Pielęgnacja włosów: nowości, czyli jak trafiłam na św. Graala :)



O moich problemach z włosami wspominałam kilkukrotnie, nie było wesoło... Problem się pogłębiał, a mnie brakowało pomysłów. W głowie za to dojrzewał pomysł o radykalnym cięciu, którego na szczęście nie zrobiłam. Zbliżyłam się do niego jedynie o krok, a jeśli chodzi o  uporządkowanie bałaganu na głowie, to z tym poczekam parę chwil i oddam się w ręce mojej zaufanej fryzjerki. Zdradzę za to, że przed szalonym krokiem uratował mnie zestaw produktów marki Joico.




Wszystko zaczęło się od zakupu Joico Moisture Recovery Leave In Moistuizer for dry hair, czyli nawilżającego spray’u do włosów. Pokazywałam go /tutaj/ razem z resztą gromadki, która stacjonowała w mojej łazience. Początkowo nie byłam z niego zadowolona, nie widziałam za bardzo efektów i wciąż wierzyłam w MOC sprawczą innych produktów. Z czasem jak się okazało, to właśnie on ratował sytuację. Nauczyłam się go także dozować czyt. aplikować więcej niż standardowo i pierwsze efekty zobaczyłam w połączeniu z duetem Tahe, szamponem BioKapu.

Zaczęłam też wertować wszelkie możliwe strony, ale... W poszukiwaniu opinii osób, które dobrze opisywały swoje włosy i nie ograniczały się w swojej pielęgnacji. O co chodzi? Darowałam sobie wszelkie wywody włosomaniaczek, nie twierdzę że są złe, tylko ja zamiast poprawy, widziałam i odczuwałam dramat. Odrzuciłam wszystko to, co wiedziałam do tej pory z ukierunkowaniem na pomoc bardzo suchym, szorstkim, matowym i cienkim włosom. Mając na uwadze, że spray Joico Moisture Recovery pokazuje efekty postanowiłam zapoznać się z każdą możliwą opinią na temat tej serii. Moja intuicja podpowiadała mi, że to będzie dobry kierunek. I nie pomyliłam się. W zasadzie mogę śmiało napisać, że sprawdziło się to, o czym czytałam w recenzjach/podsumowaniach osób dzielących się bardzo zbliżonym problemem do mojego. 


Na pierwszy ogień kupiłam odżywkę Moisture Recovery Conditioner. Zaszalałam i wybrałam wariant salonowy, czyli opakowanie o poj. 1000ml :) Czułam, że po prostu będę zadowolona i.... Nie pomyliłam się!

Od pierwszego użycia moje włosy odzyskały swoją witalność. Budzę się rano i nie widzę efektu „króla lwa”. Włosy są wygładzone, miękkie, błyszczące, świetnie nawilżone, dociążone. Nie potrzebuję żadnego wspomagacza do stylizacji. Suszarko-lokówka lub naturalne schnięcie, to mój wybór. Eureka! Produkt, który łączę z dowolnym szamponem i na mojej głowie dzieje się magia. Zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze długa droga, lecz proszę wziąć pod uwagę jak trudno było mi znaleźć coś zbliżonego do tej pory. W obliczu tej serii każdy dotychczasowy produkt do włosów wydaje się dzielić ogromna przepaść. Pozostaje tylko cicha nadzieja, aby moje zachwyty nie były przedwczesne. Z drugiej strony dawno nie miałam takiego poczucia komfortu od pierwszej chwili użycia i dzięki samej odżywce cieszę się takimi włosami jakie miałam kilka lat temu przed całą historią, która opisałam TUTAJ.
Moje włosy odżyły, z każdym użyciem widzę jak odzyskują dawną formę. Zniknął problem puszenia, a pozostawione do naturalnego wyschnięcia bez pomocy suszarki na nowo układają się w zgrabne loki i fale.

Pierwsza sprawa, która rzuciła mi się w oczy nastąpiła podczas mycia tuż po zastosowaniu odżywki. Po zmyciu kosmyki stały się gładkie i śliskie, dawno już nie miałam takiego komfortu. Kolejna rzecz, nawilżenie. Dzięki niemu mogę cieszyć się ułożoną fryzurą przez cały dzień, nic nie odstaje. Wcześniejszy problem wydawał mi się nie do pokonania. A jednak dało radę! :)

Każdy, kto choć raz borykał się z bardzo suchymi wręcz przesuszonymi włosami, które straszyły matowym efektem już z daleka zdaje sobie sprawę, jak trudno jest dobrać właściwą pielęgnację. Sama powoli traciłam nadzieję.... Dlatego kiedy zobaczyłam jakie efekty przynosi spray oraz odżywka nie zastanawiałam się długo i dokupiłam balsam oraz szampon z tej serii. Widzę, że każdy z kosmetyków działa zgodnie z przeznaczeniem, moje włosy zostały ujarzmione. Planuję prezentację „przed” i „po”, ale chcę zaliczyć finalnie cięcie, by pokazać różnicę w pełni.


Wybrałam duże pojemności, z półki zniknęły wszelkie wspomagacze do stylizacji, sera na końcówki itd. Pozostał jedynie szampon BioKap przeciw wypadaniu włosów (mój faworyt od wielu miesięcy:D) /recenzja/ i cała seria Joico Moisture Recovery. Nie planuję przez najbliższe miesiące zakupu niczego nowego i na pewno pojawi się pełna recenzja każdego z kosmetyków.



Mam przy okazji pytanie, czy może któraś z Was zna któryś z poniższych produktów lub miała z nim do czynienia:

Shu Uemura Art of Hair, Ultimate Remedy: 
Masque For Ultra Damaged hair, Shampoo For Ultra Damaged Hair, Conditioner For Ultra Damaged Hair  

L'Anza, Healing Moisture Tamanu Cream Shampoo
L'Anza, Healing Moisture Moi Moi Hair Masque
L'Anza, Healing Moisture Noni Fruit Leave In Conditioner

L'Anza, KB2 Protein Reconstructor      
L'Anza, KB2 Leave-In Protector 
 
Pureology Hydrate Shine Max – cała seria

To lista “na potem” do ew. wypróbowania, która powstała jeszcze przed zakupem serii Joico i zastanawiam się, czy jest sens myślenia o nich ;)


Jestem pełna pozytywnego nastawienia i nadziei. Liczę, że zestaw Joico wspomoże moją walkę w odzyskaniu zdrowych włosów. Na razie nie mogę narzekać, różnica jest widoczna oraz odczuwalna. Oby tak dalej :)

Posiadacie na swojej półce produkty, które zaczęły generować efekty od pierwszego użycia? Dajcie znać :)


Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...