Make-Up Atelier Paris Matujący puder w kompakcie Antishine CPA1



Szukając pudru w kamieniu do korekty w ciągu dnia zdecydowałam się na zakup z MAP. Zależało mi także na tym, by kasetka posiadała lusterko i ew. osobną komorę na puszek/gąbkę. W taki to sposób wybór padł na Antishine CPA1, choć przez chwilę zastanawiałam się czy nie wybrać CPA2 (który i tak pewnie kupię dla zaspokojenia ciekawości :)). W każdym razie pewnie do wyboru MAP by nie doszło, bo planowałam kupić kolejne opakowanie Secret Set Senny /recenzja/ ale splot różnych okoliczności na mojej drodze postawił MAP. Czy żałuję?


Puder spełnia swoje zadanie w 100% i do samego produktu nie mam zastrzeżeń. W moim odczuciu jedynie opakowanie pozostawia niedosyt, tworzywo z którego jest wykonane nie jest imponujące. Mam wręcz wrażenie, że niektóre firmy typowo drogeryjne oferują znacznie więcej. Pominę szybko pojawiające się zarysowania, aczkolwiek tak sobie myślę, że gdybym nie przykładała większej wagi do przechowywania pudru, to kasetka szybko nie tylko uległaby uszkodzeniu, ale też nie kwalifikowałaby się do wyciągnięcia wśród ludzi ;) 


Puder natomiast jest świetnie zmielony oraz sprasowany. Konsystencja delikatnie jedwabista o wykończeniu satynowo matującym. Lekki, delikatny, pięknie wygładza i matuje. Bezzapachowy. To jak długo utrzyma się mat na skórze zależy od wielu czynników, natomiast bardzo podoba mi się zachowanie pudru, gdy po kilku godzinach na mojej strefie T widać wydzielane sebum i pomimo tego skóra wygląda po prostu dobrze. Widać, że skóra się świeci, lecz wszystko w granicach akceptowalności. W dowolnej chwili wystarczy mi korekta przy pomocy bibułek matujących i rzadko nakładam puder po raz kolejny. Skóra nie jest obciążona, puder nie wpływa na nadmierną produkcję sebum jak to czyni wcześniej opisany kompakt Guerlain /recenzja/, nie odnotowałam też żadnych innych niepożądanych reakcji. Używam go najczęściej przy pomocy dużego puchatego pędzla, moim ulubieńcem jest MUFE 130 Large Powder Brush /recenzja/ przy pomocy którego nabieram idealną 
porcję pudru.


Wg opisu producenta odcień CPA1 rozjaśnia błędnie nałożony zbyt ciepły ton podkładu i muszę przyznać, że faktycznie wywiązuje się z tej obietnicy. Jednak sama rzadko korzystam z jego właściwości, traktuję go jako puder utrwalający lub wykończeniowy. Bardzo ładnie wygląda na filtrach, co dla mnie jest dużym atutem bo trudno jest znaleźć puder który delikatnie zmatowi filtr i jednocześnie zapewni pochłanianie sebum.


CPA1, to jasny neutralny beż który na skórze tak naprawdę staje się niewidoczny. Stapia się z nią delikatnie odbijając światło. Nie podkreśla porów, nie zbiera się w załamaniach skóry.
Pojemność 10 g, cena 110 zł, PAO 18 miesięcy.


W moim osobistym rankingu plasuje się na całkiem niezłej pozycji, choć nie przebija mojego faworyta Bikor Tokyo /recenzja/ ponadto MAP od paru kilku tygodni ma godnego przeciwnika w postaci prasowanego pudru MAC Next To Nothing Powder. Pod koniec roku wrócę jeszcze do tego tematu :)

Pozdrawiam serdecznie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...