MANNA - mydła /recenzja/


O węgierskiej firmie MANNA, której założycielką jest Andrea Varga Darabos nie wiedziałam nic, ale pomyślałam nic straconego ;). Przejrzałam stronę marki /link/, poczytałam to i owo po czym podjęłam decyzję, tak chcę wypróbować :) Dzisiaj podzielę się wrażeniami odnośnie kilku produktów.
Wybrałam pakiet składający się z czterech pełnowymiarowych mydeł, balsamu do ust oraz miniaturki mydła z węglem, która została dołączona jako gratis.

Choco & Chocolate, Dolce Vita, Coco & Cinnamon, Daisy Dream, Lip Balm Vanilla oraz Facial Cleansing Soap with Activated Carbon.

Mydła mają wysokie pH, podobnie jak oferta Purite /recenzja/, którą opisywałam na blogu i Ministerstwo Dobrego Mydła /recenzja/ bądź Sztuka Mydła /recenzja/

W zależności od wariantu moja skóra odczuła to mniej lub bardziej, ostatnie sztuki zużywam do mycia rąk (i przy tej okazji mogę zaznaczyć, że mydła nie pozostawiają osadu na umywalce w takim stopniu jak np. mydła drogeryjne). Niewątpliwym atutem są zapachy, ciekawe warianty kuszą opisami oraz aromatem. Można zostać uwiedzionym:) poza tym same zdjęcia na stronie firmy kuszą w bardzo sugestywny sposób. Można zapomnieć, że nadal mamy do czynienia z mydłami ;)


Choco & Chocolate najbardziej kremowe z całej czwórki jednocześnie dające najwięcej piany (porównując z pozostałymi). Bardzo przyjemne mydło do ciała jak i do rąk. Kostka prezentuje się na tyle apetycznie, że chciałoby się ją zjeść ;) Zawiera jednocześnie wiórki kokosowe, dzięki którym można uzyć kostki do peelingu ciała. Firma wspomina o możliwości mycia nim włosów, ale ja nie byłam skłonna do takich testów ;)


Daisy Dream wybrałam ze względu na zawartość różowej glinki, nie zawiodłam się. Do tego udany zapach słodkiego geranium, nie daje po nosie w taki sposób jak w większości produktów z jego udziałem. Dodatek płatków hibiskusa zapewnia delikatne działanie peelingujące, które stosowałam wyłącznie na wybranych partia ciała. Jestem na tak :)


Coco & Cinnamon uwielbiam zapach jego zapach, który w moim odczuciu jest jego największym atutem. Do ciała nie jestem w stanie go używać, bardzo szybko ściąga moją skórę która staje się dziwnie szorstka zanim jeszcze skończę kąpiel. Stosowany do mycia rąk nie wykazał żadnych negatywnych skutków poza rozmiękaniem, o którym wspominam poniżej.


Dolce Vita, jeden z moich faworytów. Wspaniały aromat pomarańczy (bergamotki czuję niewiele) świdrował mój nos od początku do końca. Zapewnienia odnośnie nawilżenia i pożegnania balsamu do ciała wkładam pomiędzy bajki, ponieważ nic takiego się nie wydarzyło ;) Natomiast sięgałam po nie z ogromną przyjemnością i myślę, że kupię je ponownie.

Cena kostek uzależniona jest od wariantu, od dwudziestu paru złotych do trzydziestu kilku. Każda z nich to 90 g produktu. Estetyczne opakowanie, na którym znajdują się wszelkie ważne informacje, samo mydło zabezpieczone folią! - dla mnie to ważne, ponieważ nie ma ono kontaktu podczas dostaw/pakowania itd. Wrażenie wizualne in plus, do tego świetnie nadają się np. na prezent dla osoby, która uwielbia mydła naturalne.

To, co mi się nie podoba, to lakoniczny opis "Made in EU" - nie przemawia to do mnie, dlaczego firma nie może jasno określić kraju pochodzenia? Gdzie tkwi haczyk?

Składy INCI przedstawiają się przyzwoicie, niektóre mniej lub bardziej robią wrażenie :)


Dość szybko się zużywają, zmydlają do samego końca. Nie ma problemu z łamiącym się mydłem bądź opadającymi kawałkami. Pienią się słabo, więc tutaj nie należy oczekiwać typowego efektu jakie dają mydła drogeryjne.

Jedyny zarzut mam wobec wersji Coco & Cinnamon. Pomimo trzymania kostki na odpowiedniej mydelniczce potrzebuje dość dużo czasu do całkowitego wyschnięcia i jeżeli będzie używana kilka razy pod rząd, potrafi rozmiękać. Przez to też zużywa się jeszcze szybciej.


Wygląd poszczególnych kostek jest bardzo apetyczny ;) z przyjemnością się po nie sięga.


Facial Cleansing Soap with Activated Carbon zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, o tyle, że planuję zakup pełnego wymiaru. W moim odczuciu jest jeszcze lepszą i skuteczniejszą wersją Coalface z Lusha /prezentacja/ która swojego czasu długo mi służyła jako zamiennika dla Dark Angels, którego bardzo lubię ale z racji posiadania bardzo wrażliwej cery nie jestem w stanie używać regularnie. Także do tematu kostki marki MANNA jeszcze wrócę na łamach bloga.


Lip Balm Vanilla zaciekawił mnie swoim krótkim aczkolwiek bardzo treściwym składem INCI. Trochę też byłam podejrzliwa, bo jak wiecie (bądź nie ;)) mam bardzo wymagające usta i rzadko pielęgnacja naturalna przynosi pożądane rezultaty. Niemniej, kilku ulubieńców z tego przedziału już mam i Lip Balm Vanilla do nich trafia. Ubolewam nad opakowaniem... mała puszeczka zawiera 15 ml produktu, który jest dość twardy przez co ciężko się go wydobywa. Najlepiej jest ogrzać ją w dłoniach bądź przez dłuższą chwilę miziać zawartość opuszkiem palca. Oczywiście nie muszę wspominać, że ręce muszą być czyste, więc nadaje się wyłącznie do użytku domowego. Aromat jest bardzo przyjemny i dla fanek prawdziwej wanilii może stanowić łakomy kąsek. Właściwości pielęgnacyjne oceniam na 6+. Balsam jest delikatny, pozostawia subtelną kołderkę na ustach i dobrze je zabezpiecza. Kosztuje 24,90 zł i myślę, że śmiało może stanowić konkurencję dla wielu produktów w swoim przedziale (pod warunkiem, że nie straszne nikomu opakowanie/forma ;))

Podsumowując :) spotkanie z ofertą marki MANNA  uważam za udane. W moim osobistym rankingu te mydła plasują się na poziomie Sztuka Mydła/Purite zostawiając ofertę Ministerstwa Dobrego Mydła daleko w tyle. Na uwagę zasługuje jeszcze oferta Lawendowej Farmy /klik/ Jeżeli nie znacie, zachęcam do zerknięcia na stronę i zapoznania się z ofertą.

Pozdrawiam :-)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...