Nagłe spotkania, szybkie rozstania cz. III



Posty z tej serii spotkały się z Waszym ciepłym przyjęciem /link/ tylko materiału brak do regularnych wpisów ;) Dzisiaj przygotowałam krótkie resume paru produktów, do których nie wrócę z różnych przyczyn. Niektóre wypadły słabo lub przeciętnie bądź pochodzą z edycji limitowanych. Zmiana preferencji także odgrywa swoją rolę. Dlatego nie przedłużając zapraszam do lektury :)





Lirene Emolient
Balsam Lipidowy & Odżywcze serum SOS + świeca sojowa*

Cały zestaw otrzymałam od firmy Lirene i sama nie wpadłabym na pomysł z zakupami. O ile lubię żele pod prysznic z Lirene, to reszta pielęgnacji jakby mniej wpisuje się w krajobraz mojej półki. Wbrew Profesjonalnej Pielęgnacji Bardzo Suchej Skóry nie byłabym w stanie zaufać marce. Zbyt dobrze znam swoją skórę i wiem, co jej służy, a co nie. Dlatego też do serii Emolient podeszłam z dystansem (przez chwilę tylko pomyślałam O, może to alternatywa dla Pharmaceris Emoliacti?!) – nic bardziej mylnego.

Ktoś, kto wpadł że takie połączenie będzie bardzo dobre dla bardzo suchej skóry, chyba nie ma pojęcia czego wymaga sucha skóra. A na pewno moja.


Balsam Lipidowy mogłabym wsmarować za jednym razem w całości i nie poczułabym różnicy. Zero efektów, zero działania. Jest za to ładny zapach, praktyczny dozownik, wizualna oprawa która chce nas przekonać, że jest pro.


Odżywcze serum SOS z naciskiem na SOS, po każdorazowym zastosowaniu... Nie nadaje się do ciała, ani dłoni, stóp. Bardzo szybko się wchłania, brak warstwy okluzyjnej a za chwilę skóra woła piiiić!!! Natychmiast! No to wtedy próbowałam ukoić przy pomocy Balsamu Lipidowego i NIC. W efekcie skóra stawała się jeszcze bardziej podrażniona.

Intensywne i długotrwałe nawilżenie, ukojenie, przywrócenie komfortu suchej skórze nie stało się jej udziałem. Brak natłuszczenia, regeneracji. Stracony czas i zdrowie, bo musiałam poświęcić dwa razy więcej uwagi niż normalnie. To nie był mój CZAS.


Świeca sojowa, mały gadżet (kto nie lubi świec;)), który wypalał się z trudem i w rezultacie śmiało mogę napisać, że przypominało to kaganek z ostatnim tchnieniem płomienia...




Tahe Keratin Gold

Zużyłam po dwa opakowania szamponu i maski, po czym odkryłam Joico Moisture Recovery, więc chyba nikogo nie zdziwi moje rozstanie z Tahe Keratin Gold.


Seria Keratin Gold posiada dość specyficzny zapach (mnie on nie odpowiadał) i to jest największa wada. Maska nie należy do wybitnych, znam lepsze. 

Szczerze mówiąc zestaw poleciłabym zdecydowanie osobie, która ma naturalne i zdrowe włosy bez większych problemów. Teoretycznie maska skierowana jest do włosów farbowanych i przesuszonych, zniszczonych, rozjaśnianych oraz dojrzałych (to ostatnie dość ciekawe ;)) Nie ma za bardzo jest o czym pisać, produkty nie wyróżniają się w żaden sposób na bazie innych marek do włosów. A teraz, kiedy poznaję ofertę firmy Alterna Tahe staje się coraz bardziej wypłowiałym wspomnieniem ;) Przeminęło z Tahe, ot co. 



L’oreal Brow Artist Plumper Transparent


Kupiłam na szybko zafascynowana szczoteczką. Precyzyjna z dobrą jakością włosia. Wybrałam wariant transparentny, ponieważ potrzebowałam czegoś do utrwalenia. Niestety konsystencja jest bardzo wodnista i za nic nie chciała utrwalać włosków. 

Takie niewiadomoco.... 

Nie wiem, jak wypadają pozostałe warianty (barwione) i raczej się nie dowiem. Nigdy więcej!



Rimmel Stay Matte Long lasting Pressed Powder 004 Sandstorm


Kultowy produkt. Na początku byłam oczarowana, potem miałam go dość, po czym na nowo zapanował zachwyt. Trudna relacja ;) Uratował go podkład Rimmel Lasting Finish 25H, ale więcej pudru nie kupię. Tandetne opakowanie, fatalna konsystencja (grubo zmielony i to funduje mączny efekt). Wydajność, a raczej jej brak, to kolejny zarzut, choć puder kosztuje grosze, więc czepiać się nie będę. Z podkładem Lasting Finish 25H tworzył zgrany team, ładnie trzymał skórę w ryzach, ale przeszkadzało mi jego wykończenie. Zdecydowanie preferuję delikatniejsze.



Essence Rock Out!! Multicolour blush 01 Global Icon


Nie wiem co mi wpadło do głowy, kiedy wkładałam go do koszyka. Chyba fioletowe tony omamiły moje oczy, bo raz, że z oferty Essence wyleczyłam się dawno temu, a dwa, to nie jest kierunek zmian ;) Dlaczego nie zanurzyłam palców w testerze, się pytam...


Mam za swoje. Słocze pokazały ładne kolory poszczególnych partii, po czym wymieszane wszystkie razem błysk rodem z lat 80-tych. O rany, szkoda że nikt nie mógł zobaczyć mojej miny tuż po nałożeniu. To było zabawne. Uśmiałam się ze swojej głupoty :D



Weleda Everon Lippenpflege , pielęgnacyjna pomadka do ust


Z ofertą Weledy od dawna mi nie po drodze, ale taki ładny był skład INCI. No i na nim się skończyło. Twardy sztyft, którym mogłabym sobie wygrawerować logo Weleda a nadal nie poczułabym żadnej pielęgnacji.... Sioooo i nigdy więcej, nie dla mnie.



Alverde Lippenbalsam Cranberry Kirsche

Bardzo lubiłam poprzednie wersje pomadek Alverde, ale zapasy się wyczerpały i podczas wizyty w DM-ie ochoczo wrzuciłam kilka sztyftów z nowej serii. Próbowałam zużyć dwie sztuki, żadnej mi się nie udało. Brak walorów pielęgnacyjnych, delikatnie barwi usta na wiśniowo więc wymaga lusterka, zapchu/smaku nie odnotowałam. Bye, bye ...



Ebelin gąbka do podkładu „jajo”

O, jaka ja byłam napalona na to jajo. Z wypiekami na twarzy podążałam alejkami DM-u. Udało się! Jest, jajo Ebelin jest M O J E :D Szał ciał. Moje spotkanie z produktem Ebelin przypomina jednonocną przygodę, kiedy rano budzisz się i starasz przypomnieć imię osoby leżącej obok lub w szybkim biegu zbierasz poszczególne elementy garderoby i ubierasz się za drzwiami, by jak najszybciej zapomnieć o całym zajściu ;)
Na szczęście opamiętałam się i wyciągnęłam dłonie w stronę Beauty Blendera, a teraz cieszy mnie podwójnie. Dosłownie. Kupiłam duo pack i najbliższe miesiące z głowy.


Jak możecie się domyślać pomiędzy gąbką Ebelin a oryginalnym BB jest przepaść niezgłębiona i mogłabym wymieniać jednym ciągiem argumenty, ale decyzja należy do każdego z osobna. Ja wybrałam i jeszcze szczęśliwa. W końcu, to długoterminowy związek. Z perspektywami na przyszłość :)


Lirene Wybielanie tonik 3 w 1*


Nie będę opowiadać o działaniu, ponieważ zapach i lepka warstwa skutecznie zniechęciły mnie do dalszych zabiegów. Może i Lirene dobrze chciała, ale średnio (nie) wyszło. Jeżeli ktoś mi pokaże realne efekty po stosowaniu tego toniku posypię głowę popiołem. Dosłownie, tylko popiół jest poszukiwany :P


Under 20 płyn micelarny o działaniu antybakteryjnym*


Under 20, to ja od dawna nie jestem i niestety nie kupuję tej otoczki, że produkty tej linii są poza limitem :P Oczywiście wszystko zależy od skóry, ale umówmy się, nie jestem grupą docelową do której ten płyn jest skierowany i nigdy taką się nie stanę. Zużyłam do wstępnego czyszczenia pędzli i mam wrażenie, że i tak byłam łaskawa. Próbując używać zgodnie z przeznaczeniem fundował mi za każdym razem ogromne zaczerwienienie na całej twarzy. Skóra mnie nie paliła, nie pokazywała żadnych innych symptomów, jedynie utrzymujące się zaczerwienienie na poziomie przypominającym gwałtowną zmianę temperatur. Czasami trwało dłużej lub krócej. Wg mnie taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Jak widzicie żaden z kosmetyków nie zapracował na kolejny raz ;)

A Wy do jakiego produktu ponownie już nie wrócicie?

Pozdrawiam :)




*oznacza produkt otrzymany w ramach współpracy opartej na barterze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, każdy z nich sprawia że TO miejsce ożywa dzięki WAM!
Jeżeli jeśli chcesz zaprosić mnie na swoją stronę, nie wklejaj linków w komentarzach. W wolnej chwili zajrzę z chęcią do Ciebie :)
Zastrzegam sobie prawo do usunięcia reklamowych postów, które zostaną zamieszczone bez mojej zgody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...