Anastasia Beverly Hills Liquid Lipstick Dusty Rose


Przez jakiś czas byłam mocno zdystansowana wobec szumu wobec oferty ABH, ale kiedy zaczęłam sukcesywnie kupować poszczególne produkty mój opór topniał. Oczywiście nie na tyle, by rzucić się do zakupów bez granic, ale na pewno chętniej kierowałam swoją uwagę podczas tzw. pierwszych decyzji. W taki oto sposób opętała mnie Dusty Rose od kiedy tylko pojawiła się w sprzedaży. Niestety byłby to zakup w ciemno i konieczność ściągania z USA (czego szczerze nie cierpię i robię to w ostateczności, gdy inne drogi dostępu zostaną wyczerpane). W każdym razie przez ten cały czas śledziłam wszelkie wpisy w anglojęzycznej blogo- i vlogosferze. W międzyczasie firma odświeżyła formułę tych pomadek. Sama nie mam porównania, więc nie odniosę się do tego, ale prezentowana dzisiaj Dusty Rose pochodzi z odświeżonej serii.

Zanim zdecydowałam się na jej zakup, zaliczyłam spotkanie z Sephora Cream Lip Stain in Marvelous Mauve 13 polecaną jako tzw. dupe przez Maxi. O ile kolor jest piękny, tak niestety pomadka wysuszała mi usta w tempie ekspresowym. Potem nastąpiła szansa dla Stila Stay All Day Liquid Lipstick w odcieniu Patina (dusty rose) /recenzja/ Dlatego też odpuściłam kolejne zamienniki i stwierdziłam, że to ostatnia szansa na zakup oryginału :)


Dusty Rose opisywana jest jako nude mauve. Brudny róż, który w zależności od naturalnego koloru ust, światła prezentuje się zjawiskowo. Przejrzałam mnóstwo zdjęć i powiem jedno, bardzo ciężko oddać jej właściwy odcień. Poniższe zdjęcia były robione w świetle dziennym i nie zostały poddane żadnej obróbce poza kadrowaniem i zmianą rozmiaru zdjęcia. Pigmentacja zasługuje na uwagę, jedna warstwa starcza do idealnego pokrycia w moim przypadku.

Na poniższej próbce koloru idealnie widać przeobrażenie się koloru oraz samej pomadki, czyli przejście z kremowego do matowego wykończenia.


A tak prezentuje się tuż po aplikacji.


Dużym plusem jest dłuższy czas zastygania. Dzięki niemu dobrze rozprowadzimy pomadkę bądź poprawimy ewentualne niedociągnięcia. Nie migruje poza kontur ust, ładnie stapia się z czerwienią wargową, nie osadza się na zębach.
Co prawda już po zastygnięciu jest to typowa matowa powłoka, która w trybie makro jest bezlitosna. Mniej lub bardziej :D


Trwałość oceniam na przeciętną, do 4 godzin bez jedzenia (zwłaszcza tłustych potraw). 4 godziny, to czas konwersacyjny nad filiżanką kawy/szklanką wody itd. zostawiając przy tym delikatne ślady na nich. W tym czasie zaczyna się ścierać, nie wykrusza się. Pigment nie wżera się w skórę ust i zanikanie wygląda dość naturalnie. Natomiast nie polecam odświeżania pomadki przez dołożenie nowej warstwy bez uprzedniego usunięcia resztek. To uda się tylko w przypadku balsamu ochronnego, kiedy nie mamy dostępu do lusterka i kilku chwil dla siebie. W moim przypadku trick z balsamem ratuje moje usta przed dodatkowym przesuszeniem. Formuła Dusty Rose nie należy do tych pielęgnujących, więc staram się zawsze zabezpieczyć usta. W przeciwnym razie nie przetrwałabym nawet tych czterech godzin.


Opakowanie i aplikator niczym specjalnie się nie wyróżnia, ale wygodnie się nim operuje, a produkt nie osadza się na uchwycie aplikatora. Gąbeczka wystarczająco miękka i wyprofilowana. Komfortowa konsystencja.


Dusty Rose dostaje ode mnie 3/5* - za kolor, konsystencję, łatwą aplikację. W UK kosztuje ok. £ 28.00 - płaciłam nieco mniej, ale to było "po znajomości" i nie sądzę, by była warta tej kwoty (ale opłaty celne + przesyłka z USA robią swoje :/)
Pojemność 3.2g 
PAO 6M

Ciekawostka- matowe płynne pomadki pochodzą z USA "made in USA", ale już przy błyszczykach widziałam "made in PRC". Nieco ostudziło to mój zapał :/ Nie zgłębiałam tego tematu, lecz jeżeli mogę, wolę unikać takich kosmetyków.



Szczerze mówiąc jest mi daleko do zachwytów, spodziewałam się czegoś lepszego? chyba tak :) Niemniej bardzo chciałam kupić Dusty Rose i przekonać się na własnej skórze.
Nie jest to moje ostatnie spotkanie z matowymi pomadkami, bo wiem, że można oczekiwać więcej i lepiej. To raz, a dwa - stanowią dobrą alternatywę od czasu do czasu, aczkolwiek na co dzień preferuję zupełnie inne wykończenia. Jestem też wierna wszelkim hybrydom (połączenie pomadki/balsamu/błyszczyka) które oferują także właściwości pielęgnacyjne. Dla mnie formuła long-lasting w makijażu ust musi być perfekcyjna, podobnie jak przy podkładzie/tuszu do rzęs itd. nie ma marginesu na określenie "prawie". Ma działać od początku do końca, w końcu nikt nie lubi opowieści rodem z bajek.

Lubicie matowe produkty w makijażu ust, jeżeli tak, podzielcie się własnymi faworytami :)


Pozdrawiam :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...