnie pojawią się „pierwsze wrażenia” – nie ma mowy o pełnej recenzji, takowa powstanie po minimum roku. Za to omówię je z mojej perspektywy. Zdradzę tyle, że rozpaliły mola odnośnie posiadania choćby jednego zestawu z Hakuhodo *_*


Senna Cosmetics. Firma, która na moim kosmetycznym celowniku była od dawna. Z chęcią śledziłam filmiki Maxi, od czasu do czasu zaglądając do KatOsu i zagraniczne blogi. W zasadzie na polskim YT tylko One pokazały te produkty rzetelnie, a Maxi omawiała je nie raz. Potem Leśne Runo przywołało Sennę, gdy zaczęłyśmy rozmawiać o pędzlach a szczególnie o jednym – Powder Point 33. Idealny kształt, precyzyjna linia cięcia oraz ułożenia włosia. Wizualnie może nie zachwyca, włosie nieco się odbarwia na początku, ale sam pędzel jest niesamowity. Liczę, że utrzyma swoją renomę oraz legendę i będzie mi dłuuugo oraz dobrze służyć.


Przy okazji tego zakupu uzupełniłam braki i wzięłam to, co miałam na liście, czyli Slip Cover Cream To Powder Foundation Ivory, Brow Fix Taupe, Finishing Powder Secret Set, Mineral Mix Pressed Light, Totally Transforming Concealer Neutral Light.

Największym rozczarowaniem stał się żel Brow Fix. Nie jest to zły produkt, ma swoje dobre strony, lecz żel ABH ustawił bardzo wysoko poprzeczkę i to, co wcześniej usłyszałam/przeczytałam o nim jakoś nie do końca znajduje odzwierciedlenie na moich brwiach. Na pewno pojawi się pełen wpis poświęcony temu produktowi.

Największym zaskoczeniem okazał się dla odmiany Totally Transforming Concealer, potem Finishing Powder Secret Set (nie sądziłam, że spotkam puder o takiej formule i wykończeniu, na dodatek na skórze pozostawia niesamowity woal i jest niewidoczny . Prawdziwy Secret Set :love:) Slip Cover Cream To Powder Foundation w połączeniu z pędzlem MJB The Face II Sculpting Foundation Brush No. 2 z każdym dniem zyskuje na uwadze :) O Mineral Mix Pressed za wiele na razie nie napiszę, skupiłam się na powyższej gromadce.

W taki oto sposób zamykam kosmetyczne szaleństwo :D Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do ostatniej kropki :))) i nie skupiali się jedynie na obrazkach :P

Dajcie znać jeżeli znacie któryś z produktów, podzielcie się koniecznie swoją opinią. I oczywiście napiszcie w komentarzach o czym chcecie przeczytać w pierwszej kolejności :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...