Ulubieńców nie będzie!


Dzisiaj nieco przewrotnie i jednocześnie ten wpis stanowi wprowadzenie do nowego cyklu Sprawdzone, polubione, kupione ponownie! -nie wiem jak dla Was, ale dla mnie najlepszą rekomendacje stanowią powroty, ponowne zakupy. Jeżeli coś się sprawdza i z chęcią sięgamy po dany produkt, to z góry dostaje miano ulubieńca. W taki oto sposób chcę przypominać o preparatach do pielęgnacji, makijażu, które czasami tracimy z oczu goniąc za kosmetycznym króliczkiem ;) I nie ma w tym nic złego, ale czasami łatwo zagubić się pośród bogatej oferty na rynku i donośnych sloganów reklamowych.

Poniższa grupa to efekt podsumowania "pod lupą" ubiegłego roku.


Nikogo, kto zagląda do mnie regularnie nie zaskoczy Sensai Silky Puryfying Silk Peeling Powder /recenzja/ Uwielbiam ten proszek, jest to jeden z najlepszych peelingów do cery bardzo wrażliwej, wymagającej. Pomimo tego nie mogę pominąć świetnej propozycji z przedziału eko jaką jest Skin & Tonic Gentle Scrub (niebawem pojawi się wpis). Poznałam go dzięki Ani :* dziękuję! i wracam regularnie. Śmiało mogę napisać, że Gentle Scrub moja skóra uwielbia równie mocno jak proszek Sensai. Zostańmy jeszcze przez chwilę przy ofercie Skin & Tonic, ponieważ to tutaj znalazłam genialne balsamy w sztyfcie do pielęgnacji ust. I znowu podziękowania w stronę Ani :* oraz Rozali z Organicall.pl BIG CMOK - uzależniłam się od nich, kupuję nałogowo i hurtowo. Kilka tygodni temu pojawił się nowy różany wariant. W sam raz dla mnie. A jeżeli pielęgnacja ust, to nie może zabraknąć oferty bezkonkurencyjnej marki Lanolips. Są to balsamy oparte na lanolinie, wspaniale natłuszczają, odżywiają i zabezpieczają usta. Mogę tutaj dołożyć jeszcze balsam z Dr. Lipp, który też kupuję od czasu do czasu. Kiedy natomiast zależy mi na subtelnym kolorze, porządnej dawce pielęgnacji wybieram 2 w 1 w postaci balsamu Dior Lip Glow. Wypróbowałam kilka podobnych balsamów z innych marek i stwierdzam, że Lip Glow trzyma poziom od lat.


W pielęgnacji twarzy rządzi niezmiennie Oskia Renaissance Cleansing Gel /recenzja/, pozostałą ofertę polubiłam na tyle, że regularnie wracam do innych produktów i pośród nich znalazł się krem Renaissance 360 Anti-Ageing & Brightening Supreme Cream (nie miałam okazji jeszcze bliżej go prezentować, lecz niebawem nadejdzie ta chwila). O koncentratach Liqpharm napisałam już wystarczająco, pojawiły się w Kosmetycznych objawieniach 2016. Podobnie jak serum Kuramoto i Iwostin Perfectin Re-Liftin. P&R Smoothing Toner, to mój pewniak i wkrótce przekonam się, czy Naturativ będę kupować z równie dużym entuzjazmem. Ettusais Jelly Mousse /recenzja/ - ogromnie się cieszę, że mam możliwość wrócić do niej po raz kolejny. Hanyul White Chrysanthemum Radiance Serum, to także powrót i choć pokazywałam je już na blogu /link/ to wstrzymywałam się z ostateczną oceną. Teraz będzie świetna okazja do podsumowania. Sylveco Żel Tymiankowy do mycia twarzy zaskoczył mnie pod każdym względem, dla mojej cery okazał się bardzo dobrym żelem. Na blogach co prawda nie brakuje jego recenzji, lecz planuję dorzucić swoje trzy grosze na jego temat. Największym hitem pośród hitów, uzależnieniem i wyborem z automatu stają się płyny micelarne marki Uriage /recenzja/. Na zdjęciu akurat wariant dla cery naczynkowej, który uwielbiam równie mocno jak pozostałe, choć "zielony" chyba najmniej, lecz to już takie moje małe widzimisię :D W każdym razie ten micel jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, ma świetną pojemność i nie drenuje stanu konta. Pai Rosehip BioRegenerate Oil /recenzja/ poza esencjami Decleora, to jeden z nielicznych olejków, do którego chcę i wracam. Dorzucę jeszcze Odacite Radiance Effect Serum Concentrate (Green Tea + Lemongrass). W tym roku raczej nie planuję żadnych nowości w tej materii (mam na myśli oleje oraz różne mieszanki).


Pielęgnacja włosów, skóry głowy. Będę niczym zdarta płyta przypominać o szamponie Shea Moisture Jamaican Black Castor Oil Strengthen & Restore /recenzja/, mgiełce Alterny Bamboo Beach Summer Ocean Waves Texture Spray /recenzja/. Z racji, że farbuję włosy od lat przełomem był zakup farby do włosów Phyto Color Permanent Color-Treatment Ultra Shine with Botanical Pigments 2 Brąz (ponad dwa lata regularnego stosowania), która jest moim św. Graalem w kwestii koloryzacji włosów przy jednoczesnym braku podrażnień skóry głowy. Kolor ładnie się utrzymuje, wypłukuje się równomiernie bez efektu "spranego koloru". Odcień, którego używam to typowy czekoladowy brąz a'la gorzka czekolada w zimnej tonacji. Prawdziwym zaskoczeniem natomiast jest Living Proof 5-in-1 Styling Treatment /recenzja/ (kuracja stylizująca wg polskiego dystrybutora) z serii Perfect hair Day, o ile szampon i odżywka okazały się dla mnie słabe, tak ta kuracja robi wrażenie. Sięgam chętnie, widzę efekty i na pewno wrócę do niej ponownie. Wisienką na torcie jest Oribe Dry Texturizing Spray - spray teksturyzujący /recenzja/ & Foundation Mist, przy czym mgiełka wydawać się może zwykłą wodą w sprayu, lecz dla mnie zastępuje wszelkie produkty do stylizacji, kiedy potrzebuję użyć czegoś na szybko bez względu na to, czy mam mokre bądź suche włosy. Genialna sprawa i jej nazwa w pełni oddaje to, czym jest.


Kolorówkę zostawiłam na koniec, głównie dlatego, że w ramach czyszczenia przestrzeni kosmetycznej zależy mi na zakupie i używaniu tego, co naprawdę lubię, u mnie się sprawdza i mogę na nich polegać. Zacznę od płynnej matowej pomadki The Balm Meet Matt(e) Huges Charming /można podejrzeć ją tutaj/ którą sprezentowała mi Zoila :*. Z racji, że sięgam po nią regularnie i odpowiada mi w niej 90% walorów, to kwestia ponownego zakupu jest oczywista :) Puder Tokyo Bikoru już prezentowałam w poprzednim wpisie, nowa wersja podkładu YSL Le Teint Touche Eclat ponownie zasili moje zasoby, prezentowane tutaj opakowanie ma się już ku końcowi. Różem, który zachwycił mnie i sięgałam po niego najczęściej (na tyle, że zapragnęłam kolejnego opakowania) stał się Jardin de Chanel Blush Camelia Rose. Kto by pomyślał ;) Cieszy mnie fakt, że dzięki wyprzedażom na blogach można złowić ulubione perełki. W taki oto sposób trafiła do mnie nowa sztuka. Z makijażem brwi przeszłam długą drogę, pełną eksperymentów. Natomiast TYLKO jeden produkt pokazał oczekiwaną MOC na moich naturalnych (nagich) brwiach jak i podrasowanych przez hennę. Mowa oczywiście o Anastasia Beverly Hills Tinted Brow Gel Granite & Espresso. Używam dwóch kolorów i każdy z nich lubię równie mocno. W zależności od nastroju, makijażu wybieram jeden z nich. Najlepszy żel barwiony na rynku, bezapelacyjnie :))) Make-Up Studio Neutralizer, wydawało mi się, że nie będzie mi za bardzo ta baza potrzebna, ale zaczęłam eksperymentować i sięgam po nią regularnie. Na tyle, że mam ochotę kupić jeszcze dwa inne kolory z tej samej firmy. Wkrótce napiszę więcej.

Na zakończenie zostawiłam hennę RefectoCil 03 - najlepsza decyzja jakiej mogłam dokonać. Moje brwi na nowo odzyskały życie dając mi pełną swobodę w wielu okolicznościach :D Nie muszę mówić, dlaczego nie zamierzam zrezygnować z takiej formy. Dla mnie to rozwiązanie optymalne i średnio raz w miesiącu odświeżam kolor, zabieg jest prosty, łatwy i przyjemny :))

Co znajdzie się w Waszym koszyku pt. Sprawdzone, polubione, kupione ponownie ? :)


Pozdrawiam serdecznie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...