Moja skuteczna pielęgnacja: nawilżanie (mini przegląd produktów oraz ich rola)


Dla większości z nas nawilżanie kojarzy się z kremem w roli głównej, jednak tak naprawdę to raptem tylko jeden z produktów. Wszystko zależy od rodzaju skóry, jej potrzeb, naszych nawyków oraz preferencji. Jednych zadowoli prosty i minimalistyczny zestaw, zaś drugich będzie interesowało działanie na kilku poziomach. Każda z obranych opcji jest dobra, najważniejsze to kierować się przede wszystkim własnymi wytycznymi. Owszem, fajnie jest podejrzeć co u kogoś innego stoi na półce, zainspirować bądź czerpać konkretną wiedzę, lecz cały czas należy pamiętać o swojej skórze, jej charakterystyce i potrzebach. W zasadzie cała pielęgnacja powinna przebiegać pod hasłem "nie oglądaj się na innych" ;) a wypowiadanie frazy (niczym magicznej formułki) "pamiętaj, że to co sprawdza się u mnie niekoniecznie musi u Ciebie bądź na odwrót" choć może bawić, to cały czas przypomina oczywistą oczywistość :D

Kosmetyczny zachwyt: Mahalo The Bean/maska oczyszczająca



Zdarzają się takie kosmetyki, które zachwycają od pierwszego użycia i z każdym kolejnym wywołują euforię. Działanie i efekty przede wszystkim. Gdybym miała wybrać TYLKO jedną maskę (z przedziału eko, wybacz Mahalo jest jeszcze NIOD :D), którą chciałabym kupować i stosować do końca życia byłaby to bez wątpienia The Bean z Mahalo. Oferta tej firmy przekonała mnie, że można opracować produkt naturalny, który działa i nie trzeba czekać na efekty niewiadomoile ;) Mam kilku faworytów pośród kosmetyków Mahalo i dzisiaj opowiem o kolejnym. Wcześniejsze recenzje znajdziecie TUTAJ

Recenzje w pigułce: Arkana, kosmetyki z konopii Cannabis Therapy MD/pielęgnacja skóry dysfunkcyjnej



W zeszłym roku zdecydowałam się na zakup serii kanabisowej z polskiej firmy Arkana. Borykałam się w tamtym czasie z suchością skóry i dużym uwrażliwieniem. Pomyślałam, że to dobra okazja do testów czegoś nowego. Były także rekomendowane jako dobre wsparcie dla skór z łuszczycą, egzemą. Do tej pory z powodzeniem sięgałam po produkty Cutis Help, przy czym akurat Arkana oferuje nieco więcej kosmetycznej elegancji.
Wybrałam: piankę do mycia twarzy, płyn pielęgnacyjny, krem (moja wersja była gabinetowa, dlatego widać tutaj tubę o 150 ml ponieważ stosowałam go także do ciała :)), maskę na noc oraz maskę w płacie. Omówię w skrócie każdy z tych preparatów poza maską w płacie, której już niebawem poświęcę osobny wpis. Zasługuje na to!

Biologique Recherche - Crème Verte Espoir/ Łagodzący krem nawilżający do skóry wrażliwej



Kilka miesięcy temu recenzowałam serum Erythros które to z powodzeniem stosowałam w połączeniu z Crème Verte Espoir. Dzisiaj chcę podsumować moje odczucia względem tego kremu.
Verte Espoir oznacza Zieloną Nadzieję i producent obiecuje, że zgodnie z nazwą krem oferuje nowe życie skórze wrażliwej. Będzie łagodzić zaczerwienienia, wyrównywać koloryt, rewitalizować, nawilżać, zmiękczać, wygładzać a także działać antystarzeniowo. Piękne obietnice, prawda? :)

Aromatyczne niebo: Leahlani Skincare Pamplemousse Tropical Enzyme Cleansing Oil/ olej do oczyszczania twarzy



Do demakijażu lubię różne produkty, tak samo jak do dwuetapowego mycia twarzy jednak oleje wiodą prym i sięgam po nie bardzo chętnie. Mam ścisłe grono faworytów, lecz nie koliduje ono z nowościami które od czasu do czasu kupuję. Kiedy w zeszłym roku pojawiła się zapowiadana przez Leahlani premiera Pamplemousse Tropical Enzyme Cleansing Oil kupiłam od razu, i dzisiaj chcę o nim opowiedzieć.

Moja wersja skutecznej pielęgnacji: Tonizowanie (toniki, hydrolaty, esencje i ich rola )


W drugiej części cyklu o mojej wersji skutecznej pielęgnacji skupię się na tonizowaniu, dlaczego to robię, jakie produkty wybieram i czym się kieruję. Ponad 25 lat temu, gdy zaczynałam swoją kosmetyczną przygodę wybór na polskim rynku nie był zbyt okazały. Pamiętam, że większość toników zawierała (alkohol denat.) alkohol denaturowany/etanol (które po kilku użyciach zostały unicestwione :D), potem wkroczyłam w świat ziół i przygotowałam napary. Pierwszy tonik z półki drogeryjnej pochodził z Tołpy (zanim firma poszła w takim, a nie innym kierunku). To był chyba tonik borowinowy, miał też koszmarne opakowanie, ale skuteczny :) Kolejny pamiętam z firmy Melissa. I to tyle. W miarę upływu czasu pojawiły się wody termalne oraz oferta Fitomedu, która wprowadziła mgiełki. To było na chwilę zanim nastąpił wielki boom na hydrolaty, po czym przyszła kolej na dużą lepszą dostępność czystej wody różanej oraz wielu innych produktów. Dzisiaj półki sklepowe (czy to te wirtualne, czy też stacjonarne) uginają się od nadmiaru kosmetyków. Etykiety kuszą grafikami a producenci dbają o barwne opisy.