Arkana Cannabis Therapy MD Snow Fungus Mask/ Maska w płacie ze Śnieżnego grzyba



Kiedy ponad 9 miesięcy temu zdecydowałam się na zakup tej maski nie przypuszczałam, że trafię na taki HIT. Śnieżny grzyb (Snow Fungus) brzmi kosmicznie, ale to Tremella fuciformis (trzęsak morszczynowaty) - doczytałam, że w Chinach jest powszechnie uprawiany i konsumowany. W sieci nie brakuje przepisów z jego udziałem :) W każdym razie poszperałam trochę, poczytałam na temat jego właściwości w kosmetyce i postanowiłam wypróbować. Warto zapoznać się także z publikacją Arkany /KLIK/

Maska, a na pewno w dużej mierze esencja w której została ona zanurzona to prawdziwe cudo. Właściwości kojące, łagodzące, wyciszające i nawilżające sprawiły, że kupuję regularnie w hurtowej ilości. Często zabieram jedną lub dwie sztuki podczas wyjazdów, tak na wszelki wypadek. Zajmuje mało miejsca i nie jest problematyczna, jedynie pamiętam żeby włożyć saszetkę do książki bądź notesu. A to dlatego, że sama maska jest bardzo delikatna i generalnie komuś zabrakło wyobraźni podczas przygotowywania/dopracowania opakowania. Jest to najsłabszy punkt tego produktu, bo przecież zanim trafi ona do rąk klienta to przechodzi przez cały cykl dystrybucji, który ma wpływ na zawartość.
Wg tego, co Arkana zamieściła w swoim opisie jest to bio maska 3D, która powstała w 100% z naturalnej, trójwymiarowej membrany polisacharydowej wzbogaconej o substancje aktywne.

Sama płachta jest faktycznie bardzo delikatna i zarazem przyjemna w dotyku. Mocno nasączona płynem, którego znajduje się naprawdę sporo. Po jednorazowym użyciu maski pozostałą zawartość używam w formie esencji bądź serum, starcza ona na kilka dni. Lekko żelowa konsystencja przekłada się na wydajność.


Opakowanie nie jest usztywnione, zwykła saszetka w której wnętrzu znajduje się maska złożona "na cztery", starałam się pokazać całość na zdjęciach poniżej. Wszystko też zależy od tego jak dany sklep podchodzi do pakowania. Wg mnie producent mógłby postarać się o dużo lepsze zabezpieczenie tak delikatnej maski i dopracować tę część. 


Próba dopasowania podczas nakładania nie jest taka prosta i na pewno dodatek "usztywnionej" nakładki w tym nie pomaga, co też widać poniżej ;)



Producent zapewnia, że poza właściwościami pielęgnującymi odznacza się dużą odpornością na deformację i dopasowuje się do każdego kształtu twarzy.

Duża odporność na deformację to także obietnica na wyrost. Już podczas wyciągania maski z opakowania pojawiają się problemy:

- mocno nasączony płat ściśle przylega do sztywnej nakładki, która teoretycznie ma nam pomóc w nałożeniu maski. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, by już na tym etapie nie doszło do uszkodzenia.

- dopasowanie do każdej twarzy, naprawdę?! nie sądzę, po raz kolejny zdjęcia dobrze przedstawiają realny wygląd płachty. Nie jest idealnie dopasowana, w kilku miejscach wymaga nacięcia żeby przylegała do twarzy. Ponadto daleko jej do ideału i widać też jak łatwo naruszyć jej strukturę.


Bardzo jestem rozczarowana tą częścią, ponieważ właściwości są bajeczne. Niestety ta przyjemność jest wyceniona na 39 zł (oczywiście wiem, że są droższe maski jednak mnie interesuje ta konkretna :D) i decydując się na taki wydatek oczekuję dopracowanego produktu od początku do końca. A tak nie jest. Zakończę swoje narzekanie w tym momencie, zdjęcia mówią same za siebie. Przejdę zatem do zalet :D
Kiedy pierwszy raz użyłam tej maski miałam mocno zaczerwienione obszary naczynkowe i powoli zaczynał być widoczny rumień. Zostawiłam ją na pół godziny, przy czym już po 10 minutach czułam jak skóra przestaje być gorąca, nabrzmiała, pulsująca. Ustąpiło także swędzenie. Byłam pod wrażeniem. Kiedy ściągnęłam płat wyciszenie i rozjaśnienie było mocno widoczne, nie czułam żadnego dyskomfortu. Skóra stała się zmiękczona, wygładzona, ukojona i nawilżona. Postanowiłam wklepać jeszcze kilka porcji płynu, który pozostał w opakowaniu i poszłam spać. To była moja cała pielęgnacja tego wieczoru. Rano po przebudzeniu twarz wyglądała jak gdyby nic się nie stało, ujednolicony koloryt. Żadnych oznak po wcześniejszym podrażnieniu. Pomyślałam sobie, że to coś, czego jeszcze nie miałam. To znaczy mam kilka różnych "ratowników", ale żaden z nich nie wykazuje się tak silnym i szybkim działaniem wyciszającym, by raptem w przeciągu pół godziny ukoić rozognioną skórę. Maska ta była pomocna podczas choroby przy wysokiej gorączce, w okresie różnorakich reakcji przy retinolu oraz latem, po długich godzinach spędzonych w plenerze. Świetnie też sobie radzi ze zmianami rosacea, przyspieszając regenerację, zanikają szybciej przy jednoczesnym wygaszaniu stanu zapalnego wokół nich.



Do masek tego typu za bardzo się nie przywiązuję i najchętniej kupuję My Beauty Diary w różnych wariantach (pokazywałam je TUTAJ). Dla mnie one świetnie sobie radzą z nawilżeniem, ukojeniem czy wyciszeniem podrażnionej skóry. Niemniej propozycja z Arkany poszybowała o kilka oczek w górę pozostawiając w tyle MBD ;) Co też nie przeszkadza kupować mi obu.

Lubicie maski w płacie/płachcie? a może macie ulubioną firmę oraz wariant?

Pozdrawiam serdecznie :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...